www.astraldynamics.pl - portal - forum
poniedziałek, 17 czerwca 2019
» Strona główna   » Działy   » Odsyłacze   » Do pobrania   » Czat   » Szukaj  
Newsletter

E-mail:





Losowy cytat:

Bogactwa duchowego się nie dziedziczy.

» Dariusz Klimczak



Wybierając przyszłe wcielenie
Jesteś w: Działy » Rozwój duchowy » Artykuły starego portalu

Wybierając przyszłe wcielenie - relacja z sesji regresingu

autor: RAFAEL

Cała historia została napisana na podstawie przypomnianych wydarzeń podczas jednej z sesji regresingu (bez użycia hipnozy i innych jakichkolwiek środków wspomagających czy też odurzających trzeźwość i przytomność umysłu!).
Trzeba przyznać, że jest to jedna z ciekawszych moich sesji RG.

Oprócz zwykłych sesji regresingu prowadzi się tzw. sesje tematyczne, które robione są specjalnie, by odreagować blokady i wzorce związane z jakimś tematem. Są na przykład sesje "prenatalne", w których odreagowuje się cały szok porodowy oraz różne sensacje i nieprzyjemne doznania z dziewięciu miesięcy ciąży, mające decydujący wpływ na jakość naszego dalszego życia. Sesja tematyczna, którą tu opisuję, ma dźwięczną nazwę "Droga Życia".
"Droga Życia" jest swego rodzaju nowością w regresingu. Jej celem jest odreagowanie i uwolnienie się od naszych błędnych decyzji i ograniczających okoliczności związanych z wyborem obecnego życia, co w większości przypadków znacząco zmienia koleje losu i życie.

Po wprowadzeniu się w stan regresywny z pomocą terapeuty, wróciłem pamięcią do momentu, kiedy wisiałem sobie jako "Astral" (duch) i czułem nieodzowny impuls (potrzebę), by się wcielić w życie (obecne wcielenie). Rozpoznałem znajomy stan, który towarzyszył mi przy niektórych wcześniejszych sesjach - byłem, delikatnie mówiąc, w stanie nietrzeźwym i całkowicie nieprzytomnym. Poinformowałem o tym swego terapeutę i po krótkim czasie zostałem uwolniony od stanu nietrzeźwości. Obraz się jakoś przejaśnił i wyostrzył.

Małe sprostowanie: Świadoma komunikacja słowna między klientem a terapeutą trwa przez cały czas sesji i za każdym razem, kiedy pojawiają się jakieś nieprzyjemne doświadczenia czy uczucia u uczestnika sesji, zadaniem terapeuty jest uwalnianie go od wszelkich tego typu rzeczy - prostą słowną sugestią uwalniającą. W ramach skrócenia tej historii nie będę opisywał naszego dialogu (jeżeli już, to tylko niezbędne fragmenty), a skoncentruję się jedynie na moich doświadczeniach z sesji.

Zgodnie z sugestią terapeuty cofnąłem się pamięcią do momentu, kiedy po raz pierwszy się tak właśnie nawaliłem do nieprzytomności. Pojawia się obraz i świadomość - jestem hipisem, no wiecie, dzieci-kwiaty itp. W tle słyszę utwór Simona & Garfunkela, otwieram drzwi volkswagena-ogóra, gdzie siedzą moi kumple. Przez dym z trawki i marychy prawie ich nie widać. Jestem załamany, dostałem powołanie - Wietnam. Uwalniam się od nawalenia i wszystkich nieprzyjemnych uczuć, jak wstręt do Wietnamu, wściekłość na rząd i lęk, że stamtąd nie wrócę jak kilku moich kumpli itp. Mam świadomość, że kampania przeciwko Wietnamowi jest już dość rozpowszechniona.

