www.astraldynamics.pl - portal - forum
niedziela, 13 października 2019
» Strona główna   » Działy   » Odsyłacze   » Do pobrania   » Czat   » Szukaj  
Newsletter

E-mail:





Losowy cytat:

Wszystko, co ktoś daje z siebie, daje samemu sobie. Jeśli zrozumie się tę prawdę, to kto nie będzie chciał dawać innym?

» Ramana Maharshi



02-FAQ czyli pytania i odpowiedzi
Jesteś w: Działy » Rozwój duchowy » Pierwsze kroki ku miłości

FAQ, czyli pytania i odpowiedzi

Przyznam, że lektura fragmentów Pańskiej książki najpierw zaciekawiła mnie, ale po chwili zacząłem odczuwać lęk. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Nie pisze Pan przecież o żadnych sprawach, których należy się bać, wprost przeciwnie, przesłanie jest pełne miłości. Ale ja tak reaguję i nie bardzo wiem, co mam z tym zrobić.

Jeśli odczucie lęku pojawia się podczas lektury, prawdopodobnie jest wywołane właśnie nią. Być może po prostu lęk dotyczy nie jakiegoś szczególnego fragmentu, ale faktu, że dopuszcza Pan do siebie możliwość, że to, co zapisane, MOŻE BYĆ PRAWDĄ. I to uruchamia lęk. Nauczono nas, że Boga trzeba się bać, bać się Jego gniewu.
Kilkaset lat temu nie było na to rady, dziś radzimy sobie z tym rozmaicie, cześć po prostu neguje Jego istnienie. Wtedy każdy fakt mogący świadczyć o czymś wręcz przeciwnym wywołuje nasze pierwotne lęki, które zaszczepiono nam w dzieciństwie.

Większość ludzi w takiej sytuacji odwraca się od problemu i poszukuje racjonalnych uzasadnień - "to wymysły", "to niemożliwe", generalnie poszukuje dziury w całym. Prawdziwym problemem jest jednak ten właśnie dziecięcy lęk przed Bogiem. Dla wielu ludzi jest to poprzeczka nie do przejścia. A niestety tam, gdzie jest lęk, tam nie ma miłości.

Jeśli jest lęk, to nie może być prawdziwej bliskości. Co to za przyjaciel, którego się boimy? Nasza przyjaźń nie jest wtedy prawdziwa, nie jest szczera.

Receptą na lęk jest uświadomienie sobie tego procesu. Podejrzewam, że takie stany będą się pojawiać raz na jakiś czas, aż się Pan oswoi z lekturą i tym, co ona niesie. Dotyka nas psychologicznie bardzo głęboko, przynajmniej tak dzieje się w moim wypadku.

* * *

Nie jestem pewny czy to, co Pan napisał, jest prawdą, proszę nie odebrać mnie źle, nie twierdzę, że rozmowy są wymyślone, ale po prostu trudno mi uwierzyć w możliwość bezpośredniej rozmowy z Bogiem. Ja potrzebowałbym jakiegoś dowodu, najlepiej namacalnego.

To bardzo dobry pogląd, sam przez lata, jako człowiek o ścisłym wykształceniu, poszukiwałem i oczekiwałem potwierdzenia, że to, co przeżywam i słyszę, jest prawdą. I w moim przypadku miałem przez lata takich dowodów tysiące. O części z nich piszę, część pozostanie moją tajemnicą. W każdym razie było ich wiele.

