www.astraldynamics.pl - portal - forum
czwartek, 22 listopada 2019
» Strona główna   » Działy   » Odsyłacze   » Do pobrania   » Czat   » Szukaj  
Newsletter

E-mail:





Losowy cytat:

Co kraj, to obyczaj. Co religia, to zakaz.

» Bogdan Szczygieł



04-Część druga - Rozmowy (fragment 2)
Jesteś w: Działy » Rozwój duchowy » Pierwsze kroki ku miłości

Część druga - Rozmowy (fragment 2)

  • Porzucić religię?
  • Religie i kościoły

Porzucić religię?

Dziwna rzecz przyszła mi dzisiaj do głowy: że niezależnie od wychowania, w takiej czy innej religii, człowiek może ją zawsze porzucić, jak również Bóstwa w niej czczone, dla podążania za głosem serca wskazującym mu inne Istoty.

Nie, to nie tak, powiedziałem to inaczej, przypomnij sobie dobrze.

Można porzucić wiarę w Jezusa bez żadnych konsekwencji.

Tak ci powiedziałem.

Właściwie niby to wiem, jednak dla wielu ludzi byłby to szok.

Tak, ale taka właśnie jest prawda. Możesz w każdej chwili porzucić wiarę w Jezusa, Buddę czy Krisznę, bez żadnych konsekwencji. Na pewnym etapie jest to nawet potrzebne, tak aby forma Boga nie przeszkadzała treści. Wasze wierzenia tak bardzo odbiegają od rzeczywistości, wierzycie w rzeczy niedorzeczne, błędne, a nawet szkodliwe.
Większość ludzi zapomniała, że religia jest drogowskazem na drodze do Boga, nawet nie samą drogą, a z pewnością nie jej celem. Ludzie przez wieki tyle nazmyślali, że zamiast dziś rozważać, co jest wartościowe, a co nie, lepiej oddać się Bogu w opiekę, aby to On prowadził i oświetlał drogę ku Sobie. I nie powracać do przeszłości, do starych form kultu.

Zabierasz nam coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Coś, na czym opiera się nasza kultura i struktura społeczna.

I co, jest ona coś warta? Kultura jest wartością, o ile potrafi przekazać przez pokolenia przesłanie miłości do Boga, troski o innych i Przyrodę, natchnąć do poszukiwań wartości wyższych i wzbogacić w ten sposób życie ludzkie. Wasza kultura przekazuje z pokolenia na pokolenie osądy i uprzedzenia, uczy wrogości wobec obcych, szacunku dla autorytetu instytucji i uległości wobec władzy. Dlatego jej płodem są ludzie przeciętni, a nie jednostki wybitne rozumiejące życie i umiejące kochać Boga ponad wszystko. Kultura nie może przekazać wartości, ale może pokazać, gdzie je znaleźć. Wasza daje wam fałszywe światło, za którym podążacie.

Stąd wniosek, że powinniśmy zapomnieć i religię, i kulturę?

Tak, stanowczo tak. Obie są elementami systemu panowania nad człowiekiem, a jeśli wiesz już, że wewnątrz jesteś jednym z Bogiem, to ludzie, społeczeństwo i jego wymysły nie powinny mieć nad tobą władzy. Odrzucasz system w imię wyższych wartości. Odrzucasz system, który je zabija.

A jednak każda władza czyni się wybraną z Boskiej woli lub też, jak twierdzą inni, z woli ludu.

To ich ulubiona śpiewka. Zadaniem władzy jest dbać o porządek, zapewnić rozwój nowemu pokoleniu, opiekę zdrowotną i zabezpieczenie socjalne. Każda czyni to w oparciu o ściągane podatki, a więc korzystając ze zbiorowej zgody ludzi. To, że jej działalność dotyczy także ciebie, nie znaczy wcale, że powinieneś się podporządkować jej poglądom. Twoim obowiązkiem jest mieć swoje zdanie oparte o sumienie i Boga w sercu. Wtedy osąd i poglądy innych nie mają znaczenia.

A więc bunt przeciwko społeczeństwu.

Bunt nie jest potrzebny, tylko umacnia to, czemu się przeciwstawiasz. Idź za głosem serca i sumienia. Idź ku Bogu, poza świat, poza obszary, dokąd doszły ludzkie umysły. Porzuć to, co poznałeś do tej pory, przyjdź do Mnie z pustymi rękami, pustym umysłem. Ja obdarzę cię miłością i wszystkim, czego potrzebujesz. Ciebie i każdego z was. Zaufajcie Mi.

Powróćmy jeszcze na chwilę do wpływu społeczeństwa na człowieka.

Dobrze. Zadaj sobie pytanie: co wartościowego do tej pory przekazali ci inni ludzie, w tym rodzice oraz w szczególności szkoła i religia? Co wartościowego wyniosłeś z tych setek godzin przesiedzianych w szkolnych ławkach, w kościelnych ławkach i ławach uniwersyteckich? Co oprócz odcisków na d...?

No wiesz! Takie słowa w Twoich ustach!

Dziecko drogie, ułatwię ci sprawę. Czy nauczyli cię, jak masz samodzielnie poszukiwać odpowiedzi, twoich własnych? Czy nauczyli cię samodzielnie dochodzić do prawdy i żyć według jej przewodnictwa? Czy pokazali, jak budować relacje z innymi ludźmi, tak abyś ty i oni mogli znaleźć szczęście? Czy nauczyli cię, jak kochać siebie i innych, jak znaleźć satysfakcję z życia? Czy pokazali, czym jest dobro płynące z człowieka i wzbogacające wszystko wkoło? Czy nauczyli, jak zachowywać spokój wśród wydarzeń życiowych? Czy pokazali, jak możesz stać się wartościowym członkiem społeczności i wnieść do niej prawdziwe wartości? Czy pokazali ci, jak powinieneś się zwracać do Boga, aby otrzymać Jego odpowiedź i prowadzenie?

Po raz kolejny nie wiem, co ci odpowiedzieć. Miałem wrażenie, że jednak szkoły i uniwersytety uczą wielu wartościowych rzeczy, a jednak słysząc Twoje pytania dotyczące tak istotnych kwestii, zaczynam mieć wrażenie, że ten czas był w dużej mierze zmarnowany.

