www.astraldynamics.pl - portal - forum
niedziela, 15 grudnia 2019
» Strona główna   » Działy   » Odsyłacze   » Do pobrania   » Czat   » Szukaj  
Newsletter

E-mail:





Losowy cytat:

Ci, co rozśmieszają ludzi, cenniejsi są od tych, co każą im płakać.

» Charles Chaplin



Rozdział 01 - Medytacja - dlaczego warto?
Jesteś w: Działy » Medytacja » Medytacja Vipassana w prostych słowach - Henepola Gunaratana

Rozdział 1

Medytacja - dlaczego warto?

Medytacja nie jest łatwa. Wymaga czasu i wysiłku, a także wytrwałości, zdecydowania i dyscypliny. Wymaga mnóstwa cech, które zwykle uważamy za nieprzyjemne i których wolelibyśmy uniknąć za wszelką cenę. Można to określić słowem "determinacja". Z pewnością o wiele łatwiej jest nie przejmować się i oglądać telewizję. Dlaczego więc warto? Dlaczego poświęcać na nią czas i energię, kiedy można się bawić? Dlaczego zawracać sobie głowę? To proste. Ponieważ jesteś człowiekiem. I właśnie z tego prostego powodu, że jesteś człowiekiem, twoim dziedzictwem jest wrodzone niezadowolenie z życia, którego nie można się pozbyć. Można je usunąć ze świadomości na jakiś czas. Można je ignorować przez dłuższy czas, lecz i tak zawsze powróci - zwykle, gdy się tego najmniej spodziewasz. Nagle, pozornie bez powodu, zatrzymujesz się, robisz podsumowanie, i zdajesz sobie sprawę z tego jak naprawdę wygląda twoje życie.

Zaczynasz nagle rozumieć, że życie przecieka ci między palcami. Robisz dobrą minę do złej gry. Jakoś wiążesz koniec z końcem i na pozór wszystko jest w porządku. Ale momenty rozpaczy, czas, kiedy czujesz, że wszystko ci się wali, tkwią w tobie, mimo że nie pokazujesz tego na zewnątrz. Czujesz się zagubiony i zdajesz sobie z tego sprawę. Lecz wspaniale to ukrywasz. Tymczasem w głębi duszy jesteś przekonany, że musi być jakiś inny sposób życia, lepszy sposób patrzenia na świat, sposób, aby żyć pełnią życia. Czasem, przez przypadek, udaje ci się do niego dotrzeć. Dostajesz dobrą pracę, zakochujesz się, wygrywasz. I przez chwilę wszystko jest inne. Życie staje się bogatsze i jaśniejsze, a dzięki temu złe czasy i szarzyzna odchodzą w niepamięć. Doświadczenia zmieniają się i mówisz sobie: "OK, udało mi się. Teraz już będę szczęśliwy". Lecz i to rozwiewa się jak dym na wietrze. Pozostają ci tylko wspomnienia. Wspomnienia i niewyraźne przeczucie, że coś jest nie tak.

Ale w życiu jest jeszcze głębszy poziom wrażliwości, tylko jakoś tego nie dostrzegasz. W końcu czujesz się odizolowany. Czujesz jakbyś tkwił w kokonie odgradzającym cię od wspaniałych doświadczeń. Prześlizgujesz się po powierzchni życia. Znowu nie dajesz sobie rady. A potem nawet to niewyraźne przeczucie znika, a ty ponownie znajdujesz się w tej samej, dawnej rzeczywistości. Świat znowu jest obrzydliwy lub w najlepszym przypadku nudny. To emocjonalna huśtawka, a ty często jesteś na dnie, marząc o tym, by być na szczycie.