Przeniesienie w czasie - jestem w Wietnamie. Prze**bane! Jestem załamany, mam głęboką depresję. Nie chcę tu być, czuję swój straszny opór przed tym miejscem. Słyszę cały czas slogany, jakie pikietowaliśmy - Wolność, Miłość i Pokój. Mam obrzydzenie do zabijania. Podczas pierwszego wypadu w dżunglę, przy jakiejś drodze, wchodzę na minę i urywa mi nogi przy kolanach.
Terapeuta sugeruje mi, bym sobie uświadomił swoje prawdziwe intencje w tej dżungli i zobaczył na trzeźwo i przytomnie, dlaczego doszło do takiej sytuacji. Uświadamiam sobie swoje prawdziwe, podświadome intencje. Bardzo nie chciałem być w Wietnamie. Wiedziałem, że zdrowych nie wypuszczają do domu, tylko rannych. Byłem gotów zapłacić każda cenę za wydostanie się stamtąd. "Wolę zginąć, niż zabić kogoś", więc wszedłem na minę. Oczywiście tak naprawdę, świadomie, nie miałem pojęcia o tym, że zrobiłem to specjalnie, nikt by nie zrobił, ale podświadomie często podejmujemy głupie decyzje, z których nie zdajemy sobie sprawy. W końcu podświadomość zajmuje 90% naszej świadomości (umysłu) i nie trudno się domyśleć, kto tu rządzi.

Przeniesienie w czasie - widzę siebie na łóżku szpitalnym, nie mam nóg, ale mimo tego, że ich nie mam fizycznie, to je bardzo dobrze czuję i strasznie mnie bolą. Nie mogę wytrzymać - wyję z bólu - morfina przestaje działać, zaraz podają mi drugą. Mam nikłą świadomość, że prawdopodobnie odłamki poszatkowały mi również brzuch i genitalia. Na sali jest wielu podobnych do mnie. Człowiek na łóżku szpitalnym (czyli ja) nie widzi sensu, by żyć. Nie wyobraża sobie życia na wózku inwalidzkim. Jest załamany i pragnie tylko śmierci. W gorączce cały czas przeklina życie i jego beznadzieję. Wkrótce nadchodzi śmierć.

Przeniesienie w czasie - jestem zawieszony w astralu. Czuję potrzebę, by się znowu wcielić. Jestem nawalony i nieprzytomny - przeniosłem naćpanie do tego stanu, gdyż umierałem naszpikowany morfiną. Stoję przed wyborem obecnego życia. Ogarnia mnie wielki lęk - czegoś się bardzo boję, ale nie wiem czego. Nie chcę wiedzieć. Czuję, że bronię się przed tym rękami i nogami. Poinformowałem o tym stanie mojego terapeutę, który w krótkim czasie odreagowuje mi lęki, paraliż emocjonalny i przerażenie przed tym czymś. Po odreagowaniu czuję ulgę.
Tym czymś okazało się życie - bałem się życia, bałem się urodzić bez nóg, bałem się, że znowu stracę nogi - nie chcę tego! Zostaję uwolniony od paniki i wielkiego strachu przed stratą nóg - uff... już jest ok.
Pojawiają się przede mną trzy filmy karmiczne. Są to trzy wersje przyszłego mego życia. Nie chcę na nie patrzeć, nie chcę wybierać, ale potrzeba jest coraz większa. Muszę się na coś zdecydować. Coś mnie "tykło", bym obejrzał pierwszy z lewej. Przeleciałem tę wersję tak szybko, jak tylko mogłem, zwracając tylko i wyłącznie uwagę na to, czy przez cały czas życia mam w nim nogi. Mam! - BIORĘ TO!!!