I tu masz całkowitą rację. Teraz na Ziemi żadna szkoła nie uczy tych przedmiotów, żadna nie uczy jak żyć, jak znaleźć własne miejsce w życiu, jak stawiać czoło przeciwnościom i dążyć do poznania prawdziwej wartości. Zamiast tego zmusza się do zapamiętywania "prawd objawionych", czyli dogmatów społecznych opartych na błędnym osądzie historii i kultury. A to w 99% są śmiecie.

To są bardzo ostre słowa.

Powiedz mi, czy są nieprawdziwe? Powiedz, dlaczego macie o sobie, własnym umyśle, kulturze i społeczeństwie tak dobre mniemanie? Czy rozwiązaliście problem głodnych dzieci na świecie albo chociażby w swoim kraju, czy kierujecie się w życiu łagodnością i zrozumieniem, czy rozumiecie niszczące znaczenie przemocy, czy inność inspiruje was i pociąga, czy umiecie wybaczać? Odpowiedz Mi, bo macie się za panów i królów stworzenia, a Ja oprócz wysokiego mniemania o sobie nie widzę w was nic szczególnego. Jesteście mistrzami pychy i arogancji, i pojedynczo, i zamknięci w ciasnych ramach waszych społeczności. Inność was razi i stanowi dla was zagrożenie. Konflikty pomiędzy wami łatwo przeradzają się w starcia zmierzające do zniszczenia przeciwnika, jakbyście byli sporządzeni z łatwopalnego materiału. Często, gdy na was patrzę, myślę, że powinienem stworzyć was z nalepkami: "Ostrożnie, wybucha od dotknięcia!"

Pozwól mi wyrazić swoją opinie. Mam wrażenie, że w Twoich słowach jest bardzo wiele goryczy. Miałem takie przekonanie, że będziesz w naszych rozmowach tłumaczył różne sprawy, pokażesz drogę ku Tobie i generalnie będziesz nas wynosił, a nie chłostał. Tymczasem już któryś raz natykam się na temat, za którym kryje się jakaś niespodziewana mina. W rozmowach, które prowadzimy prywatnie, jesteś bardzo wesołym i wspierającym kompanem.

Ja was nie potępiam, stwierdzam stan faktyczny. Widzę niesłychaną wiarę we własne możliwości i rzeczywistość złożoną z masy prostych do rozwiązania problemów, przed którymi konsekwentnie się uchylacie. Dłonie wyciągnięte w kosmos i dłonie dziecka żebrzącego na ulicy o kawałek chleba, i umierającego w końcu z głodu, bo nic nie dostało. Powiedz mi człowieku, których dłoni jest więcej? Czy nie widzisz, co się tutaj dzieje?
Widzę dumę jednych i ocean cierpień innych. Oceany. Co mam wam powiedzieć? Że was popieram? Że stoję po waszej stronie? Że postępujecie słusznie? Że jesteście mądrzy, dobrzy i naprawdę wspaniali? Odpowiedz mi człowieku, co mam wam powiedzieć?

Jaka przyszłość nas czeka?

Ty mi powiedz.

Z tego, co powiedziałeś, możemy mieć kłopoty.

Tak, możecie mieć poważne kłopoty. Sednem sprawy jest to, że nie nadążacie w rozwoju duchowym za rozwojem technologii.

Dzisiaj już chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że technika i technologia są receptą na wszystko.

Zdziwiłbyś się, jak wielu ludzi tak myśli. Żyją zapatrzeni w świat zewnętrzny i nic dziwnego, że modlą się do bożka, który w ich mniemaniu wywołuje w nim największe zmiany. Tymczasem nierównowaga pomiędzy waszymi możliwościami a poziomem rozwoju duchowego staje się coraz większa. I jest to dla was samych coraz większe zagrożenie, musicie to odwrócić, albo...

Co się stanie, jeśli będziemy nadal podążać tą drogą?

Nastąpi zagłada życia na planecie.

???

Nastąpi zagłada życia na planecie.

Nie wiem, co mam powiedzieć.

Nie musisz nic mówić. We wszechświecie ginęły już potężne cywilizacje władające olbrzymimi połaciami galaktyk, panujące do pewnego stopnia nad czasem i przestrzenią… Również gdy prześledzisz historię Ziemi, znajdziesz wiele przypadków upadku kultur i całych cywilizacji.

Wydaje mi się, że nasza jednak ma dość silne mechanizmy samoregulujące, które nie pozwolą zapuścić się za daleko.

Mylisz się. Prawda jest taka, że Ja często interweniuję i udaremniam różne próby niewłaściwego wykorzystania waszego potencjału. Jesteście zbyt agresywni i zbyt niemoralni jak na wasz poziom rozwoju. Powtarzam - to się może źle dla was samych skończyć.

Ale chyba nam tego nie zrobisz, co?

Ja nie, to wy sami sobie zaszkodzicie, w tej chwili cały czas powstrzymuję lawinę, która może zejść i pociągnąć was ze sobą. Aktualnie wchodzicie z nauką w obszary bezpośrednio zagrażające życiu na Ziemi.

Mówisz o manipulacjach genetycznych?

Tak, ale nie tylko. Nauka może i powinna służyć wam, ale nie może pozostawać głucha na głos rozsądku i sumienia. Jeden i drugi skutecznie zagłuszacie ideologią i żądzą zysku. A to jest bardzo niebezpieczne.

Wydaje mi się, że pojedynczy człowiek ma na ten stan rzeczy niewielki wpływ.

I tu się mylisz. Jeśli potrafi i chce zwrócić się do Boga, to ten wpływ może stać się ogromny.

Jakie Ty widzisz rozwiązanie?

Tylko jedno - powrócić do miejsca, skąd wyszliście, do Boga i Jego Miłości. Inaczej prędzej czy później tak naruszycie równowagę i ekosystem, że zniszczycie życie na Ziemi. Finałem każdej podróży jest powrót do Mnie i żadna cywilizacja nie może się rozwijać, nie biorąc pod uwagę współpracy z Siłą, która stworzyła ten wszechświat. Pójście własnymi drogami prędzej czy później prowadzi do zagłady, prędzej czy później odkryjecie coś, nad czym nie zapanujecie, i to was zniszczy.

Szkoda by było.