Myślę, że jest Pan w bardzo dobrej sytuacji. Rozumiem dyskomfort, jaki towarzyszy niepewności, a jednocześnie otwartość, bo być może czuje Pan, że "coś w tym jest". I na razie proponuję na tym się zatrzymać, nie poszukiwać argumentów ani na potwierdzenie, ani na zaprzeczenie. Na razie proszę pozostać bezstronnym i jedynie nie stracić tej otwartości.
Za otwartością przyjdą doświadczenia, jedno, drugie, dziesiąte, setne. Po jakimś czasie powróci Pan do tej książki i przeczyta ją Pan zupełnie na nowo. Znikną wątpliwości, ponieważ w samym życiu pojawi się wiele doświadczeń wskazujących na wartość dalszych poszukiwań w tym kierunku. Proszę zwrócić uwagę, że nie użyłem słowa "prawdziwość" książki. Celowo - bo "prawdziwość" książki ma znacznie mniejsze znaczenie niż Pańska droga i Pańskie poszukiwania. Książka jest jedynie drogowskazem, wskazującym kierunek samodzielnych poszukiwań. Miłość, którą jest Bóg, jest wartością, a nie te kawałki zadrukowanego papieru. Liczy się Pańskie życie i wartości, które dzięki tej lekturze, otwartości i poszukiwaniom się zrodzą. Życzę Panu, aby znalazł Pan Boga i Miłość.

* * *

[...] jak to, co Pan pisze, ma się do religii katolickiej? Żyjemy w świecie wartości chrześcijańskich, a Pan wydaje się je kwestionować.

Nie kwestionuję istnienia Boskości ani konieczności zwracania się ku Niej z miłością. Natomiast można powiedzieć, że zadaję pytanie o sens istnienia kościoła w takiej czy innej formie. Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie wzywam do zburzenia go czy jakichkolwiek innych nierozsądnych działań, ale do zastanowienia się nad sensem dogmatów, np. o świętości kościoła, niepokalanym poczęciu etc. Bo tak po prostu, jaki jest sens wiary w te sprawy? Czy zbliżają nas one ku Bogu i Jego Miłości, czy może oddalają? Czy w ogóle jest to potrzebne? Oczywiście, co wybierzemy, to nasza sprawa, każdy z nas ma swobodę wyboru tego, co mu odpowiada. Ale wolność gwarantuje nam również swobodę zadawania pytań o sens takiego wyboru i jeśli uznamy, że są to rzeczy bez znaczenia - równie swobodnej rezygnacji z podawanych nam dogmatów. Moim zdaniem (chociaż oczywiście mogę się mylić) wiele dogmatów i tzw. "prawd wiary" powstało z zapotrzebowania politycznego w ciągu wieków. I nie są one ani wiernym, ani prawdziwym przekazem Woli Boskiej. To jest moja opinia. Pana mogę jedynie namawiać do tego, aby zaczął Pan sam poszukiwać, co jest sensem, wartością, co ma znaczenie, a co tylko przeszkadza. No i te poszukiwania należy robić, mając na uwadze cel ostateczny - dotknięcie jeszcze za życia Boskiej Miłości. Bo to, jak rozumiem, jest ukoronowanie drogi chrześcijanina, jak pokazują nam żywoty świętych.

* * *

[...] Jaki jest Pana stosunek do seksu? [...]

Rozumiem, że poszukujesz jakiejś wskazówki i odpowiedzi, czym masz się kierować w życiu. Sprawy seksu są trudne, bo wiążą się z silnymi emocjami i silnymi energiami. Dlatego w doświadczaniu ich wskazana jest ostrożność.
Tym bardziej, że ocieramy się tutaj o życie (które może się pojawić) i o śmierć (jeśli zdecydujemy się na przerwanie ciąży), czyli o sprawy o dalekosiężnych konsekwencjach dla być może całego dalszego życia.
Nie znam Twojego przeznaczenia i nie jest moją rzeczą ingerować tak głęboko w Twoje życie. Ogólnie mogę powiedzieć Ci, abyś robił to, co dyktuje Ci serce, z tym że nie w takim powszechnym rozumieniu tego wyrażenia, które oznacza, żeby iść na całość.

Masz wrażliwość, masz rozum i serce, zastanów się nad skutkami tego, co chcesz zrobić i podejmij samodzielną decyzję. Co zrobiłaby w tej sytuacji miłość? Tak postawione pytanie może Ci wiele pomóc. Czy poszukujesz zaspokojenia, czy jesteś w stanie przekroczyć je, stawiając dobro drugiej osoby na pierwszym miejscu? Czy kieruje Tobą miłość, czy może żądza? Nie oceniam, co jest w tej chwili słuszne, staram się pomóc Ci zadać sobie właściwe pytania i znaleźć na nie samodzielnie odpowiedź. To stokroć cenniejsze, niż gdybyś tylko poszedł za wskazówką jakiegoś autorytetu. Liczą się Twoje wybory i impulsy, za którymi idziesz. To Twoje życie i będzie takie, jakim je zbudujesz.

