Warning: Call-time pass-by-reference has been deprecated in /home/platne/serwer15623/public_html/ad/modules/newsletter/moduleApi.php on line 17
AstralDynamics - Jesteś czymś więcej niż tylko fizycznym ciałem

8-Techniki i błędy cz.2

Techniki i błędy cz.2

Do napisania tego tekstu zmobilizowały mnie różne maile i pytania. Często pytano mnie: co mam robić? Jak pracować z afirmacjami, jak medytować? Postanowiłem więc odpowiedzieć w łatwiejszy sposób - napisać o tym tekst.

Techniki to tylko narzędzia, których przeznaczeniem jest pomoc w uzyskaniu pożądanych efektów. Jednak to, co się o nich mówi oraz do jakiej formy pracy z nimi się zachęca, przechodzi wszelkie granice niezrozumienia. Niestety, nawet znani nauczyciele proponują stosowanie technik bez uświadomienia sobie ich przeznaczenia. Na ogół odbywa się to jak handel na targowisku. Liczy się, aby klient kupił, a reszta jest nieważna. Cóż, interes musi kwitnąć, aby guru mógł powiedzieć: "widzisz, jak mi się powodzi, rób to, co Ci polecam, a też tak będziesz prosperował". Ja to nazywam blagierstwem.

Może zaczniemy od zastanowienia się nad dość często spotykanym zjawiskiem towarzyszącym pisaniu afirmacji. Dlaczego to pracując nad tym, mamy wrażenie, że się okłamujemy? Guru, którego o to pytamy, odpowiada, że afirmacje to nie oszukiwanie siebie, tylko wprowadzanie pozytywnego programu. Hm... Hitler twierdził, że różnica między prawdą a nieprawdą polega na tym, jak często powtarzana jest nieprawda. Bowiem takie pranie mózgu powoduje, że człowiek zaczyna wierzyć w to, co słyszy każdego dnia. Jaka jest więc różnica między oszukiwaniem się pozytywnie - choć to tylko hipoteza, czym bowiem jest pozytywne? - a praniem mózgu według Hitlera? Można podpinać pod afirmacje jakieś wzniosłe idee i tłumaczyć, że to coś zupełnie innego. Patrząc jednak obiektywnie, nie ma żadnej różnicy. Zarówno działanie przed, jak i efekt po, jest dokładnie taki sam. Jesteśmy oszukani! Jakie realne znaczenie ma fakt, że wierzę we wmówione sobie zasługiwanie? Czyż nie takimi ideami żyją politycy czy księża?

Teraz mały test na inteligencję - czyż pisząc sobie coś, co w mojej aktualnej świadomości nie istnieje, a ja przekonuję się, że istnieje, nie wprowadzam sobie przypadkiem pomieszania? Czyż nie robię z siebie wariata, któremu nie można wierzyć? Przecież widzę, że tego nie ma, a wmawiam sobie, że jest?!

To jak wprowadzić zmiany? Za chwilę na to odpowiem.

Nieważne, co o tym mówią znani nauczyciele, efekt jest jasny dla każdego, kto pokusi się na coś więcej niż tylko bierne wykonywanie poleceń swego guru. W pędzie pracy nad sobą często zatracamy punkt podparcia, jaki daje nam zdrowy rozsądek. Nie chciałbym generalizować, ale naprawdę wielu - za wielu - ludzi zawodzi się na rozwoju duchowym, coś w nim jest nie tak, nie sądzisz? Jednak to jest tak, jak z narkotykami, jedni tego nie tkną, widząc jak wychodzą na tym ich znajomi, inni muszą sami spróbować. Wszystkich nie da się ustrzec przed głupotą, ale może choć niektórych.