Co więc z tobą jest nie tak? Jesteś dziwakiem? Nie. Jesteś po prostu człowiekiem. Cierpisz na tą samą chorobę, co każdy inny człowiek. W każdym z nas jest potwór, który ma wiele macek: chroniczne napięcie, brak szczerego współczucia dla innych, włączając w to najbliższych, zablokowane uczucia, emocjonalna martwota. Bardzo wiele macek. Nikt z nas nie jest całkowicie wolny od tego. Możemy temu zaprzeczać, możemy próbować to stłumić. Stworzyliśmy całą kulturę, by to ukryć, udając, że nie istnieje, i by odwrócić swoją uwagę od tego za pomocą celów, projektów, statusu. Ale ten potwór nie znika. Czai się w każdej myśli i każdym doznaniu - bezdźwięczny głos w twojej głowie, który powtarza: "Jeszcze nie jesteś wystarczająco dobry. Musisz mieć więcej. Musisz się bardziej postarać. Musisz być lepszy." To potwór, który przejawia się wszędzie w subtelnych formach.

Idź na przyjęcie. Przysłuchaj się śmiechom, opanowanym głosom, które żartują, lecz kryje się za nimi strach. Poczuj napięcie, poczuj presję. Nikt nie jest naprawdę rozluźniony, ludzie tylko udają. Idź na mecz. Przyjrzyj się fanom na trybunach. Przyjrzyj się irracjonalnym wybuchom gniewu. Przypatrz się niekontrolowanej frustracji ukrytej pod maską entuzjazmu i poczucia wspólnoty. Wycie, gwizdy, nieopanowany egotyzm w imię lojalności wobec klubu. Pijaństwo, bójki na trybunach. To ludzie, którzy desperacko próbują uwolnić się od wewnętrznego napięcia. Ci ludzie nie żyją w harmonii z samymi sobą. Obejrzyj wiadomości w TV. Przysłuchaj się słowom popularnych piosenek. Znajdziesz w nich ten sam temat, powtarzający się w różnych wariacjach. Zazdrość, cierpienie, niezadowolenie, napięcie.

Życie zdaje się być wielkim wysiłkiem i nieustanną beznadziejną walką z przeciwnościami losu. A jak radzimy sobie z tym brakiem zadowolenia? Dajemy złapać się w pułapkę "gdyby tylko". Gdybym tylko miał więcej pieniędzy, byłbym szczęśliwy. Gdybym tylko znalazł kogoś, kto naprawdę by mnie kochał, gdybym tylko schudł o 10 kilogramów, gdybym tylko miał kolorowy telewizor, jacuzzi, kręcone włosy itd., bez końca. Skąd się to bierze, a co ważniejsze, co można z tym zrobić? Bierze się z naszego umysłu. Jest to głęboki, niedostrzegalny, wszechobecny zestaw mentalnych nawyków - węzeł gordyjski, który zaplątaliśmy krok po kroku i możemy go rozplątać w ten sam sposób - stopniowo. Możemy dostroić naszą świadomość, poskładać rozsypane kawałki i oświetlić je. To, co nieświadome, stopniowo możemy uczynić świadomym.

Sednem naszego doświadczenia są nieustannie zachodzące zmiany. Życie upływa chwila za chwilą i nigdy nie jest takie samo. Bezustanna zmiana to istota wszechświata percepcyjnego. W twej głowie powstaje myśl, a pół sekundy później już jej nie ma. Powstaje następna i również znika. W twoich uszach rozbrzmiewa dźwięk, a potem cisza. Otwórz oczy, a świat zewsząd otacza cię. Zamknij je, a zniknie. Ludzie pojawiają się w twoim życiu i znikają. Przyjaciele odchodzą, krewni umierają. Raz jesteś na wozie, raz pod wozem. Czasem wygrywasz i równie często przegrywasz. Zmiany są nieuchronne. Nie ma dwóch jednakowych chwil.

Nie ma w tym nic złego. Taka jest natura wszechświata, lecz nasza kultura nauczyła nas reagować na ten nieustanny nurt w dziwny sposób. Dzielimy doświadczenia na kategorie. Próbujemy przyporządkować każde doznanie, każdą odmianę mentalną w tym nieustającym nurcie, do jednej z trzech szufladek w umyśle. Jest ono dobre, złe lub obojętne. Następnie, w zależności od tego, do której szufladki je włożyliśmy, reagujemy na nie zestawem utrwalonych nawyków mentalnych. Jeśli dane doświadczenie jest "dobre", to usiłujemy na nim zatrzymać czas. Trzymamy się go kurczowo, napawamy się nim, nie pozwalamy mu uciec. Gdy to nie działa, robimy wszystko co w naszej mocy, by doświadczenie powtórzyło się. Nazwijmy ten nawyk mentalny "chwytaniem" (grasping).