* * *

Jak się to wszystko u Pana zaczęło? Kiedy po raz pierwszy dotarło do Pana, że słyszy Pan głos Boga?

No u mnie to było dość proste. Przez wiele lat oddawałem się medytacjom i ćwiczeniom wyciszającym. Potem spotkałem człowieka, który po pewnym okresie znajomości i wzajemnego poznawania się przekazał mi pewne ćwiczenia wiodące do bezpośredniego kontaktu z wnętrzem, Mistrzem Duchowym i w końcu Bogiem. Także wiedziałem od razu, "w co się pakuję". Jednak nie sądziłem, że będzie tak trudno, a potem tak fajnie. Przez lata badałem (pomimo zaufania, które miałem do Nauczycieli), jak to naprawdę jest, na ile wskazówki są cenne i się sprawdzają, no i dlaczego część się nie sprawdza. Myślę, że dzięki temu wiele zrozumiałem.

Efektem ubocznym i nie bez znaczenia jest fakt, że nigdy się nie nudzę, zawsze mam z kim rozmawiać, nawet jeśli jestem sam albo spędzam długie godziny w podróży. Inną korzyścią są podpowiedzi w sprawach zawodowych i inspiracje, jakie rodzą się w spotkaniu z licznymi problemami związanymi z pracą. Opisuję te sprawy nieco szerzej w drugiej części "Pierwszych kroków", m.in. dość zaskakujący sposób, w jaki zdarzało mi się zdawać egzaminy na studiach.

* * *

Pisał Pan o tym, że uczył ćwiczeń prowadzących do słyszenia Głosu Wewnętrznego. Czy byłby Pan skłonny nauczyć mnie takich ćwiczeń?

Nie sądzę, aby teraz było to możliwe. Mam jak na razie wyraźny zakaz przekazywania dalej tych ćwiczeń. Wiąże się to z dużą odpowiedzialnością i przyjęciem roli nauczyciela, na co na razie nie ma miejsca w moim życiu. Ale same ćwiczenia nie są aż tak ważne. Ważniejsza jest otwartość i poszukiwanie Miłości, poszukiwanie Boga. Mam do Niego zaufanie, że jeśli będzie Pani szczerze szukać, to znajdą się wskazówki, nauczyciele i odpowiednie dla Pani środki. Proszę zaufać Jemu, a nie technikom.

[...]

Jednak chciałabym, żeby to Pan mnie uczył i prowadził, nie widzę aktualnie możliwości poszukiwania innych nauczycieli.

Niestety nie jest to możliwe i nie mam na to wpływu. Nauczyciel jest stale obecny i jest to Bóg. Proszę Jego, a nie mnie (co za pomysł!) przyjąć za swojego Nauczyciela, Boskiego Guru i złożyć swoje zaufanie w Nim. Z pewnością w stosownym czasie znajdzie Pani to, czego poszukuje. Proszę też zainteresować się literaturą na temat Sathya Sai Baby z Puttaparthi w Indiach, wiele Pani pomoże. On jest od wielu lat moim Nauczycielem, jestem tylko Jego niewiele znaczącym uczniem.

* * *

Kim tak naprawdę jest Baba. Z tekstu wynikają różne przesłanki i różnie można je rozumieć. Czy jest to Bóg, czy Sai Baba, czy może Bóg przemawiający przez Sai Babę?

To bardzo dobre pytanie, rzeczywiście ta sprawa nie jest jasno wytłumaczona w tekście, a otrzymałem już kilka pytań.

Dla mnie od lat jest to jasne i nastąpiło utożsamienie mego Rozmówcy z Sai Babą, chociaż słuchać Jego głos nauczyłem się całe lata wcześniej.

