1-Samoświadomość

Samoświadomość

Marzyciel albo szaleniec, tak najprawdopodobniej pomyślisz, jak zaczniesz czytać ten tekst. Mam jednak nadzieję, że zmienisz zdanie, gdy go skończysz. Pierwszą reakcją, jaka pojawiła się u mnie, gdy zaistniał mi w głowie pomysł spisania tego, czego doświadczam, to była obawa. Dlaczego?... Wszystko stanie się zrozumiałe w dalszej spisanej części. Jestem ciekaw, jak zostanie odebrane to, co mam do powiedzenia. Zdaje sobie sprawę, że to nie popularne i odbiegające od powszechnie przyjętych oczywistości dotyczących rozwoju duchowego. Jednak do odważnych świat należy.

Coraz oficjalniej w różnych artykułach podawane jest, że aby coś osiągnąć, trzeba działać niekonwencjonalnie. Łamać powszechnie przyjęte reguły i wytyczać nowe ścieżki. Zatem czemu nie odrzucić przez wieki powielanej doktryny rozwoju duchowego?... Boga?... Wstrząsnęło?... a to dopiero początek. W kilku już tekstach pisałem o boskich zasadach, tutaj też poruszę ten temat, trzeba go bowiem pokazywać z różnych stron, aby stał się jasny i zrozumiały dla wszystkich. Jednak najpierw słówko o podstawowej przeszkodzie, która to jest sprawcą całego tego pomieszania z rozwojem.

Istota składa się z trzech części: ducha, umysłu i ciała. Rzecz w tym, że patrzymy na wszystko z poziomu ciała. Patrzymy oczami i to one zaćmiewają nam jasne widzenie całości. Więc stworzyliśmy sobie techniki, aby podniosły nas o poziom wyżej i osadziły w umyśle, aby tam poznać ducha. Paranoja!!! Co niektórzy zaczęli dostrzegać, że człowieka otacza aura o różnej częstotliwości, więc na pewno to, co jest najwyżej, to Bóg. I tak zrodziła się cała praca nad sobą. Jednak przyglądając się temu bliżej i poznając różne z tych "ciał", łatwo można zauważyć, że one nie myślą, nie mają woli i nie ma w nich żadnej dodatkowej boskości, prócz tej, jaka jest we wszystkim. Nasza aura to produkt umysłu, więc na próżno szukać tam Boga. A więc znów fiasko...

Jesteś całością, czyli i ciałem, i umysłem, i duchem. Nigdy nie było inaczej. Twój duch nadaje istnienie, umysł stwarza to realnym na tym planie, a ciało doświadcza.

Boskie zasady to nie prawa dążące do tego, abyś stał się doskonały, tylko doskonałe prawa działające w doskonałej istocie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że wierzenia o braku doskonałości to bzdura. Najwyżej co można powiedzieć, to że brakuje nam wiedzy o sobie, a nie doskonałości. Zaraz to rozjaśnię. Dotychczasowe nasze wierzenia zakładały, że jesteśmy jacyś niekompletni, ułomni i chorzy. Więc to podważmy, obalając ten mit. Myśląc tak o sobie, wchodzimy na ścieżkę rozwoju duchowego, która zdaje się potwierdzać te wyobrażenia. Mówi ona bowiem: "tak, jesteś właśnie taki, ale dzięki technikom podniesiesz swoją samoocenę i już". Zaraz, zaraz, gdzie tu świadomość jedności z Bogiem?... Czyli, że najpierw jestem synem marnotrawnym, a dzięki oddawaniu się różnym praktykom, powracam do domu ojca... hmm... a gdzie tu jedność z Bogiem?... A może nigdzie nie odeszliśmy?... Zamknęliśmy tylko oczy i krzyczymy: "kto zgasił światło!!!".

Zapewne powiesz, że praktyka duchowa koncentruje umysł na Bogu i potem się oświecasz... hmm... więc czym jest ciało?... ciężarem?... a gdzie świadomość jedności z Bogiem?... Wstrząsnęło?... Coś tu nie gra, prawda?... gdzieś jest błąd. I znów trzeba pisać: jesteś i ciałem, i umysłem, i duchem jednocześnie i nie inaczej!!!