Po wielu latach oszukiwania siebie afirmacjami i wizualizacjami, dziś mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie polecam tego jako środka do przebudzenia. Natomiast zupełnie czymś innym jest poznawanie zasad działania umysłu. Takie podejście do siebie może nam bardzo pomóc w ułożeniu sobie sensownego życia. Zacząłem się niedawno zastanawiać, dlaczego ludzie głoszący wszechmoc boskich kreacji uczą się praw rządzących rynkiem? Czyżby wszechmoc boskich kreacji była bezsilna wobec rynku? A może coś takiego w realnym świecie nie istnieje, jest tylko wymysłem ludzi niemających nic do zaoferowania i wymyślających jakieś bzdury. W każdym bądź razie ja polecam poznawanie zasad działania umysłu, zasad rynkowych oraz książki motywacyjne, ponieważ znaleźć w nich można cenne podpowiedzi, jak rozumieć świat i ustawić się w życiu. Tylko niech mi nikt nie mówi, że nie jest to ważne! Jeśli jednak komuś przyjdzie na myśl snuć takie brednie, to proszę bardzo, podam nr mojego konta bankowego i niech wpłaca swoje pieniądze, chętnie z nich skorzystam.

W każdym z moich tekstów kilkakrotnie natkniesz się na wołanie - z mojej strony - o rozwagę i dążenie do rozumienia tego, co się robi. W każdym z tekstów, jakie napisałem, zabierałem Ci wszystko, pisząc, że to nie jest tak. Bynajmniej nie mam zamiaru tego odwoływać, postanowiłem się jednak lekko nagiąć i przekroczyć pewną granicę, jaką sobie sam nałożyłem. Postanowiłem opisać, jak coś robić, aby było zgodne z zasadami. Proszę jednak pamiętać, to nie jest rozwój duchowy, to tylko pewne propozycje jak korzystać ze swego umysłu. Co z nim robić.

Afirmacje, to chyba najczęściej polecana technika i najbardziej nużąca. Więc zróbmy z niej zadowalającą. Po pierwsze, potraktujmy afirmacje jak idee, a nie zdania, które się powtarza i "gwałci" umysł, kiedy zaczyna się buntować. Ponoć to pozytywne?! Po drugie, kiedy już zmienimy podejście z autohipnotycznego na ideologiczne, możemy przystąpić do właściwej pracy nad sobą. Weźmy jakiś prosty przykład afirmacji, ot chociażby: "zasługuję na powodzenie w życiu". Biorąc ją i pisząc tysiące razy, umysł zaskoczy, uwierzy w zdanie, zadowoleni z uzyskanego efektu zaczniemy pracować nad kolejną i kolejną. Ale czy jest w tym zrozumienie? A ja mam inny pomysł, różnica polega na podejściu do siebie. Nie lubię się "gwałcić", za to uwielbiam rozumieć treść tego, co robię. Zróbmy to więc po mojemu. Efekty są trwalsze.

Zasługuję na powodzenie w życiu - tak brzmi zdanie, ale czy jest zrozumiała treść? Jakże często używamy potocznie wyrazów, których treść nie jest dla nas do końca oczywista. Większość wyrazów, prócz "łączników", ma swoją treść, coś znaczą. Ot chociażby "praca", co to znaczy? Tylko nie odpowiadaj, że praca to praca i już, wysil się i odpowiedz pełnym, zadowalającym zdaniem. Z "wypiekami na twarzy" muszę się przyznać, iż używając tego wyrazu setki razy, mając wrażenie, że doskonale wiem, o czym mówię, posługiwałem się dość niekorzystną i nieświadomą definicją. W mojej głowie znaczyło to tyle, co harówka. Zdziwiłem się i zacząłem zastanawiać, czym właściwie jest to określenie? Ano czynnością wykonywaną dla celów podnoszenia swojego lub ogólnego standardu życia. Prawda, że z takim mentalnym nastawieniem do pracy będzie ona przynosiła inne skutki? Wystarczyło mi kilka minut na zmianę nastawienia, które działa do dziś. To nie przechwałki, nakreślam tylko, jaką siłą jest zrozumienie tematu. To tak na marginesie. Wróćmy do tekstu. Pytam, czy chcąc to wcielić w życie, rozumiem to? Co kryje się pod słowem powodzenie? Czy chodzi o powodzenie u płci przeciwnej? A może o szczęście w życiu związane z rosnącym dostatkiem materialnym? Te z pozoru błahe pytania są szalenie ważne. Odnosimy się przecież do naszej podświadomości, nieświadomej części nas samych. Afirmacja musi być zrozumiała. Nader często nasze życie psuje się, gdy afirmujemy "zasługuję na zmiany", "jestem otwarty na zmiany". Dzieje się tak dlatego, ponieważ nasza podświadomość rozumie to mniej więcej w ten sposób: "czyli to życie Ci nie pasuje? Ok, więc będzie inne". Niestety jest niesprecyzowane i idzie na "chybił trafił".