Wszechświat nie zna pojęcia szkody. Są procesy, które prowadzą do takich a nie innych skutków.

Ty znasz przyszłość, czy mógłbyś mi powiedzieć, jak się to wszystko skończy?

Ludzkość roztopi się w Świetle.

Ale czy życie na Ziemi przetrwa?

Nie, w ciągu kilku miliardów lat zniszczy je Słońce.

Ale czy w ciągu najbliższych stu i dwustu lat nie wydarzy się coś, co może zagrozić ludzkości?

Nie dostaniesz odpowiedzi na to pytanie. Już powiedziałem dosyć na ten temat, kto ma uszy, niechaj słucha. Siedzicie na beczce prochu, która coraz częściej jest utrzymywana w spokoju przez interwencje Sił Wyższych, a to nie będzie trwało wiecznie, bo konsekwencje karmiczne i ogrom cierpień, jaki stworzylibyście, nie jest nikomu potrzebny. Albo zmienicie sposób myślenia, albo sami się wysadzicie. Nie pierwsi i nie ostatni.

Tak, ale ani Twoje, ani moje słowa nic nie zmienią.

Mylisz się, mogą zmienić bardzo wiele, w tej chwili ma miejsce wyścig z czasem. Stawką w nim jest wasz los. Czasem jeden trzeźwo myślący człowiek może odwrócić bieg historii.

Myślę, że jednak w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat nic takiego się nie wydarzy.

Nie znasz przyszłości. Niewielu ludzi przeczuwało wydarzenia z września 2001 roku, a popatrz, jaki ogromny wstrząs przeżyliście. Nie wiecie, co jeszcze niesie przyszłość. Nie jesteście w stanie zabezpieczyć się przez wszystkim. Jeden trzeźwo myślący może pokazać nowy kierunek i sprawić, aby ludzie nim podążali.

I przestali się bawić nauką?

Niekoniecznie, bo nie sama nauka jest zagrożeniem, jedynie sposób, w jaki wykorzystacie jej odkrycia. Jeśli będziecie żyć w unii z Bogiem, zaczniecie odkrywać jeszcze potężniejsze siły i nie będą one stanowić zagrożenia dla waszego bytu. Po wielkich odkryciach technicznych i technologicznych czas odkryć rozum i sumienie. Czas odkryć Boga.
Jesteście częścią większego systemu, a co więcej, system ten to tak naprawdę jedna Istota. Szkodząc jakiejś jego części, w rzeczywistości niszczysz Mnie, czyli samego Siebie. Życie jest jedno.

Nie mam co liczyć na to, że odpowiesz mi na pytanie: jak będzie wyglądała przyszłość?

Gdybym dziś odpowiedział, odebrałoby to nam całą radość z przygody odkrywania świata i wszechświata. Tak to jest urządzone od tysięcy lat i nie należy tego zmieniać.

Największą przygodą jest jednak odkrycie Ciebie.

To prawda.

Wydaje mi się, że Ty jednak znasz dokładną, a nawet bardzo dokładną odpowiedź na pytanie: co będzie tutaj za 100 czy 200 lat, tylko nie chcesz powiedzieć.

Mógłbym, ale to by wam zaszkodziło, nie jest wam do niczego potrzebne poznanie przyszłości, choć są ludzie, którzy na ten temat bardzo wiele wiedzą. Wciąż jeszcze ich przemyślenia i wizje pozostają w sferze fantastyki naukowej.

Pamiętam z książek Juliusza Verne'a czy Arthura Clarce'a - podawali wiele zaskakująco trafnych obserwacji dotyczących np. pierwszego lotu na Księżyc, wynalazków.

Nie tylko oni odkryli złoty klucz do drzwi, za którymi znajduje się przyszłość.

Ten klucz to imaginacja?

Nie, inspiracja wewnętrzna, wsłuchanie w samego siebie.

Ale dziś moglibyśmy już porozmawiać o możliwych scenariuszach wydarzeń?

Nie, dziś jeszcze nie, być może za kilka lub kilkanaście lat tak, teraz jeszcze jest grubo za wcześnie.

Ostatnie pytanie - z tego, co powiedziałeś, to nad niebezpiecznymi eksperymentami pracują ludzie bezmyślni lub też zwichnięci moralnie.

Nie, nie powiedziałem, że bezmyślni, wprost przeciwnie, są bardzo sprawni intelektualnie. Jednak brak im wyczucia wewnętrznego niezbędnego przy zajmowaniu się sprawami tak wielkiej wagi, o tak wielkich konsekwencjach.

Czyli los naszego świata spoczywa w rękach jednostek niemoralnych.

Jak zwykle, to akurat żadna nowość. Jedyna różnica, że dziś macie do czynienia ze znacznie większym potencjałem zniszczenia niż kiedyś.

Czy mógłbyś podpowiedzieć, gdzie są prowadzone badania, o których mówisz?

Nie, nie dziś.

Jaki wniosek może płynąć dla czytelnika z tego, o czym przed chwilą opowiedziałeś?

Że warto w każdej sytuacji zwracać się do Boga i w Nim poszukiwać wsparcia i ochrony. Że warto zwracać się ku Jego Miłości, bo Ona rozwiązuje wszystkie problemy i daje nadzieję na przyszłość. O ile sprawy potoczą się właściwie, to tak jak wiek dwudziesty był czasem fascynacji techniką i technologią, to wiek dwudziesty pierwszy zapoczątkuje okres fascynacji Bogiem i wtedy skończą się wszelkie kłopoty ludzi na Ziemi.

A w tej "materii" jest bardzo wiele do odkrycia.

Cały wszechświat, miłość, radość i napęd do życia, który nie kończy się nigdy.

Na moje odczucie, w ciągu najbliższych 10-ciu lat Ziemi nic nie grozi.

Grozi i to wiele, ale na szczęście dla was Ja tu jestem i nie stanie się nic, co mogłoby wam przeszkodzić w drodze rozwoju.

To znaczy, że nasz los jako ludzkiej rasy zależy od rozwoju duchowego?

Tak, to główny wyznacznik przyszłości.

Czyli może się zdarzyć sytuacja, w której skutkiem odejścia od Światła nastąpi jakaś wielka katastrofa.