Dobrze, zatem odrzućmy doktryny rozwoju duchowego - przynajmniej do końca tego tekstu - i popatrzmy inaczej na świat i na siebie. Aby zrozumieć to, co piszę dalej, musisz patrzeć inaczej, w przeciwnym razie możesz utracić sens moich słów. Najpierw przyjrzymy się umysłowi, wierzenia o nim stanowią nie lada przeszkodę. Do tej pory oczywiste było dla Ciebie, że umysł trzeba uzdrowić, więc rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Czym jest umysł, który chcemy uzdrawiać?... Jak myślisz?... Przecież chcąc go uzdrawiać, zapewne wiesz, co uzdrawiasz, prawda? Niech zgadnę, nigdy się nad tym nie zastanawiałeś... cóż, nie Ty jeden. Ale jakim cudem chciałeś być skuteczny, nie znając obiektu swojej pracy?... A czym są myśli?... To też powinieneś poznać, chcąc się nimi posługiwać. Jednak moje pytania zadam inaczej: jaka jest rola umysłu, a jaka myśli?... To ważne pytanie, ponieważ ono pozwoli Ci zrozumieć hierarchię.

Najpierw w duszy są myśli, a dokładniej - idee. Świadomie wybierasz je jako chęć doświadczenia, potem one przybierają inną postać w umyśle, tutaj nabierają innych cech, stają się obrazami i emocjami, dalej to już materializacja w świecie. Więc jesteś całością, tak jak to pisałem wcześniej. Całość Twojej istoty doświadcza i dopiero doświadczenie pozwala zweryfikować jakość naszych wyborów. Im "starsza dusza" tym ma więcej doświadczeń, więc jest mądrzejsza, jednak nigdy się nie narzuci, zawsze pozostawia wolny wybór Twemu "ego". Dusza czeka, aż się do niej odwołasz, wtedy udzieli Ci pomocy. Ona wie kim jest, jednak to doświadczenie z umysłu i ciała pozwala się jej samookreślić.

Wracając do teorii uzdrawiania umysłu, co tu uzdrawiać?... Przecież to doskonale działająca fabryka, produkująca to, co chcemy. A więc myśli?... Uzdrawianie myśli też jest obłędem, co można uzdrowić?... Myśli się nie uzdrawia, tylko określa jaśniej, czego się chce, odwołując się do świadomości duszy... Ale to nie uzdrawianie, tylko konkretyzacja połączona z jasnością zamiarów. Tu nie ma nic do uzdrawiania!!! Zamiast tysiąca technik, zacznijmy używać rozumu, to prostsze i skuteczniejsze. Pochopne używanie pewnych sformułowań nastręcza tylko pomieszania.

Kolejną bzdurą jest wierzenie, jakobyś został strącony do ciała. A któż to taki Cię strącił? Przecież jesteś całością, a nie częścią. Istnienie w materii traktowane jest jako kara, fatum karmiczne etc. Jest jednak inaczej, sam chciałeś doświadczać i dlatego powstał ten plan. To nie żadna kara, ani karma Cię tutaj trzyma, tylko brak wiedzy i lęk przed porzuceniem obecnej tożsamości.

Wszystko, czego doświadczamy, jest boskie, zostało bowiem stworzone dokładnie tak, jak siebie określiliśmy. To bowiem kim wierzymy, że jesteśmy, wywołuje taką materializację. I znów nie ma czego uzdrawiać, bowiem doświadczamy w doskonały, zdrowy sposób dokładnie tego, co sami wybraliśmy i tego, kim siebie określiliśmy. Tak, tak, dokładnie tak to wygląda, boska zasada działa zawsze, ponieważ nie jesteśmy od niej oddzieleni, więc nasze wybory, choćby najbardziej nieświadome, są realizowane ze szwajcarską dokładnością. Chcąc zmienić cokolwiek, musimy stać się kimś innym, aby nasze doświadczenie było adekwatne do tego, kim jesteśmy. Jesteśmy całością, Twórcą i doświadczeniem, obserwatorem i weryfikatorem. Błąd w rozumieniu polega na tym, że w szaleństwie oddzielenia, stworzyliśmy sobie Boga i nadaliśmy mu pewne cechy, określając go jako kochającego, dobrego, świetlistego. A co, jeżeli tak nie jest?... Co, jeżeli Bóg to wszystko, co istnieje, więc każde doświadczenie choćby i najboleśniejsze?... A cel istnienia to zabawa, to doświadczanie siebie samego, jesteśmy przecież nieśmiertelni, wszystko stoi u naszych stóp, choć możemy tego nie widzieć. Jednym jednak znudziło się już w kółko doświadczać tych samych błędów i oni pragną czegoś innego: światła, pełni, doskonałości, prawdy, podczas gdy reszta jeszcze nie zauważyła, że kręci się w kółko. My się nie rozwijamy, tylko samookreślamy, przypatrz się temu, a sam to zauważysz, nigdy nie wierz, wiara jest zgubna, sprawdź!!!