Siła bierze się ze zrozumienia, a nie z jej wmówienia sobie. To samo dzieje się ze zmianami, kiedy rozumiemy, po co są te zmiany, wtedy one przychodzą same. Przychodzą, kiedy znamy naturę zmian. Dobrze, wracając do naszej idei powodzenia w życiu. Powstaje pytanie: dlaczego twierdzę, że nie zasługuję? Bo tak właśnie twierdzę! Inaczej nie musiałbym przekonywać się, że jest inaczej?! A teraz wybiegnijmy trochę poza umysł. Widzisz, że to, w co wierzysz, pochodzi z umysłu i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością? To tylko konstrukcje umysłu, myśli, określające czy na coś zasługujesz, czy nie. Popatrzmy teraz od tej strony na naszą afirmację. Czy z tego punktu widzenia nie wydaje Ci się, że oczywistym jest, iż zasługujesz, tak samo jak to, że nie zasługujesz?! Co wybierasz? Boska rzeczywistość jest bogata we wszystkie dychotomie. Od Ciebie zależy, co wybierasz. Oczywiście samo powiedzenie sobie: "to ja wybieram zasługiwanie", niczego nie zmieni! Dlaczego? Ponieważ musisz dojść sam do punktu, w którym zobaczysz ten wybór. Wtedy zmienią się Twoje intencje, zmieni się cała Twoja osobowość. Wreszcie wtedy obierzesz, całym sobą, nowy kierunek. Może więc zamiast przekonywać się o zasługiwaniu, rozjaśnij sobie widzenie przez rozmyślanie nad tym. Nie w kategoriach powtarzania jednej i tej samej myśli jak katarynka, tylko poprzez procesy myślowe, szeroko traktujące temat. Przecież kwestia Twojego zasługiwania to nie jedna myśl działająca źle w Twoim umyśle, tylko cała konstrukcja myśli dająca niepożądany przez Ciebie efekt. Zapewniam, że jak podejdziesz do siebie uczciwie i rozjaśnisz sobie w głowie, o co Ci chodzi, zmieni się cały Twój wewnętrzny klimat, zmienisz się TY! I niestety nie będzie to wynikiem afirmacji tylko jasności myśli, tego nie osiągniesz poprzez techniki. Podchodź do siebie całościowo, afirmacyjne nastawienie ograbia ze zrozumienia siebie, robi z człowieka robocika, któremu wkłada się kolejny program. Chcesz tak?

Praca nad sobą to nie sielanka, to uczciwe działanie poparte realiami, jakie stają się Twoim udziałem na Twej drodze. Kiedy masz grunt pod nogami łatwiej się idzie.