Po przeciwnej stronie umysłu znajduje się szufladka z napisem "złe". Kiedy postrzegamy coś jako "złe", próbujemy odsunąć to od siebie. Próbujemy zaprzeczyć temu, odrzucić to, pozbyć się tego w jakikolwiek sposób. Walczymy z własnymi doznaniami. Uciekamy od tego, co jest częścią nas samych. Nazwijmy ten nawyk mentalny "odrzuceniem" (rejecting). Pomiędzy tymi dwoma sposobami reakcji, znajduje się szufladka neutralna. Tutaj umieszczamy doświadczenia, które nie są ani dobre, ani złe. Są obojętne, nieciekawe i nudne. Pakujemy je do szufladki neutralnej, po to by je ignorować i kierujemy uwagę tam, gdzie coś się dzieje, tj. na błędne koło naszego pożądania i niechęci. Ta kategoria doświadczeń pozbawiona jest należnej jej części uwagi. Nazwijmy ten nawyk mentalny "ignorowaniem". Bezpośrednim wynikiem tego szaleństwa jest nieustanny bieg donikąd w codziennym kieracie, nieustanna pogoń za przyjemnością, nieustanna ucieczka od bólu, nieustanne ignorowanie 90 % naszego doświadczenia. A potem zastanawiamy się: "Dlaczego życie jest takie nudne?" W ostatecznym rozrachunku taki system nie działa.

Bez względu na to, jak bardzo gonisz za przyjemnością i sukcesem, są momenty, kiedy przegrywasz. Bez względu na to, jak szybko uciekasz, nadchodzą momenty, kiedy ból cię dogania. A miedzy tymi momentami życie jest tak nudne, że chce ci się wyć. Nasze umysły pełne są opinii i uwag krytycznych. Zbudowaliśmy wokół siebie mury i jesteśmy więźniami swoich własnych kłamstw i niechęci. Cierpimy. Cierpienie to ważne słowo w myśli buddyjskiej. To kluczowy termin i należy go dokładnie zrozumieć. W języku Pali określane jest jako 'dukkha' i oznacza ból nie tylko fizyczny. Oznacza głębokie, subtelne poczucie niezadowolenia, będące częścią każdego kieratu umysłowego. Budda głosił, że cierpienie jest sednem życia. Na pierwszy rzut oka jest to tak ponure i pesymistyczne, że aż wydaje się nieprawdziwe. Przecież, mimo wszystko, jest mnóstwo chwil, kiedy jesteśmy szczęśliwi, nieprawdaż? Nie, tylko nam się tak wydaje. Wybierz jakikolwiek moment, w którym czułeś się spełniony i przeanalizuj go dokładnie. Pod warstwą radości odnajdziesz ledwo dostrzegalne, wszechobecne napięcie; bez względu na to, jak wspaniały był to moment, zawsze w końcu przemija. Nieważne ile właśnie zdobyłeś i tak stracisz to częściowo albo poświęcisz resztę życia na pilnowanie, by ci nic nie ubyło oraz na plany jak zdobyć więcej. W końcu umrzesz. W końcu stracisz wszystko. Wszystko przemija.

Czyż nie brzmi to ponuro? Na szczęście wcale tak nie jest. Brzmi ponuro tylko wtedy, kiedy patrzymy na to ze zwykłego, mentalnego punktu widzenia, z tego poziomu, w którym jesteśmy w codziennym kieracie. Na głębszym poziomie punkt widzenia zmienia się, pojawia się nowy, zupełnie inny sposób patrzenia na wszechświat. To poziom istnienia, gdzie umysł nie próbuje zatrzymać czasu, gdzie nie trzymamy się kurczowo przemijających doświadczeń, gdzie nie usiłujemy ignorować ani blokować doznań. Istnieje jednak poziom doświadczenia, gdzie nie ma ani dobra, ani zła, ani przyjemności, ani bólu. To wspaniały sposób patrzenia na świat i można się go nauczyć. Niełatwo to zrobić, lecz jest to możliwe.