Może Cię nurtować pytanie: dlaczego więc niby chciałem doświadczać cierpienia, biedy, samotności?... A co, jeżeli to, co określamy z obecnego poziomu w ten sposób, nie jest dokładnie takie, patrząc z innego poziomu? Nie, nie pomieszało mi się, spokojnie. Trzeba się tylko cofnąć pamięcią dość daleko, dzisiaj bowiem doświadczamy działania karmicznego, przywiązania do tego prawa. Wyborów wynikających z naszego "ego", a nie z podszeptów duszy. Jednak jak się zastanowisz, to jasne się stanie, że tylko poprzez oddzielenie od miłości i światła i powrotu do niego, można go doświadczyć, czym to naprawdę jest. Gdybyś ciągle trzymał w ustach coś słodkiego, po pewnym czasie zatraciłbyś smak. Gdybyś po kilku latach, odrzuciwszy to wcześniej, powrócił do słodkich rzeczy, doświadczyłbyś, czym jest słodycz.

Dla jasności podsumujmy to, co przeczytałeś. Jesteś całością - ciałem, umysłem i duchem - Bogiem. Tworzysz sobie swój świat i doświadczasz go. Rozumiem, że możesz się buntować i myśleć, że mi się pomieszało, cóż. Może ciągle nie wierzysz mi, że świadomie mogłeś wybrać nieprzyjemne doświadczenia. A jeżeli z założenia miało być tylko oddzielenie, reszta to produkt, skutek, zabawa. A utrata świadomości kim jestem, podkręciła tylko cały ten proces. Dalsze losy to już samo życie, jakie znasz. Walka o miłość, ciepło, rozwój, który miał zaprowadzić do Boga. Rozwój stwarza Boga, na rzecz doświadczenia go i powrotu do niego. Ale nie ma gdzie wracać, ponieważ nigdy nigdzie nie odchodziłeś, w każdej chwili jesteś całością i nigdy nie było inaczej. Problem polega na braku wiedzy kim jesteś, a nie w pracy nad sobą.

Jeżeli ciągle nie wierzysz mi, że można świadomie wybrać cierpienie zamiast czegoś znacznie lepszego, to polecam poddanie się sesji "droga życia". W niej to doświadczysz, jak rezygnowałeś z dobra, miłości etc. Na rzecz... właśnie czego?...

Patrzysz oczami, a to pokazuje perspektywę - ścieżkę, której nie ma...
Zamiast żyć świadomością, nauczyliśmy się myśleć umysłem, a on jak wiadomo jest ograniczony...

Działaj niekonwencjonalnie. Często, jak rozmawiam z ludźmi, wyjaśniając im, co mogą robić, jak inaczej działać, mówią mi: "boże, właśnie tak to czułem, tylko nigdzie o tym nie piszą". Bo nie piszą, mało kto to rozumie, szaleństwo związane z rozwojem duchowym i inicjowanie się we wszystko, przypomina trochę czasy z Atlantydy, gdzie ludzie też tak szaleli. Jak się to skończyło, dziś już wiemy, wielkim bum... Próby utrzymania starego porządku i opozycyjna siła przejęcia władzy przez "buntowników" sprawiły, że to, co było dla zwykłych ludzi podporą, przestało ich wspierać, zaczęło ciążyć. Trochę to przypominało lata 80- te w Polsce, gdzie Solidarność przejmowała władzę nad "Starym porządkiem". Wtedy też nagle w społeczności obudziło się pragnienie poznania tajemnic, okultyzmu, inicjowanie się we wszystko itp. Wszystko to z powodu lęku, brakło stabilnej podpory, nawet jeżeli ta podpora była tylko złudzeniem utrzymywanym hipnotycznie.

Trzeba podążać za własną intuicją, za własnym sercem i bacznie patrzeć, wyciągać wnioski, jasno weryfikować cenę. To nie jest sielanka, ale nikt nie mówi, że będzie łatwo. Jednak myślę, że warto się odkłamać, przypomnieć sobie kim jestem i w pełni to przejawić.

Polecam też przeczytanie tekstu z tego samego cyklu "Nowe Życie" pt. Skarb.





AstralDynamics - www.new-ad.pl