Mówimy hipotetycznie - tak może się zdarzyć. Nie musi być to zjawisko zewnętrzne, może być wywołane fizycznie przez was samych.

Czyli z Twoich słów wynika, że siedzimy na wulkanie.

Tak, dokładnie tak. I erupcja może nastąpić w jednej chwili.

Co byś nam doradził w takiej sytuacji?

Chcielibyście znać wszystkie odpowiedzi. Sięgnijcie do własnego wnętrza, tam one są. Szukajcie drogi w oparciu o miłość do Boga, obierzcie sobie Ją za przewodnika i tłumacza.

A czy mógłbyś coś podpowiedzieć?

Ależ właśnie to zrobiłem! Pokazałem wam prostą drogę do trwałego pokoju i pomyślności. Tylko iść.

A jakaś bardziej konkretna wskazówka?

To jest jak najbardziej konkretna wskazówka! Zwróćcie się do wnętrza, do serca, do Boga, który tam mieszka. Znajdźcie Go i zacznijcie żyć w zgodzie z Nim i sobą. Będziecie szczęśliwsi i świat się zaraz zmieni. Nie mam na celu założenia jakiejś nowej religii, lecz pokazanie każdemu, kto zechce, drogi, która prowadzi do miłości i szczęśliwości. Dla każdego mam indywidualne wskazówki, znajdźcie je, proście o nie, Ja jestem stale dostępny, o każdej porze, zawsze i wszędzie.

I to jest droga do transformacji świadomości społecznej na Ziemi?

Także, a nawet więcej, do całkowitej zmiany świadomości społecznej i planetarnej, zestrojenia tego, co dziś jeszcze trwa w wielkiej dysharmonii. Samo zbliżenie tych dwóch dziś jeszcze odrębnych stanów bytowania uwolni wielkie zasoby energii duchowej angażowanej obecnie do powstrzymania dalszego rozkładu i zniszczenia. Wtedy nawet najbardziej oporni zaczną więcej widzieć i rozumieć, a ich postępowanie zmieni się niemal automatycznie.

Wspominałeś w jednej ze swych książek o masie krytycznej.

Jest to ilość podobnie myślących ludzi, zorientowanych duchowo, zdolna kształtować świadomość zbiorową w pozytywnym kierunku. Po przekroczeniu punktu krytycznego wydarzenia zaczynają toczyć się same, jako że zostaje uruchomiona wasza powszechna moc stwórcza i ukierunkowana w pozytywną stronę.

Jak daleko nam do tego punktu?

Daleko.

Jak rozumiem chodzi tu o powszechną zmianę świadomości.

I postępującą w ślad zmianę świadomości powszechnej, czyli zbiorowej. Dlatego mówię wam nie o konkretnych rozwiązaniach, ale o drodze, która do nich prowadzi. Moje odpowiedzi nie zmienią was, mogą jedynie w ograniczonym stopniu zainteresować, ale nie przyniosą przemiany wewnętrznej. Bez niej pozostaniecie nadal w martwym punkcie i nie będziecie w stanie odwrócić niekorzystnego dla was biegu wydarzeń.

"Niekorzystnego biegu wydarzeń"?

A tak. Nie płacze, lamenty i błagania, tylko skupiona praca nad sobą, doświadczanie, właściwe wybory, nawiązywanie relacji pomiędzy nami - z każdym indywidualnie i bez pośredników - to jest droga do przemiany waszego losu.

Tak właściwie twierdzi każda religia, że powiem nieco niegrzecznie.

To dobra i szczera uwaga. Każda religia tworzy pośredników i żyje z pośrednictwa, a ponieważ ludziom tam zatrudnionym tego mało, pracują nad zdobyciem jak największego wpływu na człowieka. Tracą wtedy zainteresowanie indywidualnym rozwojem jednostki ku Bogu, zastępując to nakazami coraz doskonalszego dopasowania do rozwijającej się doktryny. Ja mówię o czym innym - nie są ci potrzebni pośrednicy i nikomu nie są potrzebni. Każdy z was ma serce i Mnie mieszkającego wewnątrz, wystarczy się zwrócić. Jedynie to spowoduje przeniesienie świadomości zbiorowej na wyższy poziom, nie "rozwój moralny" albo "ugruntowanie w wierze" jak niedorzecznie twierdzi religia.

Podsumowując: nie są nam potrzebne ani pisma, ani pośrednicy.

Już nie. Czy myślisz, że Ja nie jestem w stanie prowadzić człowieka i dotrzeć do niego bez tych "pomocników"? Prawda jest taka, że w dziewięciu wypadkach na dziesięć tylko szkodzą wewnętrznemu rozwojowi, nabijając człowiekowi głowę banialukami i zamykając serce na miłość do Boga. Prawdziwa przemiana może przyjść jedynie od wewnątrz.

"Prawdziwa przemiana może przyjść tylko od wewnątrz".

Przemiana jednostki, społeczeństwa i świata, dokładnie w takiej kolejności.

Religie i kościoły

Nasuwa mi się pytanie o Twoje zdanie na temat religii i kościołów.

Na Ziemi są tylko dwa podstawowe rodzaje ruchów religijnych. W pierwszym, bardzo rzadkim, tak rzadkim, że jest wyjątkiem od reguły, najważniejszy jest Bóg jako Miłość i ów duch miłości przyświeca myślom i czynom. Jego Nauczyciele nie zwracają uwagi na siebie czy swoje poglądy, namawiając uczniów do poszukiwania odpowiedzi i miłości w Bogu.
Drugi rodzaj jest oparty na lęku - przed karą, piekłem, potępieniem, gniewem Bożym i tak dalej. Jej nauczyciele (choć nie zasługują na to miano) tworzą mnóstwo teorii, tak zwanych dogmatów, w które musisz wierzyć, bo inaczej spotka cię nieszczęście, ciebie lub kogoś z rodziny. W tego rodzaju ruchach Bóg najczęściej stanowi fasadę dla ciemnych interesów. To nie jest prawdziwa religia, choć właściwie wszystkie istniejące zaliczają się do tej drugiej kategorii, są fałszywe u swych podstaw, nie przyświeca im duch miłości.
Miłość sprzyja otwieraniu się na Boskość, jednoczeniu z Nią i uniesieniu ponad sprawy świata, ku Bogu.
Lęk motywuje do działania, więc jeśli chcesz mieć rzesze podporządkowanych wyznawców, postrasz ich śmiercią, piekłem, karą, nawymyślaj niezrozumiałych bredni, a stworzysz kolejną religię. Ja tak nigdy nie postępowałem, unoszę was i otwieram wasze serca na wartości wyższe, na radość, na miłość, na boskie szczęście. Lęk nie jest mi do niczego potrzebny, bo jestem kochającym i dobrym rodzicem. Tylko rodzice słabi i niecierpliwi uciekają się do lęku, a Ja do nich nie należę.