Zostaję uwolniony od całej nieprzytomności i naćpania oraz wszystkiego, co mnie ograniczało w tym momencie. Jestem już trzeźwy, przytomny i świadomy. Widzę wszystko jasno i wyraźnie, ale jestem sfrustrowany i zły na siebie, że wybrałem to życie tylko na podstawie "czy mam nogi", a nie patrzyłem na inne aspekty. Przyglądam się filmom karmicznym już na trzeźwo i przytomnie. Widzę je teraz wyraźnie. Od razu rzuca mi się w oczy fakt, że są ustawione w kolejności od najlepszej wersji do najgorszej. Uff... to jest najlepsza wersja - wybrałem najlepszą z trzech. Czuję zadowolenie i mam wrażenie, że trafiło mi się to jak przysłowiowej ślepej kurze ziarno. Uświadamiam sobie, że podczas wyboru tego wcielenia nie byłem sam, była przy mnie jeszcze jedna istota. Rozpoznaję ją teraz - to mój przewodnik duchowy. Jest teraz tu ze mną. Uświadamiam sobie, że to coś, co mnie "tykło", to był właśnie on. Dziękuję mu teraz bardzo, że mnie naprowadził na właściwy wybór. Przeglądam teraz film karmiczny, ten, co wybrałem - powoli. Widzę swoje narodzimy - byłem nieźle nieprzytomny, jak się urodziłem. Przewijam dalej znajome rzeczy - doświadczenia - jedne łatwe, inne trudne. Dość ciężkie dzieciństwo - widzę, jak jestem bity przez ojca, czasami do nieprzytomności. Widzę jednak, że to pozytywnie wpływa na moje dalsze życie. Kopniaki od życia były mi potrzebne, by się wydostać z psychicznej beznadziei i pragnienia śmierci. Mój stan psychiczny do 14 roku życia jest podobny do stanu z przed śmierci w poprzednim życiu - często myślałem o samobójstwie i nie widziałem sensu w życiu, często ogarniała mnie głęboka depresja i beznadzieja. Przewijam dalej. Widzę momenty, gdzie zaczynam się interesować rozwojem duchowym i psychologią. Przewijam dalej - obecne lata. Widzę, jak poznaję moją obecną żonę. Przewijam dalej. To ciekawe! Stop! Widzę, że coś tu jest nie tak. Przyglądam się temu bliżej. Mam jakieś nieczyste intencje co do mego rozwoju duchowego. Po 5 latach wegetarianizmu zaczynam jeść mięso. Widzę, jak strasznie zaniża mi to energię i powoduje wiele przykrych stresów, niechęć do medytacji, afirmowania i jakiejkolwiek pracy ze sobą. Zaczynam mieć depresje i doły! Coś jest nie tak. Przyglądam się temu, co zwróciło moją uwagę - intencje!!! - uświadamiam sobie, że to są lęki przed oświeceniem, jakieś chore wyobrażenia, że oświecenie polega na rozpuszczeniu się w niebycie itp. Informuję o moich lękach terapeutę, a on cofa mnie pamięcią do momentu, kiedy po raz pierwszy pojawiło się u mnie przekonanie, że oświecenie polega na rozpuszczeniu się w niebycie.

Przeniesienie w czasie - znajome wcielenie. Już kiedyś je odreagowywałem, ale nie pod tym względem. Jestem ascetą i jednocześnie uczniem jakiegoś guru. Z ostatniej wizyty tutaj już wiem, że facet ma nierówno pod sufitem. Siedzimy w jakiejś sali, zadymionej kadzidłami opium. Guru siedzi przed nami i w jakimś nieprzytomnym uniesieniu opowiada nam o podstawowej praktyce, jaką jest zniechęcanie się do ciała i jego potrzeb. Należy ich się wyrzec razem z ciałem i jego pokusami, gdyż dopiero wtedy dusza wzleci wolna i będzie mogła się oświecić w niebycie, gdzie na powrót złączymy się ze świadomością Buddy i tym samym rozpuścimy się w niebycie, co jest swego rodzaju wyzwoleniem i wolnością od bólu i cierpienia na Ziemi - to jedyna i najlepsza droga!