Mówiąc wprost - rozmawiam z tą Siłą, którą w naszej tradycji nazywamy Bogiem. Zwracam się do Niego "Baba" - jest to po trosze spadek po słownictwie sanskryckim Raja Jogi, a po trosze wybór Rozmówcy. Przez pierwsze lata zwracałem się do Niego per "Ojcze", ale w naszej kulturze jest zbyt wiele trudnych do ominięcia, a błędnych skojarzeń, więc kiedy usłyszałem, żeby zwracać się w tekście do Niego "Baba", co w sanskrycie znaczy to samo, po prostu się ucieszyłem.

Mego Rozmówcę dostrzegłem w Indiach jako Sri Sathya Sai Babę, lub można powiedzieć, że dostrzegłem Go bardzo wyraźnie w ciele Sathya Sai Baby.

Widzę, że w jednym z kolejnych "odcinków" poproszę Babę o Jego wyjaśnienie tej kwestii.
Załączam Jego szybką odpowiedź.

Baba jak odpowiesz na zadane pytanie? Chciałbym zapytać, co Ty sądzisz.

No wiesz? Zacznijmy od tego, że Ja nie sądzę.

Jak zwykle śmiejesz się ze mnie.

Nie masz chyba nic przeciwko temu?

Ani trochę.

Przechodząc do odpowiedzi. Ludzie nie wiedzą, jaka jest relacja pomiędzy Mną a Sathya Sai Babą, i postrzegają odrębności i różnice, tam gdzie powinni dostrzegać jedność. Wszyscy jesteśmy Jednością, tylko wy na razie myślicie, że jest inaczej.
Powinniście nauczyć się widzenia Boga przejawiającego się jako Allach, Jezus, Budda, Krishna, Sathya Sai Baba. Taka jest prawda. Bóg przejawia się jako Sathya Sai Baba dzisiaj, tak jak wcześniej przez inne manifestacje Boskości.

Problem polega na tym, że jesteśmy przywiązani kulturowo do określonego światopoglądu i sposobu postrzegania.

Nie mów o postrzeganiu, bo wy nie widzicie rzeczywistości, jedynie tak wam się wydaje. Widzicie to, co podano wam do wierzenia, a nie to, co rzeczywiście jest. Właśnie ta i kolejne książki mają wam pomóc oderwać się spod wpływu autorytetów kształtujących nie tylko myślenie, ale i postrzeganie, i pomóc zacząć poznawanie tego, co jest.

Może powiem inaczej - w naszej kulturze odnosimy się do hinduskich Mistrzów Duchowych, w tym do Sathya Sai Baby, z rezerwą.

To akurat nie jest żaden problem w porównaniu z innymi, ale ta niejasność, jak to nazwałeś, powinna zostać w tekście wyjaśniona.

Miałem cichą nadzieję, że ty sam to zrobisz. Kim jesteś?

Jestem tą Siłą, którą wy nazywacie Bogiem. Jestem Miłością, która stworzyła ten Wszechświat.

Jaka jest Twoja relacja z Sathya Sai Babą w Indiach?

Jestem całkowicie świadomy tego KIM Jestem w ciele nazywanym przez was Sathya Sai Baba.
Ale nie przywiązujcie się do Niego. Otwórzcie szeroko oczy. Ja jestem wokół was! Pamiętajcie - stale kręcę się w pobliżu!

Masz cudowne poczucie humoru.

Dlatego drogą ku Mnie jest właśnie uśmiech radości. Pozdrów wszystkich pytających.
* * *

W "Rozmowach z Bogiem" jest wyraźnie powiedziane, że człowiek ma CAŁKOWICIE wolną wolę. A w pana tekście jest napisane, że człowiek ma tylko ILUZJĘ wolnej woli. Jeśli w obu tekstach przemawia ten sam Bóg, to chyba niemożliwe, żeby dawał sprzeczne informacje.

Bardzo ciekawe pytanie, zmagałem się z nim dość długo.

Żeby jeszcze podkreślić "złożoność" :-) problemu powiem coś, co usłyszałem: człowiek ma całkowicie wolną wolę i wolna wola jest iluzją - i OBA te stwierdzenia są JEDNOCZEŚNIE prawdziwe.
Zagadkowe prawda?