Muszę przyznać, że w ciągu tych lat usłyszałem od Ciebie wiele twardych słów na temat kościołów i religii.

Stan dzisiejszej duchowości na Ziemi jest bardzo niski, a przyczyniły się do tego właśnie religie, odciągając was od Boga miłości, który mieszka wewnątrz serca każdego człowieka. Dzięki manipulacji sprawiły, że wyszliście z wnętrza, gdzie żyliście w miłości i unii z Bogiem, na zewnątrz, gdzie daliście się związać intelektowi i błędnym teoriom na temat Boga, Bytu i waszej z nimi relacji. Prawda jest taka, że jesteśmy Jednią i zawsze Nią byliśmy, i każdy człowiek ma w każdej chwili pełny i niczym nie uwarunkowany dostęp do Boga - chyba że zechce, aby było inaczej. Jeśli zechce - to jako mający moc tworzenia - może stworzyć ograniczenia i uwarunkowania. One już nie są potrzebne.

Ale przecież nie można ich ot tak zrzucić z siebie prostym aktem woli. Powiedzeniem, że chcę tego i tak ma być.

Nie można, bo jest to długotrwały proces, który polega na stopniowym odkrywaniu prawdy, powolnym uświadamianiu sobie najpierw istnienia, potem miłości Boga do aspiranta, potem jedności człowieka i Boga, i wreszcie własnej Boskości. Te cztery etapy stanowią opis drogi, którą przechodzą dziś ludzie idący ze świata ku Bogu. Jest to stwarzanie innego świata - używając dokładnie tych samych metod jak przedtem - tworzy się, a raczej odkrywa się świat, w którym działa Bóg i przejawia swoją miłość, i z którym ostatecznie człowiek staje się Jednym.

No tak, ale jak w codziennym życiu powinien taki proces wyglądać, jak powinien wyglądać pierwszy krok?

Ja nie znam słowa "powinien". Jestem tak nieskończenie cierpliwy, że nie musze nikogo do niczego przynaglać. Pierwszym krokiem może być przeczytanie książki, np. takiej jak obecna. Rozmowa z kimś na temat wydarzeń, doświadczeń z Bogiem, kurs medytacji, spotkanie z mistrzem. Wy wewnętrznie pamiętacie inny świat, dlatego poszukujecie odpowiedzi. I gdy przychodzi stosowna chwila, te odpowiedzi się pojawiają. Jedna, potem następne. W tym procesie powinna była, o tu użyję wyjątkowo tego słowa, pomóc wam religia, ale zamiast skierować ją ku Bogu, użyliście jej do własnych celów, głównie walki o dominację.
Wielu z was opłakany stan dzisiejszej religii bardzo nie odpowiada, poszukujecie winnych nadużyć, fałszu i wypaczeń. Jeśli chcecie ich znaleźć, to spójrzcie na siebie samych. To wy stworzyliście ten świat, jakim dziś jest. Nie ma tu nikogo poza wami, odpowiedzialnego za jego kształt. To wy wnieśliście weń lęk i ból. Nie są one potrzebne, ale jako doświadczenia wybraliście właśnie je. Dla was stanowiły ważny element waszego procesu tworzenia życia na Ziemi. Teraz przyszedł czas, że zaczną znikać z waszej świadomości, ustępując miejsca miłości. Ja już podjąłem tę decyzję i wy również, więc razem przygotowujemy pole do nowych, wspanialszych zaistnień. Chyba że znów zmienicie zdanie, wtedy odłożymy nowe doświadczenia na czas jakiś i powrócimy do nich później.
Moc jest jak zawsze w waszych rękach.

Wydaje się, że codzienność jednak przeczy temu, co mówisz. Żyjemy tak uwikłani w świat, wydarzenia i problemy, poganiani nieustannym brakiem czasu, chcielibyśmy to zmienić, gdybyśmy tylko mogli.

Nie bierzesz pod uwagę faktu, tak, faktu, że stworzyliście sami iluzje własnej niemocy, przekonanie, jakoby warunki i wydarzenia kształtowały was, a nie odwrotnie. Prawda jest taka, że to wy kierujecie nimi i tak jak na początku, macie, każdy z was posiada nadal, pełną władzę nad niebem i królestwami ziemi. Nic się nie zmieniło.

Może posłużysz się jakimś przykładem, abym mógł to zrozumieć jaśniej?

Wydaje ci się, że żyjesz przeciętnie 80 lat, jesteś mężczyzną, musisz regularnie się odżywiać, jesteś wrażliwy na zimno i rozmaite choroby. Żadne z tych stwierdzeń nie jest prawdziwe. To są twoje wyobrażenia na własny temat. Prawda jest inna - jesteś Istotą Boską, nieograniczoną czasem ani przestrzenią, bez określonej płci i cielesności, wolną, kochającą Boga i tożsamą z Nim. Jesteś Bogiem. Ja z całą swoją mocą Boska nie jestem większy od ciebie. Od żadnego z was. Jesteśmy Jednym.

Obawiam się jednak, że to spojrzenie za bardzo odbiega od codzienności.

Nie, to wy tak twierdzicie, setki ludzi na świecie doświadczają tej Prawdy co dnia.

Tak, ale oni są Mistrzami.

Myśl o własnych ograniczeniach zrodzona z indywidualności sprawiła, że zaczęliście postrzegać przebudzonych jako specjalną klasę ludzi, wyjątek od reguły, pomimo iż oni stale twierdzą coś przeciwnego. Stąd iluzja Mistrzów na zewnątrz, iluzja zewnętrznych Nauczycieli i Przewodników. Jesteśmy tylko Ja i ty, czyli tylko jedno Ja w miłości, i nie znamy różnic. Skąd więc mieliby wziąć się odrębni nauczyciele?

