4-Moc życia

Moc życia

Moc życia, zachwyt, podziw, radość istnienia... dlaczego to takie trudne? Dlaczego tak lekceważone? Czasem nawet niezauważone. Kochani... przecież na tym polega życie - na życiu, cieszeniu się, istnieniu i uzewnętrznianiu swojego doskonałego jestestwa, boskiego objawienia w ciele. Czemu więc ciągle uciekamy w smutek, samotność?! To one zajęły nam miejsce radości, czyżby były bardziej pożądane? Dlaczego twierdzisz, że to tylko teoria, literackie bajdurzenie? Pomyśl, jak byś się czuł, gdybyś doświadczał radości? Poczuj to! Teraz! Po co czekać? Ile jeszcze chcesz zwlekać, odkładać na później?

Widzisz, jesteś radosny, rozluźniony, co jeszcze?... Potrafisz to odczuć, więc to już masz! Przestań się oszukiwać, że musisz zrobić coś szczególnego, utrudzić się, aby tego doświadczyć. Jedyne, co powinieneś zrobić, to zaprzestać się oszukiwać i nauczyć się to przejawiać. Piszesz afirmacje, w których przekonujesz się, że zasługujesz na radość, szczęście, miłość, i co?... masz je?... Myśl!!! Przecież to masz, afirmacje też tego nie stwarzają, więc przestań się mamić i robić sobie wodę z mózgu. Zobacz jak to działa; musisz zaprzeczyć sobie, przekonać się, że tego nie masz, potem pisać, że jednak na to zasługujesz, że otwierasz się itp. Wprowadzasz sprzeczne informacje do swego umysłu, a potem dziwisz się, że masz pomieszanie... A jak inaczej ma być?

Wiem, że trudne może być zrobienie tego pierwszego kroku, w którym oznajmisz "oszukuję się", zwłaszcza jak wierzysz swemu mistrzowi, bo przecież on nie może się mylić, prawda?... Zarzucenie praktyk, które stosowałeś przez tyle lat, też może sprawiać Ci dreszczyk, czy przypadkiem nie stawiasz na szali swego szczęścia. Zrób sobie szczery rachunek sumienia i odpowiedz: jak wiele rzeczy udało mi się osiągnąć? Czy są one trwałe, czy też ciągle się o nie boję? Lękam się, że jak przestanę nad nimi pracować, to znikną? A może jestem bardziej smutny niż wcześniej? Tak też bywa!

Sam przechodziłem katusze, kiedy to wszystko do mnie docierało, że nie tędy droga, że to czyste wyrachowane samooszukiwanie się, krzewione przez zalęknionych mistrzów. Tak, u podnóża tego wszystkiego leży lęk, przed tym, do czego wszyscy świadomie, bądź nie, dążymy. Ale my lubimy się wysilać, ba... uwielbiamy to, kochamy wysilać się, oszukiwać, stwarzać sobie przeszkody, utrudniać, bo przecież życie w radości i przejawianym szczęściu, obecnym w każdej chwili, byłoby nudne, za szybko byłoby dobrze. Niestety, takie ogłupienie zdaje się cechować ludzi. Ale pytam, czy nie masz już dość?...

Ja się zmęczyłem, a Ty?

Kiedy zarzuciłem ogłupiające mnie praktyki, nagle poczułem, że żyję, zobaczyłem, że świat jest piękny, poczułem go! Oczywiście, że nie odleciałem i zakładając różowe okulary, zostałem hippisem. Widzę również wiele rzeczy przykrych, jednak nie upatruję w nich już wszechobecnych wzorców. Po prostu jest, jak jest, tyle, że ja wybieram teraz dla siebie i innych prawdziwe uczucia i po prostu je przejawiam.

To łatwe, zapewniam, jeśli tylko prawdziwie siebie poczujesz i zobaczysz kim jesteś, nic innego nie będzie Cię obchodzić, żadne techniki, żadni mistrzowie i ich nieomylne inspiracje. Będziesz bowiem wiedział, że jesteś, istniejesz i to jest prawdziwe i najważniejsze. Przestaną interesować Cię przeafirmowane wyobrażenia, a zaczniesz uczestniczyć w uczcie prawdy, prawdziwej boskiej uczcie. Jasno zobaczysz, że jesteś wszystkim co istnieje, nie ma boga, którym byś nie był. Życie nabierze rumieńców, ockniesz się i ujrzysz świat, jakiego jeszcze nie widziałeś, zachwyci Cię, zauroczysz się nim, a moc życia przejawi się w każdej komórce.