Oducz się wmawiania sobie, a naucz się twórczego myślenia opartego na solidnych fundamentach uczciwości wobec samego siebie. Od zarania dziejów człowiek wykorzystuje technikę wmawiania sobie różnych rzeczy, budowano na tym całe cywilizacje, i co? Może czas już dorosnąć i zauważyć, że umysł to nie "martwa" tkanka kształtowana przez artystę manipulatora, a żywy organizm określający naszą psychikę. I to właśnie ta psychika musi się zmienić, jeśli chcemy coś osiągnąć w życiu. Nastąpić to może w chwili, gdy rozszerzająca się świadomość postrzega więcej. Owa rozszerzająca się świadomość to nie jakiś balonik, który napompowany wiedzą rozrasta się, tylko inne rzeczy przebywają na piedestale świadomości, a inne stanowią jej filary. Czy wiedza ze szkoły podstawowej z pierwszej klasy przebywa w części umysłu odpowiedzialnej za obecną rzeczywistość? Oczywiście, że nie, ta wiedza stanowi ledwie filar - solidny, a jakże - jednak tylko filar. Czy to znaczy, że mój umysł się rozszerzył i ma całą wiedzę w sobie? Niezupełnie tak to działa, to zrozumienie tamtych podstaw pozwoliło pójść dalej i zrozumieć kolejne i kolejne. Dziś już nie zastanawiam się ile to 2+2, znam bowiem zasady, więc mogę liczyć znacznie bardziej złożone równania. Z tak zwanym rozwojem duchowym musi być dokładnie tak samo jak z każdą inną wiedzą, musi nastąpić zrozumienie zasad, tylko wtedy będzie to trwałe. Trudność polega na tym, że chcemy zmian za wszelką cenę, pragniemy się zmienić, chcemy być bogaci, piękni, znani, zdrowi, oświeceni etc. To stanowi problem, ponieważ wtedy nie używamy rozumu do zmian, tylko pędzimy na złamanie nóg i interesują nas wyłącznie efekty. A trzeba podjąć trochę intelektualnej pracy z pozoru bez efektu. Jednak to są owe filary, na których będziemy budowali naszą rosnącą świadomość.

A teraz zapytaj sam siebie: czy chciałbym sobie wmówić, że jestem człowiekiem, czy to zrozumieć? A więc jak bym podszedł do zrozumienia siebie? Jak zacząłbym moją pracę?

A teraz nie czekaj ani chwili dłużej, idź tam, gdzie prowadzą Cię olśnienia. Pokuś się o zrozumienie różnicy pomiędzy rozwojem duchowym a rozumieniem siebie.

Przy okazji tego tekstu poruszymy jeszcze jeden ważny element, właściwie zupełnie nierozumiany. Czytałeś na pewno wiele książek, uczestniczyłeś w warsztatach, rozmawiałeś z nauczycielami duchowymi. Prawie wszyscy Ci ludzie, z bardzo małymi wyjątkami, opisują świat w kategoriach "zasługuję, nie zasługuję". Zawsze stawiają siebie i Ciebie po jednej ze stron. Czy jednak takie podejście jest właściwe, jeżeli kategorie określające, rzekome zasługiwanie, pochodzą z niezrozumienia? Wiele napisano i powiedziano o tzw. samoocenie. Prawdę powiedziawszy myślę, że właśnie to wprowadziło tyle niezrozumienia. Myślenie kategoriami samooceny zawsze stawia Cię na jednym z końców tego kijka. Zawsze jest tam ta dobra strona i ta zła. A ja się zapytam: czyż cała samoocena nie zamyka się w jednym uświadomieniu - jestem!?

To jest nie tylko proste, ale i logiczne, popatrz: ja jestem i cały świat jest. Reszta to kwestia wyboru, który nie jest oparty na zasługiwaniu czy nie, tylko na wyborze, czy mi to pasuje, czy nie! Nie można zasłużyć na coś, co się już dostało, natomiast można z tego nie korzystać. Pomyśl nad tym czytelniku. Taka świadomość ułatwia życie.

