1-Poznaj swój potencjał

Poznaj swój potencjał

Autor: Zbyszek Prochowski

Jak zapewne wiesz, masz w sobie wszystko. Czytałeś o tym, słyszałeś od różnych ludzi, którzy o tym czytali, medytowali nad tym, wizualizowali to. Możliwe, że sam już próbowałeś medytować i wizualizować sobie pełnię. Być może też afirmowałeś ją. Zarówno Ty, jak i wielu innych ludzi stara się zapełnić ciągle dolegającą naszemu wnętrzu pustkę. Nie ma w tym nic dziwnego, jest to bardzo realnie odczuwane doświadczenie. Któż lubiłby wiecznie żyć z ssaniem wewnątrz? Aby temu wszystkiemu zaradzić powstało wiele różnych technik, kursów, wizualizacji. Jednak ciągle zdajemy się zataczać koło i powracać do punktu wyjścia, zadając sobie to samo pytanie: dlaczego?

Właśnie, dlaczego ciągle wracamy, zataczamy koła i sfrustrowani po kolejnym nieudanym okrążeniu zadajemy wciąż to samo pytanie... Dlaczego?

Można by zapytać: to dokąd prowadzą te doskonałe metody, ci niedoścignieni mistrzowie, skoro to nie działa?!


A skoro działa, jak twierdzą, to dlaczego ciągle zadajemy te same pytania? Nie byłoby problemu, gdyby chodziło o pogłębienie zrozumienia tematu, ale życie pokazuje, że to są ciągle te same pytania na tym samym poziomie!

Otóż, próbując na to odpowiedzieć, postanowiłem, że odrzucę całą wiedzę i wszelkich mistrzów. Idąc ich naukami, donikąd nie doszedłem, zatoczyłem tylko koło, i będąc starszy o 10 lat, znalazłem się w podobnym punkcie jak na początku drogi. Zanikło światło, jakie do niedawna było we mnie widoczne i relacjonowane przez sporą liczbę ludzi. Moje pozytywne nastawienie do świata i ludzi też gdzieś uleciało i zostało zastąpione złością, a czasem wręcz agresją (dodam tylko, że to była ta sama złość, jaką miałem 10 lat temu!). Rzekomo przepracowane elementy mojej karmy wróciły tak, jakby nigdy nikt ich nie ruszał. To mnie przeraziło i poważnie zastanowiło. Okazało się bowiem, że 10 lat pracy nie zdołało ugruntować we mnie pozytywów! Więc cóż to było warte?...

Można by mi oczywiście zarzucić nieczyste intencje, brak zaangażowania, powierzchowność. Można, ale w takim razie, dlaczego wciąż ważne jest dla mnie, aby zrozumieć siebie? Więc powyższe zarzuty są nieadekwatne. Zresztą nie byłem sam, wielu ludzi ma do dziś te same dylematy.

Miałem oczywiście okresy, w przeciągu tych 10-ciu lat, kiedy starałem się robić jeszcze lepiej techniki, myślałem, że źle je robię itp. Jednak efekt był ciągle taki sam, po okresie "nowej energii", jaką człowiek nabiera, kiedy postanowi wprowadzić zmiany, znów wracały te same pytania, te same rozczarowania, byłem zrozpaczony.

Wtedy mnie olśniło, zrozumiałem problem, ja po prostu nigdy nie poddałem pod wątpliwość samych metod! Ciągle szukałem problemu w sobie, a on może był w narzędziach, jakimi dysponowałem. Ten trop okazał się zbawienny. Przez kilka miesięcy nie robiłem nic, pozwalałem sobie czuć siebie, dzięki temu coraz bardziej rozumiałem, co się ze mną dzieje i gdzie popełniono błędy, tworząc techniki.

Większość popularnych technik nigdy do niczego prawdziwego nie doprowadzi! Większość tych technik jest nieskuteczna! I wreszcie, prawie wszystkie są ograniczające. Dodając do tego niekompetentnych nauczycieli, od jakich aż się roi, mamy coś, co prócz pozbawienia nas pieniędzy, w zamian nie da niczego konstruktywnego.

Przykre prawda?

Piszę o tym, ponieważ wiem, że wielu ludzi ma ten sam problem, który ja miałem, być może jesteś wśród nich?

Na początku napisałem, że wiesz, iż masz w sobie wszystko, prawda? Teraz zapytam: skąd wiesz? Gdzie jest źródło tej wiedzy, skoro czujemy pustkę?! Skoro czujemy pustkę, to skąd pomysł, że mamy w sobie wszystko? To nie są infantylne pytania, zapewniam. I proszę, abyś teraz sobie na nie odpowiedział.