Trzeba odwagi, aby żyć... masz ją?

Wiele razy już słyszałeś, czytałeś, może i sam mówiłeś, że wszystko we mnie jest - i to jest prawda. Teraz pytam: czy nadałeś temu stwierdzeniu właściwą wagę? Głosząc takie rzeczy, odwołujemy się do prawdy, lecz nie takiej teoretycznej, tylko egzystencjonalnej, takiej która coś znaczy, mówi nam, przekazuje. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Wszystko jest we mnie. A więc na nic nie muszę zasługiwać, o nic nie muszę prosić, o nic zabiegać, o nic modlić. Robiąc to, zaprzeczam boskiej hojności, mówię bogu, nic mi nie dałeś, ale teraz mi daj. Niestety, rozwój duchowy sam jest absurdem, więc niewiele dobrych rzeczy mogło w nim powstać. Czyż mistrz Jezus nie uczył, aby dziękować "...tak jakbyście już dostali"? Ale znów można powiedzieć: to byłoby za łatwe, prawda? Za szybko rzeczy by się działy?! Jesteśmy ludźmi małej wiary...

Życie przecieka nam między palcami, każdy następny dzień nie różni się od poprzedniego, męczymy się, klniemy i znów się męczymy, aby do jutra. Patrzymy na to wszystko: te różne ścieżki rozwoju, nagłaśniane i te ciche, te wielkie i małe religie, te super metody itd. Ale to nie jest tak... nie dość, że nie korzystamy z życia, to jeszcze ciągle jesteśmy martwi, i co ciekawe, prawie niczego, tak naprawdę, w zamian sobie nie zapewniamy. Tak, prawie niczego!!! Ile już razy żyjesz? 500, 1000, 2000, ile razy już zajmowałeś się rozwojem, byłeś mistrzem, joginem, samotnikiem, ile? Medytowałeś, kontemplowałeś, a nie można zarzucić Joginom, że nie potrafią medytować, i co? I co z tego masz? Nie myśl o obciążeniach, przecież medytowałeś nad wyzwoleniem, nad czystością, mądrością, i co? Ile z tego przeniosło się do tego życia? Widzisz, bo to nie jest tak, ani życie, ani rozwój na tym nie polega. Nie na tym... Życie i rozwój to jedno i to samo, zrozumienie tego wiele wyjaśni.

Dlaczego człowiek, który chodzi na basen, tańczy, jeździ po świecie, cieszy się życiem, jest bardziej żywotny od mistrza? Ba... na ogół milej jest w towarzystwie zwykłych, acz aktywnych ludzi, niż przy mistrzu! Bo Ci ludzie wyrażają swoje prawdziwe uczucia, a nie afirmacje! Proszę, dobrze to zrozum, jest tylko to, co jest prawdziwe, reszta i tak się nie liczy!

Boisz się, to zrozumiałe, ale myśl, tylko Ty możesz podjąć decyzję, co do Twojej przyszłości, przyszłości, która zaczyna się teraz. Zapraszam na moje zajęcia, tam zobaczysz i poczujesz rzeczy tak oczywiste, a tak nam obce, że będziesz zdziwiony. Cieszy mnie, jak ludzie po zajęciach, lub w ich trakcie, mówią mi, że po raz pierwszy czują siebie, czują, że są!

Zastanów się, czy przypadkiem obrany przez Ciebie kurs, nie prowadzi w przepaść, a może na mieliznę?

Abyś stał się prawdziwy, musisz zobaczyć siebie, zauważyć kim jesteś, a w tym bynajmniej nie pomogą Ci afirmacje, one stwarzają sztuczność. Trzeba zobaczyć prawdę, to wewnętrzne światło i zrzucić z siebie płaszcz ograniczeń. Jak przypatrzysz się, to wyraźnie zauważysz, że rzeczy jakie robisz, nie wychodzą z wnętrza, a tylko oklejają Cię z zewnątrz, przylegając do Ciebie, dają złudne poczucie rzeczywistości. Dlatego możesz czuć, że jednak to działa, lecz wewnątrz będzie niechęć, brak radości, zrezygnowanie, tęsknota, nikt przecież nie lubi się oszukiwać (chociaż potrafi długo w tym tkwić).