Przestańmy sobie odbierać od ust, ponieważ jakaś idiotyczna ideologia każe mi wierzyć, że na to nie zasługuję. Przestańmy, bo zasługiwanie nie ma tu nic do rzeczy! Nauczyliśmy się czynić mniejszymi niż jesteśmy, po co - pytam? Po co? Czy zdajesz sobie sprawę, ile trzeba się namęczyć, aby wmówić sobie zasługiwanie i wyzbyć się poczucia niższej wartości? Szybciej i właściwiej jest zrozumieć, że zasługiwanie to bzdura, OGRANICZENIE! Jestem i to jest jedynie ważne. Oczywiście, że nie będę nikomu zabierał tylko dlatego, że ja to chcę. Ale pytam: dlaczego do tej pory nic nie zrobiłem, aby to mieć?

Trzeba sobie jasno uświadomić: nie ma zasługiwania, to wymysł, blagierstwo, fałszywe i ograniczające życie. Jedyną samooceną jest "jestem". To jest jedyne i wystarczające. Jestem, dlatego mogę wszystko. Widzisz, poruszanie się po wyobrażeniach zasługiwania ma najprawdopodobniej swoje korzenie w nieróbstwie. Ktoś sobie wymyślił, że mu powinno wszystko samo przychodzić, w myśl, że jestem lepszy od innych, i powstał problem, jak to zrobić? A no wmówić sobie, że na to zasługuję, a inni będą na mnie pracować. I znów, może i zasługujesz na chleb (idąc za afirmacją), ale wiedz, że ktoś go musiał zrobić, włożył w to serce i pracę, wypadałoby dać mu coś w zamian. Jestem - to jedyne i najważniejsze, ale też bardzo odpowiedzialne, trzeba rozumieć jak powstają różne rzeczy, aby nie sięgać po to, co ktoś w pocie czoła wyprodukował. Jesteś i możesz na siebie zapracować, aby stać Cię było na to, czego potrzebujesz. Tak jest właściwie. Większe korzyści dla Ciebie samego przyniesie pewien wysiłek włożony w pracę i własną edukację niż wmówienie sobie zasługiwania i korzystanie z tej manipulacji na społeczeństwie.

Mały przykład z mojego życia. Kilka lat temu afirmowałem: ja ... zasługuję na wszystko co najlepsze. Efektem tej afirmacji było życie, jakiego nigdy wcześniej nie miałem, usługiwano mi wręcz, jednak coś mnie wewnątrz gryzło. Oczywiście mogłem afirmować niewinność i dalej korzystać z pracy innych ludzi. Na szczęście w porę mnie olśniło, zdałem sobie sprawę, że ci ludzie mogą wcale nie chcieć mi usługiwać, po prostu kochali mnie i stali się podatni na tę afirmację. To było przykre, wykorzystywałem ludzi, którzy mnie kochali. Natychmiast z tego zrezygnowałem i życie wróciło do poprzedniego punktu, no prawie, teraz ja miałem kamień na sercu. Wnioski pozostawiam Tobie.

Ludzie sprzedający Ci techniki na zasługiwanie są w błędzie. Lecz pamiętaj, to wszystko, co przeczytałeś, nie będzie działać tylko dlatego, że tak sobie powiesz. To jest kwestią świadomości, a nie wmówienia sobie. Chcąc przebywać w stanie, gdzie realnie będziesz tego doświadczał, musisz trochę nad sobą popracować. Najlepiej zrobisz, jeśli posuwać się będziesz w rytm głosu intuicji. Masz własne pytania, wołają do Ciebie, nie wstydź się ich, idź za nimi, to one Cię zaprowadzą po krańce poznania. Ufaj tylko swoim pytaniom i nigdy nie daj sobie ich wyśmiać. Jest wielu głupich nauczycieli, którzy nie rozumieją słów serca. Chociaż czasem to bardzo poczytni pisarze.

Oczywiście idź własną drogą. To, co przed chwilą przeczytałeś, to tylko pewna podpowiedź. Chciałem Ci pokazać, że można inaczej, a nie jak powinno się to robić. To jest tylko opis zgodny z zasadą działania, a nie technika jedyna z możliwych i najlepsza.





AstralDynamics - www.new-ad.pl