Ale przecież dobrze jest mieć człowieka, który poprowadzi, wyjaśni i pomoże w przebudzeniu.

Nie, nie jest dobrze, jeśli na twojej drodze ktoś zajmuje miejsce przynależne Bogu, to bardziej przeszkadza niż pomaga. Mówię tutaj nie o teorii, ale o praktyce powszechnej na tym świecie. Tworząc Mistrzów, przywiązujecie się do nich, i obdarzając ich cechami, których zdaje się wam nie posiadacie, rozbudowujecie jeszcze iluzję, w której żyjecie. Do istniejącego muru dokładacie jeszcze jedną cegłę. Zrozumiałeś?

Wydaje mi się, że tak. Ale co w takim razie powinniśmy zrobić?

Wstrzymać tworzenie świata. Skierować się ku Bogu. Odejść od tej masy kłębiących się myśli, wyobrażeń, sądów i ocen. To one właśnie są rzeczywistym tworzywem waszego świata. To paradoks, że to, co postrzegacie jako najbardziej ulotne i tak eteryczne, że aż nie istniejące, jest jedynym substancjalnym elementem waszego świata.

Jak więc wygląda prawdziwy świat? Co nim jest naprawdę? Czy będziemy w stanie to zrozumieć?

Ależ to bardzo proste. Prawdziwy świat to Światło. Słowo "świat" to skrót od słowa "Światło". Drogą ku Światłu jest miłość ku Niemu. Nie ku ludziom, Stworzeniu i światu. Miłość ku Miłości, Bogu, Prawdzie, Wszechmiłości, jakkolwiek zechcecie To nazwać. Mniej myślenia, a więcej kochania, to najlepsza wskazówka dla was.

Odczuwam pewna trudność w podążaniu za tokiem Twoich myśli.

Nic nie szkodzi, powtórzę to jeszcze jakieś dwieście razy.

Miłość ku Bogu?

Miłość do Boga.

Jak się Jej nauczyć?

O, to jest dobre PYTANIE!
Trzeba zacząć zmieniać swoje życie, porzucać po kolei przyzwyczajenia i nawyki, opierając się na rozsądku lub miłości, jeśli już Ją odczuwacie. Myśleć o Bogu, o Jego bliskości, miłości, oddaniu. Starać się zbliżyć do Niego przez medytację i modlitwę. On jest, widzi i słyszy każde słowo. I nawet jeśli nie dostrzegacie od razu efektów waszych próśb i wysiłków, wiedzcie, że one są, że nic się nie marnuje, ani jeden gest, ani jedno spojrzenie. Wszystko, co robicie w tym kierunku, zbliża was ku Miłości i Bóg błogosławi wasze wysiłki. Kiedy wasza wrażliwość wzrośnie, zaczniecie odczuwać Jego żywe odpowiedzi na wasze zwroty ku Niemu, na razie nie jesteście w stanie ich dostrzec.

Boskie oddanie? Nasza religia nic o tym nie wspomina.

Nie wspomina o wielu aspektach Boskości, o miłości, oddaniu, skromności, która może dla was być przykładem. Mówi o władzy, potędze, gniewie, podkreśla to, co jest dla niej samej istotne, nie dla Boga. Wyznawcy musza bać się Boga, inaczej religia straci nad nimi władzę.
A jeśli Ja mam wszystko i mogę wszystko, czyż muszę demonstrować Moją władzę? Wasz świat jest przykładem, że nie musze i nie robię tego, dając zawsze pierwszeństwo miłości przed wszystkimi innymi stanami i cechami, jakie Mi przypisujecie. Macie wolność tworzenia i budujecie świat, jaki chcecie, przecież w myśl waszych teorii mógłbym zniszczyć to wszystko w jednej chwili - a jednak pomimo wielkości "zła" nie czynię tego. Dlaczego?
Bo nie jestem Bogiem zniszczenia, ale miłości, i wy jesteście Moimi dziećmi, a jednocześnie Mną samym. Na razie rozumieją Mnie jedynie nieliczne jednostki, ale wkrótce i to się zmieni.

Nasuwa mi się pytanie dręczące od stuleci różne szkoły duchowe - czy Bóg jest osobowy, jak twierdzą jedni, czy nieosobowy, jak twierdzą inni?

Stwierdzenia, że Bóg jest Osobą czy też bezosobowym Absolutem, są w tej samej odległości od Prawdy. Jest On osobowy i nieosobowy, i jeszcze czymś więcej. Istotą jest nie tyle oddawać się rozważaniom o Jego domniemanej naturze ujmowanej w kategoriach tego, co zna umysł, ale odejść od słów i POZNAĆ, jak jest naprawdę.

Jak więc poznać?

Umysłem nie ogarniesz Boga, ale doznasz Go czystym i kochającym sercem. Drogą ku poznaniu Boga, rozpoznaniu swojej Prawdziwej Natury, ujrzenia swej twarzy, jaką miałeś jeszcze przed narodzinami, jest miłość. Miłość ku Bogu, Prawdzie, Miłości czy jak To nazwiesz. I to jest wyzwanie dla ciebie i każdego z was. Miłość jest kluczem, który otwiera bramy Niebios. Kochasz, zbliżasz się, wchodzisz i spoglądasz Bogu w Jego kochającą Twarz.

Mam wrażenie pewnej nieokreśloności, jaka wkrada się w naszą rozmowę, nieokreśloności pojęć, których używamy, skąd mogą powstawać nieporozumienia.

Umysł tworzy pojęcia i ma skłonność zamykać się w nich, to, co odczuwasz jako niewygodę, "jakby grunt usuwał się spod nóg".

Dokładnie.

To jest, zamierzone przeze Mnie, postawienie znaku zapytania przy myślach, pojęciach i sądach po to, byście mogli przejrzeć ich relatywną, iluzoryczną naturę i abyście uwolnili się od tyranii wyobrażeń umysłowych o tym, co jest prawdą. Przestaniecie wtedy gonić za chęcią zamknięcia wszystkiego w pojęciach, poukładania i, jak to nazywacie śmiesznie, "zrozumienia", ale zdacie sobie sprawę, że warto szukać gdzie indziej, z innej strony. Warto kochać i szukać miłości, bo to ona ciebie i was wszystkich wyprowadzi z ciemności w Światło. I jeszcze jedno - nie będzie to miłość do żadnej rzeczy stworzonej, tylko do Najwyższego, jak Go niezrozumiale nazywacie. Każda inna powiększa tylko wasze uwarunkowanie, a ta jedna wyzwala.