Terapeuta wypowiada formułę sugerującą mi, bym się uwolnił od całego zaślepienia, że to jedyna i najlepsza droga. Ale ja go nie słucham, bo wiem, że to naprawdę jedyna i najlepsza droga. Mój świadomy umysł wyłapuje, że to totalna bzdura, ale ja - asceta z tamtego okresu - wierzę w to całkowicie i już mam postępy w postaci gangreny, i bardzo z tego jestem dumny! Terapeuta sugeruje mi, bym sobie uświadomił, co mi obiecano za wyrzekanie się ciała i potrzeb, co mi to miało dać.
Uświadamiam sobie, że wolność od trosk i bólu oraz od zachłanności na materializm i przyjemność cielesną. Pragnienia! Tak! To one powodują niezaspokojenie i przywiązują nas do koła karmy, to przez to cierpimy. Terapeuta sugeruje mi, bym zobaczył na trzeźwo i przytomnie, tak naprawdę, do czego mnie to doprowadziło. (po chwili) Straszne! W następnym wcieleniu urodziłem się jako kaleka. Moje ciało było bardzo zdeformowane. Terapeuta sugeruje, bym również zobaczył na trzeźwo i przytomnie, jak mnie to doprowadziło do oświecenia i wyzwolenia z bólu, cierpienia i całego koła karmy. Dobra, już mi wystarczy - widzę, że to beznadziejna droga powodująca jeszcze większe narastanie karmy. Proszę o odreagowanie mi tego. Po chwili zostaję uwolniony od zachłanności na wyniszczanie ciała. Widzę, jak ta intencja przyciągała w moim życiu różne choroby, wypadki i, wydawało by się niechcące, okaleczenia (zacięcie się nożem itp.). Uwalniam się od tego. Czuję wielką ulgę. Zmienia mi się świadomość stosunku do własnego ciała - zaczynam je cenić i szanować, dbać o siebie.
Za sugestią terapeuty uświadamiam sobie prawdziwe intencje guru, z jakimi on nam to wszystko wmawiał, i okazuje się, że facet naprawdę w to wierzył! Terapeuta podpowiada mi, bym zobaczył, do jakiego oświecenia go to doprowadziło i w jakim miejscu energetycznym jest to jego miejsce oświecenia. Uwalniam blokady świadomości i nawalenia z tamtego okresu i dostrzegam, gdzie go to doprowadziło - w następnym wcieleniu rodzi się jako niedorozwinięty fizycznie kaleka, zresztą tak samo jak większość z nas wtedy. Dostrzegam również miejsce oświecenia - okazuje się, że to jest bardzo brzydki i niski energetycznie poziom astralny. Brrrr… dreszcze. Energia tego poziomu niemal śmierdzi!
Pojawia się znowu lęk przed oświeceniem i rozpuszczeniem się w niebycie. Zostaję od niego uwolniony - czuję wielką ulgę. Sugestia terapeuty, bym zobaczył teraz na trzeźwo i przytomnie, na czym polega tak naprawdę oświecenie i jakie są jego efekty.

Teraz już rozumiem cały problem - podświadomie się bałem, że oświecenie to całkowita anihilacja w niebycie. Na początku miałem cel we własnym rozwoju - chciałem wyjść z dołów, depresji i problemów, jakie miałem ze sobą. Następnie przyszedł czas na usamodzielnienie się od rodziców i jakiś konkretny związek partnerski. Lecz kiedy wszystko to osiągnąłem, nieuchronnie zacząłem kroczyć w kierunku oświecenia (czyt. totalnej anihilacji). Mojej podświadomości zaczęło się to nie podobać, więc zaczęła robić wszystko, by do tego nie doszło. Z początku odeszła mi ochota na medytacje, które zawsze sprawiały mi przyjemność, następnie na jakąkolwiek pracę ze sobą. Samo przebywanie w świadomym związku partnerskim powoduje, że pojawiają się sytuacje, które na bieżąco trzeba oczyszczać i uzdrawiać, co z kolei powoduje rozwój świadomości i mniej bagażu (karmy). Podświadomość, nie chcąc się rozwijać, musiała doprowadzić do takich sytuacji, które by ten rozwój hamowały lub nawet zatrzymały. Zatruwanie organizmu to jedna z nich. Nagminne spędzanie wolnego czasu, po kilkanaście godzin, przed komputerem (gry) i TV to druga... itp.

