www.astraldynamics.pl - portal - forum
piątek, 15 listopada 2019
» Strona główna   » Działy   » Odsyłacze   » Do pobrania   » Czat   » Szukaj  
Newsletter

E-mail:





Losowy cytat:

Chcesz wiedzieć o nim prawdę? Policz, ile ma krawatów, a ile książek.



07-Część druga - Rozmowy (fragment 5)
Jesteś w: Działy » Rozwój duchowy » Pierwsze kroki ku miłości

Część druga - Rozmowy (fragment 5)

  • Nie potępiam nikogo...
  • Esencja bóstw
  • Awatar i Mistrz
  • Życie Sai Baby w Indiach
  • Energie religii
  • Współ - czucie
  • Aborcja

Nie potępiam nikogo...

Powiedziałeś mi dość kontrowersyjną rzecz...

Słucham?

Że nie potępiasz korupcji.

Korupcja jest tylko jednym z problemów, jaki was trapi, was i wasze społeczeństwo. Rządzący powinni bardziej zwracać uwagę na wspólne dobro, a nie na dobro swoje i swoich znajomych. Jeśli bym miał coś przeciwko takim praktykom, już dawno mielibyście wielkie kłopoty. Po prostu widzę, jak wygląda rzeczywistość i na czym się opiera. Poza tym - Ja nie jestem od potępiania, Jestem Miłością.

Przyznam, że jednak z Twoich ust to dość kontrowersyjne stwierdzenie.

Każdy, niezależnie od swoich uczynków, ma stale otwartą drogę ku Mnie, zawsze jest szansa powrotu, nawet dla ludzi pełnych złej woli, brutalnych i okrutnych. Każdy i zawsze może się do Mnie zwrócić, a nie zostanie odtrącony. Przy okazji - mam kilka wskazówek dla wszystkich rządzących.

Chętnie je zapiszę.

Po pierwsze niech mają świadomość tego, że jest Ktoś, kto śledzi z zainteresowaniem ich poczynania, widzi wszystko, wszystko słyszy i wszystko pamięta.
Po drugie, że ten Ktoś nie jest ich przeciwnikiem, a wprost przeciwnie, jest im nieustannie przychylny.
Po trzecie, że jest On nieustannym źródłem nowych pomysłów, rozwiązań, podpowiedzi i pomocy.
Po czwarte, że bardzo chętnie będzie dzielił się tym, co ma, jeśli tylko zostanie o to poproszony.
Po piąte, że nigdy nikogo nie potępia ani nie odrzuca, co więcej, jest w stanie swym działaniem zmniejszyć ciężar wydarzeń oraz złagodzić konsekwencje wcześniejszych błędów.
Po szóste chroni wszystkich, którzy się do Niego zwracają.
Po siódme pomoże zmienić trudne problemy w proste zadania do wykonania.
Po ósme zdradzi tajemnice dotyczące ludzi, ich zamiarów i posunięć, jakie należy wykonać.
Po dziewiąte weźmie na siebie wszelkie ciężary i niedogodności związane ze sprawowaną funkcją.
Po dziesiąte będzie chronił integralność osobistą przed działaniami z zewnątrz.
Po jedenaste osłabi pozycje negatywnych sił.
Po dwunaste zajmie się i krajem czy obszarem działania, i dokładnie pokaże, co jest do zrobienia i co należy przygotować.
Po trzynaste obdarzy wglądem w przyszłe wydarzenia i da czas na przygotowanie.
Dla Mnie nie ma rzeczy niemożliwych, czekam tylko na zwrot ku Mnie z waszej strony.

To ładna propozycja.

Możecie Mnie trzymać za słowo. Władzy zazwyczaj towarzyszy samotność. Często nie można nikomu zaufać. Ja jestem osłodą tej samotności i wiernym towarzyszem. Więc kiedy nie ma się do kogo zwrócić, Ja jestem i czekam z Moją Miłością.

Dziś we śnie namawiałem młodego aktora, by zwrócił się do Ciebie, a on, wychowany w duchu materialistycznym, nie chciał tego zrobić. Przyszedłeś i otoczyłeś go swą słodką Miłością.