Nie ma innej drogi?

Nie ma innej dobrej.

A medytacje, jest ich bez liku?

Medytacje służą różnym rzeczom. Gdyby matka mogła się nauczyć miłości do dziecka przez medytację, wtedy miałaby ona wartość.
Jeśli medytujesz, bo kochasz, względnie chcesz się nauczyć kochać Boga, to w porządku, to najwyższy cel medytacji. Jeśli w innym celu, to osiągniesz z pewnością jakieś korzyści, ale nie dotkniesz tej najważniejszej wartości - miłości.

Czytam, słucham, a to, co mówisz, jest dla mnie nieuchwytne.

To dlatego, że nie uchwyciłeś miłości. Staracie się "poznać" umysłem i "zrozumieć", a tymczasem przyklejacie tylko nowe nalepki na stare pojęcia i w tym procesie nie ma nic nowego. Najwyżej posiądziecie biegłość w żonglerce słowami tu umieszczonymi, nic więcej. Pozostawcie umysł i skierujcie się na drogi miłości, a zaraz wiele spraw stanie się jasnych "samych z siebie". Idźcie ku miłości i za Nią, a reszta sama się rozjaśni. Zaufajcie Mi. I kochajcie Mnie.

O, to doskonała wskazówka. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do myślenia i nieustannego przetwarzania informacji.

Że jesteście jak człowiek, który wiele wysiłku wkłada, żeby na prostej drodze wykopać głęboki dół, a potem zaraz w niego wpaść!

To nie może być takie proste.

To kolejna pułapka, kolejna konstrukcja umysłowa. To jest takie proste. Przygotowuje drogę miłości. Idź na bezdroża umysłu, mając Boga za Przewodnika. A znajdziesz, dotkniesz, przyjdzie miłość i pozostanie. Spotkasz Boga. Twarzą w twarz. Spotkacie się w miłości.
Potrzeba wam więcej luzu, a mniej napięcia, więcej radości, więcej polotu. Nie męczcie tak waszych umysłów, one nie są od tego. Kierujcie się ku miłości, a z czasem wszystko wyjaśni się samo.

To Twoja obietnica?

Raczej przyrzeczenie. Prawda ma to do siebie, że można Ją sprawdzić. Doświadczyć i przekonać się na "własnej skórze". A Ja właśnie tylko o tym mówię. Miłość jest realna i Bóg jest realny. Ja to wiem, Ty to wiesz i każdy może się o tym przekonać sam. O ile odstawi łopatę, przestanie kopać dół i skieruje się ku miłości. Na tej drodze zaraz pojawiam się Ja. Wasza miłość jest magnesem, któremu nie jestem w stanie się oprzeć. Kochajcie Boga, a resztę pozostawcie na boku.

A co w takim razie z tzw. "codziennym życiem", ono wymaga od nas skupienia, uwagi i myślenia.

Naprawdę? I cóż jesteście w stanie wymyślić? Większość wydarzeń i tak jest od was niezależnych, a te, które wydają się zależne - wydają się takimi... Jeśli jesteś w stanie spojrzeć za zasłonę rzeczy, a miłość daje taką możliwość, to ujrzysz prawdę - nawet jedna myśl nie powstaje bez woli i interwencji Boga. Cała nasza rozmowa dzieje się w Bogu i jest przez Niego inspirowana, nadawana i odbierana. To dotyczy każdego człowieka.

Czy płyną z tego jakieś głębokie wnioski?

Oczywiście, cokolwiek zrobisz, ty czy ktokolwiek, i tak nie "wyjdziesz" poza Boga. W głębokim sensie nie jesteś w stanie zrobić nic. Wszystko, co czynisz i co czyni każdy człowiek, w istocie czynię Ja. Tobie się tylko wydaje, że jest inaczej.

Wczoraj w medytacji, za którą Ci dziękuję, odczuwałem wyraźną odrębność "ja osobowego". Opiszę ten stan jako odczuwanie "swoich" cech, "siebie" i jednocześnie świadomości, że to pewna naleciałość, nie "Ja" prawdziwe.

Tak, to krok w dobrym kierunku, owoc twojego zwrotu ku Bogu.

W ten sposób nie ujawniając się, Jesteś.

Jestem podstawą wszystkiego. Moja świadomość jest areną, na której rozgrywa się tragedia czy też, jak twierdzą ci bliżsi prawdy - komedia życia. Nierzeczywisty pląs ułudy.

Pląs ułudy... Złudne istoty, złudne cele, co jest rzeczywiste?

Bóg jest Rzeczywistością i tylko On, reszta jest boską grą. Ty i wy jako osobowości bierzecie w niej udział. Zapomnieliście jedynie, że ta gra nie jest rzeczywista, to film, w który tak się zaangażowaliście, że zapomnieliście, że jesteście aktorami. Obudźcie się wreszcie!

Ale jak to zrobić?

Tu sprawa jest prosta - należy zwrócić się do Boga, aby to On pokierował tym procesem i podjąć wysiłek zwrotu ku Niemu. Tak w skrócie wygląda droga do przebudzenia każdego z was.

Co powinno składać się na taki wysiłek, jesteśmy różni, ale być może są jakieś elementy wspólne?