Dobrze, przejdźmy dalej. Widzisz, wiesz z dwóch źródeł, jedno to wiedza nabyta, a drugie wiedza intuicyjna, czyli innymi słowy mówiąc, przeczuwasz, że pustka nie jest normalna. I masz absolutną rację, nie jest! Idąc dalej i biorąc to na logikę. Nie można czuć pustki, jeśli się nie znało, co to znaczy być pełnym, prawda? Bo skąd byś wiedział, że jesteś pusty? Musi być skala porównawcza.

Oczywiście wiedza nabyta teraz nas nie interesuje. Zainteresujmy się swoimi odczuciami. Zapewne masz już wyrobione nawyki analizowania, co z czego wynika. Zarzuć je, one nie pozwalają Ci widzieć, zaślepiają Cię. Kiedy analizujesz, musisz siłą rzeczy przenieść się do umysłu, a on nigdy nie pokaże Ci prawdy! Za to jest doskonałym ekranem i zaraz to wykorzystamy.

Ćwiczenie z czakrami

Usiądź sobie wygodnie. Jeśli chcesz, zamknij oczy. Zwróć uwagę na Twoją pierwszą czakrę i opisz ją, zabaw się w malarza i opisz ją, jakbyś ją namalował w obecnym stanie. Jakich kolorów byś użył? Jaką wielkość byś jej dał? (Obecnie nie oceniaj i nie dodawaj niczego, po prostu ją opisz). Teraz zobacz, jaką ma temperaturę? Zobacz, czy jest swobodna? Zauważ, jak się z nią czujesz? Jakie odczucia z niej płyną? (Pamiętaj, na razie nie obchodzi Cię, co z czego wynika, tylko opisuj).

Kiedy skończysz, zapytaj siebie: a jak by ona wyglądała, gdyby była w pełni rozkwitu? I znów zadaj te same pytania co wcześniej: jak wygląda teraz? Jak się z nią czuję? Jaka jest?

I baw się tym, co zobaczysz, i co najważniejsze, poczujesz.

Ale pamiętaj!

Nie stwarzaj jej, pozwól, aby ona sama Ci się ukazała, nie nadawaj jej żadnych cech, żadnych kolorów. Po prostu pozwól sobie ją poznać.

Zrób to samo z każdą czakrą. Zobaczysz, jaki jesteś doskonały, jaki piękny. Poznasz swój potencjał. Lub wszystko zepsujesz, gdy zaczniesz jej nadawać to, co rzekomo na jej temat wiesz. Zaufaj mi, nie masz pojęcia, jak wielki jesteś i kim jesteś.

Oczywiście, to tylko pewien drogowskaz, mała wskazówka na tarczy życia. Jednak jedną rzecz sobie z tego tekstu zapamiętaj. Umysł nigdy nie stworzy prawdy, a porażki są właśnie z tego powodu! Nadając umysłowi rolę i miejsce, do jakiej on nie służy, możemy spodziewać się tylko kolejnych rozczarowań.

Kiedy skończysz ćwiczenie, zdziwisz się, jak prawdziwe są uczucia, których doświadczyłeś. Zdziwisz się, ponieważ będą Ci towarzyszyć. Jednak do ugruntowania ich w sobie, przyzwyczajenia się do nich potrzebujesz jeszcze czasu. To jest tak jak z nauką chodzenia, trzeba ćwiczyć.

Częstym błędem jest omijanie integracji z tym, co jest obecnie. Pierwsza część tej (nazwijmy to) medytacji, jest po to, aby zobaczyć czakrę, a przy drugiej części wiedzieć, co się zmienia i na co! To ważne!

Pamiętajmy też, że nie obrazki, ale odczucia są drogowskazem.

Wszystkie błędy popełniane przez ludzi zajmujących się rozwojem duchowym można wrzucić do jednego worka z napisem "stwarzanie". Nie pozwalamy sobie poznać siebie, tylko od razu próbujemy przeciwdziałać. To nie działa i nigdy nie będzie działało, choć można się nieźle nakręcić różnymi wizualizacjami. A umysł ma być ekranem do porozumiewania się z tym, co potocznie nazywamy nadświadomością. To ona pokazuje rozwiązania, to ona stwarza, to ona odkrywa. I tak ma być. Tyle mówimy o egoizmie i że musimy poddać się Bogu, a ciągle umysłem sobie go zastępujemy!!!

Przypatrz się, co stworzyliśmy, kierując się tym, co nazywaliśmy Bogiem?!

Nie przeraża Cię to?

A Bóg jest tuż, tuż...





AstralDynamics - www.new-ad.pl