Szczęście i spokój umysłu. To są podstawowe kwestie w życiu człowieka. To jest to, czego wszyscy szukamy. Czasem trudno to dostrzec, ponieważ zakrywamy te najważniejsze cele warstwami powierzchownych celów. Chcemy jedzenia, pieniędzy, seksu, rzeczy materialnych i szacunku. Czasem nawet mówimy, że pojęcie "szczęścia" jest zbyt abstrakcyjne: "Słuchaj, ja jestem praktyczny. Po prostu daj mi pieniądze i kupię sobie wszystko, czego mi potrzeba do szczęścia". Niestety, to nie działa. Przyjrzyj się tym celom, a odkryjesz, że są powierzchowne. Chcesz jeść. Dlaczego? Bo jestem głodny. Jesteś głodny, no to co? Jak coś zjem przestanę być głodny i poczuję się dobrze. Aha! Dobrze się poczujesz! Właśnie o to chodzi. To, o co nam chodzi, to nie powierzchowne cele. Są one tylko celami pośrednimi. To, o co nam chodzi, to poczucie ulgi, które pojawia się, kiedy jakaś potrzeba zostaje zaspokojona. Ulga, rozluźnienie, koniec napięcia. Spokój, szczęście, koniec z poczuciem niezaspokojenia.

Czym więc jest szczęście? Dla większości z nas szczyt szczęścia oznacza, że mamy wszystko, czego pragniemy, wszystko kontrolujemy, udajemy władcę, chcemy, by cały świat tańczył jak mu zagramy. Raz jeszcze powtarzam, nie tędy droga. Przyjrzyjmy się historycznym postaciom, które rzeczywiście miały tę nieograniczoną władzę. Nie byli szczęśliwymi ludźmi. Z pewnością nie żyli w zgodzie z samymi sobą. Dlaczego? Bo pragnęli mieć całkowitą i absolutną kontrolę nad światem, a nie było to możliwe. Chcieli kontrolować wszystko, a zawsze jest ktoś, kto nie chce poddać się takiej kontroli. Nie mogli kontrolować gwiazd. Także chorowali i także musieli umrzeć.

Nie możesz mieć wszystkiego, co chcesz, to niemożliwe. Na szczęście jest inne wyjście. Możesz nauczyć się kontrolować swój umysł, wyrwać się z tego zamkniętego kręgu pożądania i nienawiści. Możesz nauczyć się nie pożądać, rozpoznawać swoje pragnienia, ale nie dać się im kontrolować. To nie znaczy, że kładziesz się na drodze i pozwalasz, żeby wszyscy po tobie deptali. To znaczy, że możesz dalej wieść normalne życie, ale przyjąć zupełnie inny punkt widzenia. Robisz to, co musisz, ale wolny jesteś od obsesyjnego, kompulsywnego pożądania. Pragniesz czegoś, ale nie musisz gonić za tym. Boisz się czegoś, ale nie musisz stać, trzęsąc się ze strachu. Wypracowanie takiej postawy jest bardzo trudne, zabiera lata. Skoro jednak nie można kontrolować wszystkiego, lepiej jest próbować robić to, co trudne niż to, co niemożliwe.

Zastanów się jednak przez chwilę. Spokój umysłu i szczęście! Czyż właśnie nie o to chodzi w cywilizacji? Budujemy drapacze chmur i autostrady. Mamy płatne urlopy i telewizję. Mamy bezpłatne leczenie i zwolnienia lekarskie, ubezpieczenia i zasiłki. Wszystko to ma na celu zapewnienie jakiegoś spokoju i bezpieczeństwa. Mimo to, odsetek chorych psychicznie stale wzrasta, a przestępczość rośnie jeszcze szybciej. Na ulicach roi się od przestępców i szaleńców. Wystaw rękę za próg swojego bezpiecznego domu, a ktoś zaraz ukradnie ci zegarek! Coś jest nie tak. Szczęśliwy człowiek nie czuje potrzeby zabijania. Lubimy myśleć, że nasze społeczeństwo wykorzystuje całą dostępną mu wiedzę, by osiągnąć spokój i szczęście. Zaczynamy pojmować, że materialna strona życia rozwinęła się nadmiernie kosztem głębszego, emocjonalnego aspektu, i płacimy za ten błąd. Jedna rzecz to mówić o degeneracji duchowego i moralnego życia współczesnej Ameryki, inna rzecz, to coś z tym zrobić. Trzeba zacząć od siebie. Spójrzmy uważnie w głąb siebie, szczerze i obiektywnie, a każdy z nas dostrzeże momenty, kiedy może o sobie powiedzieć: "Jestem do niczego" oraz "Zwariowałem". Nauczymy się dostrzegać te momenty jasno i wyraźnie, ale bez poczucia winy i będziemy się dalej rozwijać, wychodząc z tych stanów.