Jest ich wiele, po pierwsze sposób życia. Każdy z was jest tak przywiązany do spraw ziemskich, rodziny, pracy, przyjaciół, rozrywek, że nie ma czasu łączyć się ze Mną i poznawać Moje zdanie odnośnie swego życia. Ja mówię stale, jedynie wy nie chcecie Mnie słuchać. Ponieważ jednak Moich Słów strzegą prawa, które działają niezależnie od tego, czy w nie wierzycie, czy nie - wasze życie wygląda tak, jak wygląda, obciążone nieporozumieniami, zawiedzionymi nadziejami, rozczarowaniami i nieszczęściami.
W rzeczywistości są to sygnały od wszechświata dla każdego z was, abyście zawrócili i podjęli drogę powrotną do Źródła. Niestety tego również nie rozumiecie, a wydaje się wam, że pojmujecie tak wiele. Macie rację - wydaje się wam. Ta książka ma na celu uświadomienie najprostszych spraw i wprowadzenie tych, którzy są na to już gotowi, z powrotem na drogę ku Bogu.
Droga ku Bogu to rewolucja w świadomości polegająca na wypalaniu energii wiążących was z materialnością i usuwaniu ich, tak aby mogło zajaśnieć Światło. Skutkiem tego procesu zmienia się sposób życia - macie mniej "rozrywek", mniej kontaktów towarzyskich i mniej zamętu w głowie, wasze związki z "najbliższymi" rozluźniają się i przechodzą na inną płaszczyznę, na której odczuwacie pogłębiającą się więź z Bogiem i całym Życiem. Pierwsze kroki na drodze ku Bogu to częściowe odchodzenie od spraw świata, ograniczanie kontaktów do niezbędnego minimum, świadome nieangażowanie się w sprawy innych.
Druga sfera to oczyszczenie z brudów przeszłości. Niezbędna do tego jest nauka medytacji. Potraficie spędzić lata w szkołach i uniwersytetach, przyswajając masę informacji, a nie chce wam się spędzić kilku minut dziennie na pożyteczny trening umysłu przynoszący wiele błogosławieństw podczas całego życia.
Medytacja oczyszcza umysł, zmniejsza podatność na choroby, usuwa wiele dolegliwości fizycznych i psychicznych, poprawia sprawność umysłową. Jest tak ważna, że prawdą jest, że życie bez medytacji jest stracone.

Jak medytować? Czy jest jakaś najlepsza, uniwersalna metoda?

Jest, lecz to, co powiem znacznie odbiega od tego, co zwykliście uważać za sens medytacji. Kluczem jest bowiem nie technika, ale intencja, z jaką medytujecie. Stokroć ważniejsza jest odpowiedź na pytanie: PO CO to robicie? Czy pragniecie kontaktu z Bogiem, życia z Nim w miłości i oddaniu, czy macie jakieś inne cele.

Medytacja jest jak pojazd, któremu intencja wyznacza cel, nie technika.

Jeśli podejmiecie wysiłki z dobrym i właściwym zamiarem z pewnością szybko zbliżycie się do Mnie. Nie szukajcie daleko, weźcie to, co macie pod ręką. Ja na lata całe naprzód wiem, czego wam potrzeba i tak aranżuję sytuację, abyście mogli znaleźć to, co jest wam potrzebne na drodze ku Mnie.

Czy masz tu na myśli jakieś specjalne książki, kursy, nauczycieli medytacji?

Nie, każdy jest inny, powiem tylko: szukajcie, a znajdziecie, proście, a będzie wam dane. To jest uniwersalna reguła we wszechświecie.

Można skorzystać z opisanych w tej książce.

Można, można skorzystać z innych. Wy jesteście Moi i wszystkie książki są Moje, wszystkie drogi wiodą ku Mnie, wszystkie metody medytacji są Moje.

Zatem nie możemy nie natknąć się na Ciebie, dokądkolwiek się zwrócimy.

Czy zmierzacie ku Mnie, czy odwracacie się ode Mnie, i tak wasze spełnienie jest we Mnie. To Ja decyduję o tym, kto, kiedy i w jaki sposób przychodzi do Mnie. Dotyczy to każdego z czytelników tej książki.

Czy tej drodze do Ciebie będą towarzyszyły jakieś szczególne znaki?

Będą, ludzie dziś potrzebują znaków, cudów po to, by się w pełni przekonać o prawdziwości tego, czego doświadczają, sprawia to brak siły wewnętrznej udrażniającej kanał do komunikacji z wnętrzem. Stąd polegają na tak zwanych znakach. Najgorszym przeciwnikiem na drodze duchowej są wątpliwości, przysparzają tak wiele zamieszania i cierpień.

O tak, pamiętam sprzed laty to przekleństwo. Co robić w takich wypadkach?

Zająć się czymś pożytecznym, pozwalając sytuacji wyklarować się samej. Przerywać niepotrzebne rozmyślania, zazwyczaj prowadzą one donikąd. Tracicie wtedy tylko moc duchową, nie zyskując nic w zamian. Moja wskazówka jest więc następująca - przestańcie główkować, zajmijcie się czymś pożytecznym, a problem sam się rozwiąże. Pozostawcie sprawę czasowi.

Czy to prawda, jak jest napisane w niektórych pismach mistycznych, że takie okresy "nocy duszy" są znakiem zbliżania się do Ciebie i działania Twej łaski oczyszczającej z ziemskich bytów?

Tak, z tym że mówimy o różnych sprawach, wątpliwości spotykane są na etapach wstępnych podróży, natomiast "noce duszy" dotyczą ludzi mających już pewne doświadczenie w kwestiach duchowych. To jakby stanięcie przed niewidzialną barierą, oschłość i pustka w spełnianiu powinności duchowych, medytacji, służbie innym. Człowiek ma wtedy przekonanie, że traci czas i nie posuwa się ani o milimetr do przodu. Prawda jest taka, że posuwa się i to bardzo, przestaje wtedy np. szukać własnego zadowolenia w tych czynnościach, a zaczyna je spełniać dla Mnie. To są niezbędne próby duchowe przed pójściem dalej.

Jeśli idzie o mnie, to nie przypominam sobie tego typu wydarzeń.

Twoja karma jest inna i idziesz inną drogą.

Czy mógłbym wiedzieć, czym różni się moja droga od dróg innych ludzi?

Nie.

Czy mogę wiedzieć, dlaczego tak jest?

Nie.

Czy mogę wiedzieć, dlaczego odmawiasz mi odpowiedzi?

Tak. Te informacje nie są ci do niczego potrzebne. Ani tobie, ani nikomu innemu.


ˆˆˆ góra


Copyright © 2001-2013 Portal AstralDynamics, Wszelkie prawa zastrzeżone
Uwaga: Redakcja AD nie ponosi odpowiedzialności za opinie użytkowników przedstawione na forum.
Mapa strony, Ostatnio szukane, Powered by Vegan CMS, Pozycjonowanie stron, Design by halley
Liczba osób na czacie: - Wejdź na czat