Rozwiązanie jest następujące: Wszechświat został tak pomyślany i stworzony, aby "ludzie" myśleli o sobie, że są samodzielnymi jednostkami - ODRĘBNYMI od Stwórcy - i wszystko, co postrzegamy wokół, zdaje się potwierdzać tę "prawdę".

Ale to wszystko po prostu zostało tak od początku zaplanowane! Tak, aby stworzyć "pełną wolność i całkowitą wolną wolę"!

Jeśli zastanowi się Pan dalej nad tym, czym jest wolna wola, nie w kategoriach ogólnych ("wolność dokonywania swobodnych wyborów"), ale w szczegółowych - w sytuacji wyboru konkretnej opcji z kilku dostępnych, to widzimy, że:

  1. istnieje swoboda wyboru jedynie z MOŻLIWYCH opcji (np. mogę pojechać do Warszawy lub Gdańska, ale nie mogę pojechać na Marsa);
  2. istnieje swoboda wyboru którejkolwiek z możliwych opcji - tutaj siedzi istota "iluzji" - to, co zostało zaplanowane miliony lat temu, dziś się realizuje - wybieramy to, co mamy właśnie wybrać, ponieważ SAM PROCES WYBORU JEST RÓWNIEŻ ZAPLANOWANY, OD POCZĄTKU DO KOŃCA, i jest elementem doskonałego planu, który realizuje się jako Wszechświat.

Jeśli przyjmiemy, że istnieje tylko JEDEN Z NAS, i każdy jest właśnie TYM, to widzimy, że wymyśliliśmy PLAN, który teraz realizujemy jako Wszechświat.

Stąd wolna wola przypisana jednostce (a jednostka ze swoją odrębnością jest właśnie iluzją, która myśli i działa tak, jak zaplanowano wcześniej) oraz całkowity brak wolnej woli - ponieważ istnieje tylko JEDNA WOLA, ponieważ istnieje tylko JEDNA ISTOTA.

Wszystko zależy, z którego punktu Pan patrzy, bo nie można patrzeć z obu. :-)

Jeśli z punktu widzenia człowieka jako pojedynczej istoty związanej z ciałem, to mamy całkowicie wolną wolę (swobodę wyboru), jeśli z punktu Boskości - wtedy widzi Pan, że swoboda wyboru jest pozorem, iluzją, ponieważ "jednostki", które są częścią Boskości, wybierają to, co mają wybrać, i myślą zewnętrznie to, co maja myśleć - że mają wolną wolę i są oddzielone. :-) To oddzielenie od Boga i ich swoboda jest jednak pozorem.

Po prostu Ktoś wymyślił taki plan. Jego częścią są także wszystkie "procesy decyzyjne" jednostek, analiza dostępnych możliwości albo wybór według kaprysu, czy przez rzuty monetą.

Podsumowując:

  • "jednostki" maja całkowitą swobodę wyboru;
  • swoboda wyboru jest zaplanowana wcześniej i podobnie wszelkie formy procesów decyzyjnych, a więc wolnej woli nie ma - jest iluzją.

Oba zdania są prawdziwe - ale odnoszą się do różnych światów i zależą od tego, czy patrzy pan ludzkimi, czy Boskimi oczami. Co jest prawdą zależy od Pańskiego wyboru. :-)

Widzi Pan, że Bóg nigdy tego świata nie opuścił? Żyjemy Nim, oddychamy Nim, negujemy Go przy pomocy Jego Samego i tak samo poszukujemy Go. Jego Miłość jest z nami stale, a nawet więcej - jest nami.
Mam nadzieję, że trochę to wyjaśniłem.

* * *


ˆˆˆ góra


Copyright © 2001-2013 Portal AstralDynamics, Wszelkie prawa zastrzeżone
Uwaga: Redakcja AD nie ponosi odpowiedzialności za opinie użytkowników przedstawione na forum.
Mapa strony, Ostatnio szukane, Powered by Vegan CMS, Pozycjonowanie stron, Design by halley
Liczba osób na czacie: - Wejdź na czat