Nie możesz wprowadzić radykalnych zmian w sposobie życia, dopóki nie zobaczysz siebie dokładnie takim, jakim jesteś naprawdę. Gdy tylko to nastąpi, zmiany zaczną zachodzić w sposób naturalny. Nie musisz walczyć ze sobą lub innymi, czy też podporządkowywać się regułom narzuconym przez autorytety. Po prostu zmiany w tobie zachodzą automatycznie. Lecz uzyskanie tego wglądu jest trudnym zadaniem. Musisz zobaczyć, jaki jesteś i kim jesteś, bez złudzeń, osądu i oporu. Musisz przekonać się, jakie jest twoje miejsce w społeczeństwie i twoje zadanie jako istoty społecznej. Musisz przekonać się, jakie są twoje powinności i obowiązki wobec innych ludzi, lecz nade wszystko, jaka jest twoja odpowiedzialność wobec samego siebie jako jednostki żyjącej z innymi jednostkami. I musisz dostrzegać to wszystko wyraźnie jako jedność, jako sieć wzajemnie powiązanych elementów, które razem tworzą nową jakość. Wydaje się to być skomplikowane, lecz często następuje w jednej chwili. Jeśli chodzi o osiągnięcie tego rodzaju zrozumienia i pogodnego szczęścia, nic nie może być bardziej pomocne niż kultura duchowa, którą zawdzięczamy medytacji.

Dhammapada to starożytny tekst buddyjski, który wyprzedził Freuda o tysiące lat. Czytamy w nim: "To, kim jesteś obecnie wynika z tego, kim byłeś. To, kim będziesz jutro, wyniknie z tego, kim jesteś dziś. Skutki zła będą wlec się za tobą, tak jak wóz podąża za wołem, który go ciągnie. Skutki działań oczyszczonego umysłu pójdą za tobą jak cień. Nikt nie może zrobić dla ciebie więcej niż twój oczyszczony umysł - ani rodzice, ani krewni, ani przyjaciele, nikt. Zdyscyplinowany umysł przynosi szczęście."

Celem medytacji jest oczyszczenie umysłu. Oczyszcza ona proces myślowy z czegoś, co można by nazwać psychicznymi czynnikami drażniącymi (psychic irritants), tj. chciwości, nienawiści i zazdrości, z pęt, które trzymają nas w niewoli emocjonalnej. Wprowadza umysł w stan spokoju i świadomości, w stan koncentracji i wglądu (zrozumienia).

W naszym społeczeństwie wierzy się w wykształcenie. Uważamy, że dzięki wiedzy osoba oczytana jest cywilizowana. Jednak cywilizacja daje powierzchowną ogładę. Wystawmy naszego wyrafinowanego dżentelmena na stresy wojny lub krachu ekonomicznego i zobaczmy, co się stanie. Jedna rzecz to przestrzeganie prawa ze względu na karę i obawę przed konsekwencjami. Zupełnie inna rzecz to przestrzeganie prawa, dlatego że jesteśmy wolni od chciwości, która sprawia, że kradniemy, i od nienawiści, która sprawia, że zabijamy. Wrzuć kamień do strumienia. Jego nurt wygładzi jego powierzchnię, lecz w głębi nic się nie zmieni. Weź ten sam kamień i wrzuć go w ogień, kamień zmieni się zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Stopi się. Cywilizacja zmienia człowieka na zewnątrz. Medytacja całkowicie łagodzi jego wnętrze.