Zapewne niejednokrotnie czytałeś, rozmawiałeś, słyszałeś na wykładach, że trzeba żyć wewnątrz, więc co to znaczy? Ładnie brzmi, ale co to znaczy? Takie sloganowe rzeczy naprawdę ładnie brzmią, łatwo się mówi różnym nauczycielom, bądź we własnym wnętrzu, ale jak to zrobić? Uczono nas przecież, abyśmy wszystko oddawali na zewnątrz, dzielili się, byli hojni, byli dobrzy dla innych. To spowodowało, że nasza energia zamiast przechodzić przez nas, zaczęła nas omijać i wychodzić na zewnątrz. Płynęła do innych, ale nie dla nas samych, to było niedobre, złe, egoistyczne. Kiedy ktoś z nas próbował dać sobie, natychmiast był obrzucany nieprzyjemnymi i negującymi nasze postępowanie presjami. Stawał się egoistą, kimś gorszym, bezdusznym. Do teraz złorzeczy się wszystkim, którzy mają lepiej, którzy dbają o siebie, podnoszą jakość swego życia. To są ci gorsi, złodzieje, wyzyskiwacze, ponieważ ich energia skierowana jest do wnętrza. Zauważ to! Przyjrzyj się temu!

Dać sobie, oznacza stać się kimś gorszym, przecież to paranoja!!! Bo skoro, ja sam, nie mogę sobie niczego dać, więc jak mam cokolwiek przyjąć???... Przecież przyjąć, oznacza dać sobie! To jest kanał, niestety powszechny i kultywowany! Na nic uzdrawianie setek wzorców, szukanie wcieleń, gdzie wyzbywałem się bogactwa (choć to też). Jednak to wszystko jest niczym w porównaniu z tak oczywistym i głęboko zakorzenionym, kulturowym przekonaniem, że mi nie wolno nic dla siebie!

Zrób sobie doświadczenie; jak czujesz się w swoim własnym brzuchu? Zastanów się? Właśnie teraz, zastanów się, czy Twój brzuch jest pełny, czy pusty? A splot słoneczny? Pomyśl, zbadaj to, jak się czujesz w splocie słonecznym, kiedy myślisz o pieniądzach? Masz tam pełnię, czy pusto? Jak tam jest? Jeżeli czujesz pustkę, to dlatego, że Twoja energia ucieka, płynie na zewnątrz, zapewne czujesz się przy tym dobrym człowiekiem, życzliwym, hojnym itp. Złudzenie może być silne, głęboko zakorzenione, przekonując Cię, że tak trzeba, tak być powinno, Bóg tego wymaga. Przestań oczekiwać na nagrodę w niebie, nieba nie ma! Żyjesz, i to jest teraz ważne, przestań być świętym za życia, a zostań szczęśliwym, spełnionym i przejawionym, największym i najprawdziwszym, boskim ucieleśnieniem. Chyba, że bardziej atrakcyjne wydaje Ci się umęczenie, bieda i zgryzota, pod maską świętości?... Myślę, że nie. Wprowadź w swoje życie rewolucję, zmień to, co nie działa, co się nie sprawdza względem tego, co chcesz. Pamiętaj, że wszystko, co Cię spotyka, jest bosko doskonałe, działa doskonale, tylko że Ty mogłeś już zmienić punkt widzenia i zapragnąłeś czegoś innego dla siebie. Na tym polega rozwój. Więc nie obwiniaj się, nigdy się nie obwiniaj, tylko zmieniaj się tak, jak tego chcesz.

Czas na absolutną zmianę jest właśnie teraz, nie później, ale teraz. Istnieje tylko teraz, dlatego, nigdy nie będzie lepszego czasu na zmiany. Skieruj swoją energią do środka, skoncentruj się na punkcie zwanym "Hara". Energię hara poprowadź do Twojego wnętrza, nie poza Tobą, tylko do Ciebie. Niech Cię wypełni, niech poprowadzi aż do szczytów twej istoty, a poczujesz się mocny, pełny, ugruntowany, spokojny, prawdziwy.

Masz ochotę się zmienić?





AstralDynamics - www.new-ad.pl