Po uwolnieniu lęków od razu rozszerzyła mi się świadomość i zobaczyłem prawdziwy efekt oświecenia, czyli totalną wolność osobistą od wszelkich ograniczeń i blokad, jednocześnie totalne spełnienie na wszystkich planach i poziomach mego istnienia. No, taki cel to mi się podoba!!!

Przesuniecie w czasie - jestem znowu przy filmie karmicznym - przesuwam dalej. Rok, dwa, trzy, cztery, pięć lat po ślubie jest naprawdę fajnie. Naprawdę udane małżeństwo, ale po drodze czeka nas jeszcze wiele procesów oczyszczających naszą psychikę i podświadomość. Widzę, jak pracujemy nad sobą i ze sobą, by nam było razem naprawdę dobrze. Rozwijamy się duchowo - zawsze tak chciałem! Przewijam dalej. Widzę niejasno, wszystko zamazane. Proszę terapeutę, by mi uwolnił blokady i lęki przed zobaczeniem dalszej przyszłości. No, już lepiej. Bałem się zobaczyć swoją śmierć. Przewijam dalej. Widzę przyszłość, ale nie widzę końca. Nie rozumiem dlaczego, przecież widzę wyraźnie - to już nie są moje bloki psychiczne przed zobaczeniem, bo nic takiego nie czuję. Dostaję wyjaśnienie od mojego przewodnika duchowego. Tłumaczy mi, że wszystko widzę dobrze. Poprzez moją pracę nad sobą, pewne rzeczy zostały wyczyszczone, gdyż je uzdrowiłem, i przyszłość od tego momentu nie jest określona, jest tylko wiele opcji i rozgałęzień. Nagle widzę je wyraźniej. Tłumaczy mi, że po 40-stce wszystko zależy ode mnie i mojego nastawienia do życia, sam kreuję przyszłość - rozumiem, o co mu chodzi.
Z ciekawości przechodzę na wersję średnią i najgorszą. Ups! Brak dostępu.
Otrzymuję informację, że one nie są już aktywne, gdyż wybrałem pierwszą wersje. Tłumacze mojemu przewodnikowi, że jestem ciekaw tamtych i chciałbym je zobaczyć. Zostają odsłonięte. Przeglądam średnią: dzieciństwo takie sobie, nic specjalnego, poza tym, że od początku bardzo dobrze mi się wiedzie w szkole. Wracam do pierwszej wersji i patrzę, dlaczego w obecnym życiu zawsze mi szło tak beznadziejnie. Już widzę. Kopniaki od życia niezbyt pozytywnie wpływają na chęci i zdolności do nauki. No cóż, coś za coś.
Wracam do średniej i przewijam dalej - wyższe studia, marketing itp. Przewijam trochę szybciej. Jestem dyrektorem jakiejś firmy. Jestem gruby i łysy. Nie podoba mi się to za bardzo - jestem strasznie poblokowany. Przez tłumienie uczuć mam wrzody na żołądku, bóle krzyża i coś z sercem - to stres. Małżeństwo takie jakieś beznamiętne. Jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia, ale nie czujemy miłości do siebie - żenada. Umieram na zawał między 60 a 70 rokiem życia.
Zwyczajne życie szarego człowieka. Nic ciekawego.

Przechodzę do najgorszej wersji. Przewijam dość szybko. 25 lat - mam wypadek samochodowy w stanie naćpania. Tracę nogi w kolanach i jestem inwalidą na wózku inwalidzkim do końca życia. Ciężka sprawa.

Mam już trochę dość. Proszę terapeutę, by mnie wyprowadził z sesji.



ˆˆˆ góra


Copyright © 2001-2013 Portal AstralDynamics, Wszelkie prawa zastrzeżone
Uwaga: Redakcja AD nie ponosi odpowiedzialności za opinie użytkowników przedstawione na forum.
Mapa strony, Ostatnio szukane, Powered by Vegan CMS, Pozycjonowanie stron, Design by halley
Liczba osób na czacie: - Wejdź na czat