Medytację nazywa się Wielkim Nauczycielem. To oczyszczająca próba ognia, która prowadzi powoli do zrozumienia. Im więcej rozumiesz, tym łatwiej ci się przystosować, tym bardziej jesteś tolerancyjny. Im więcej rozumiesz, tym więcej w tobie współczucia. Stajesz się jak doskonały rodzic lub idealny nauczyciel. Gotów jesteś wybaczyć i zapomnieć. Kochasz innych, ponieważ ich rozumiesz. A rozumiesz innych, ponieważ zrozumiałeś siebie. Zajrzałeś do swego wnętrza i ujrzałeś własne złudzenia i własne ludzkie słabości. Ujrzałeś własne człowieczeństwo i nauczyłeś się wybaczać i kochać. Jeśli nauczyłeś się współczucia wobec siebie, współczucie wobec innych przychodzi automatycznie. Doświadczony medytujący to osoba, która dogłębnie rozumie życie i wcześniej czy później zaczyna je kochać głęboko i bezwarunkowo.

Medytacja bardzo przypomina przygotowywanie ziemi pod uprawę. Aby zamienić las na ziemię uprawną, trzeba najpierw wyciąć drzewa i wykarczować ziemię. Następnie zaorać i użyźnić ja. Potem siejesz ziarno i zbierasz żniwo. Aby przygotować swój umysł, musisz najpierw pozbyć się tego, co przeszkadza i drażni, wyrwać to z korzeniami, aby nie odrosło. Potem użyźniasz. Nawozisz glebę umysłu energią i dyscyplina. Następnie siejesz ziarno i zbierasz żniwo wiary, moralności, uważności i mądrości.

Przy okazji, wiara i moralność, w tym kontekście mają szczególne znaczenie. Buddyzm nie popiera wiary w tym znaczeniu, że wierzymy w coś, bo tak jest napisane w książce, bo tak powiedział prorok lub tak naucza ktoś, kto cieszy się uznaniem. Tutaj chodzi raczej o pewność (confidence). Wiesz, że coś jest prawdziwe, bo sam się o tym przekonałeś, osobiście. Podobnie, moralność to nie sztywne przestrzeganie narzuconych odgórnie reguł zachowania. Celem medytacji jest osobista transformacja. Po doświadczeniach medytacyjnych nie jesteś ta samą osobą, którą byłeś wcześniej. Medytacja zmienia twój charakter, czyniąc cię wrażliwszym oraz głęboko świadomym swoich własnych myśli, słów i uczynków. Twoja arogancja znika, podobnie jak i antagonizmy. Umysł staje się spokojny i niezmącony. Życie zaczyna płynąć bez zakłóceń. Prawidłowa medytacja przygotowuje cię na porażki i sukcesy życiowe. Zmniejsza napięcie, lęki i obawy. Niepokój słabnie, a gwałtowne uczucia zostają poskromione. Rzeczy wracają na swoje miejsce i życie staje jest lotem a nie walką. A wszystko to dzieje się poprzez zrozumienie.

Medytacja wyostrza koncentrację i zdolność myślenia. Następnie, krok po kroku, twoje podświadome motywy i mechanizmy stają się dla ciebie zrozumiałe. Wyostrza ci się intuicja. Wzrasta precyzja myśli i stopniowo poznajesz rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, bez uprzedzeń i złudzeń. Czy to wystarczające powody by zawracać sobie głowę? Niezupełnie. To tylko obietnice na papierze. Jest tylko jeden sposób, by się przekonać, czy medytacja warta jest wysiłku. Naucz się medytować prawidłowo i medytuj. Sam się przekonaj.

 

poprzedni artykuł                                                         następny artykuł



ˆˆˆ góra


Copyright © 2001-2013 Portal AstralDynamics, Wszelkie prawa zastrzeżone
Uwaga: Redakcja AD nie ponosi odpowiedzialności za opinie użytkowników przedstawione na forum.
Mapa strony, Ostatnio szukane, Powered by Vegan CMS, Pozycjonowanie stron, Design by halley
Liczba osób na czacie: - Wejdź na czat