Jestem we wszystkich, również w ludziach uznawanych za sławnych.

Co powiedziałbyś człowiekowi wykonującemu taki zawód?

Aktor, polityk, ksiądz, policjant - zawód nie ma tu znaczenia. Każdy w każdej chwili może otworzyć się na Mnie i zwrócić z prośbą, abym uczestniczył w tym, co ma zrobić, zagrać, powiedzieć. Oczywiście pewne tematy są tabu: szerzenie nienawiści, nacjonalizm, kult cierpienia i smutku. Do tego nie przyłożę ręki.
Żyjcie w radości i miłości i niech one towarzyszą wam co dnia, gdziekolwiek jesteście i cokolwiek czynicie.

Esencja bóstw

Witaj mój drogi Gurudev, mam dziś znów kilka pytań do Ciebie. Powiedziałeś, że pierwsi chrześcijanie powtarzali: "Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną", i skupiając swą uwagę na sercu, dochodzili do głębokich stanów zjednoczenia z Bogiem. Dużo czytałem na ten temat. Modlitwa hezychastyczna przetrwała do dziś dnia w chrześcijaństwie obrządku wschodniego. Czy i dziś jest właściwa?

Nie, i to z wielu powodów. Pierwszy jest taki, że ludzie dzisiaj są inni, mają bardziej rozwinięte i "cięższe" umysły niż prości ludzie pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Dzisiaj bardzo trudno oddzielić w tej wierze ziarno od plew. Przez wieki narosło tyle bałaganu i wręcz ewidentnych bzdur, zmyślonych dogmatów i fałszywych prawd, że nie jest to dobra droga.
Chrześcijaństwo w swych licznych odłamach jest trwałym elementem tego świata, produktem ludzkiego umysłu i jego machinacji. Nie można wziąć jednej rzeczy - w tym przypadku modlitwy, o której wspomniałeś - nie wchodząc w kontakt z całą resztą. Mówię tu o sferze energii i jej subtelnym wpływie na umysł. Człowiek prawdziwie religijny nie może być wyznawcą żadnej religii, jeśli oczywiście poważnie traktuje to, co robi.
Religia powstaje na styku Boskości i ludzkości i wybierając jedno, odrzucasz drugie. Nie myśl przy tym, że religia sama w sobie ma jakąś wartość. Należy na nią patrzeć z praktycznego punktu widzenia, czy służy jednoczeniu człowieka z Bogiem, czy odzwierciedla właściwie oryginalne boskie emanacje: radość, szczęśliwość, miłość. Religia jest środkiem, a nie celem, przeciwnie, niż sądzi dzisiaj większość ludzi. To Bóg jest jedynym celem, a nie zgromadzenie wiernych czy jakikolwiek kościół.
Nie możesz właściwie odebrać Boskości, jaką jest, jeśli są w tobie nagromadzone pokłady zatęchłej tradycji, a sam na dodatek uważasz je za coś wartościowego. Jeśli tak czynisz - jesteś w pułapce.

Mówiłeś mi wcześniej, że trzeba też oddzielić formę od treści, tzn. postać historyczną Jezusa od jej esencji.

Esencja to właśnie Bóg, a ona wszędzie jest ta sama, w największym zbrodniarzu, szatanie - gdyby istniał, byłaby tą samą, co i w postaci Jezusa. Jeśli to rozumiesz, to wiesz również, że podział na dobro i zło jest względny, wynika bowiem z ludzkiego, ograniczonego punktu widzenia wydarzeń i ich oceny. Z absolutnego punktu widzenia wszystko jest dobre i konieczne i wszystko wydarza się z boskiej inspiracji, cokolwiek o tym pomyślą ludzie.
Jeśli przedkładasz postać, ciało, obraz nad ożywiającą je esencję, to jesteś w błędzie. To pewna, subtelna postać bałwochwalstwa, chociaż jest pomocna na początkowych stopniach ścieżki duchowej - jako ośrodek skupienia uwagi i kierowania tam swej miłości. Ale to jedynie etap wstępny i jeśli nie postąpisz dalej, odkładając formę na rzecz treści, to sam opóźniasz swój marsz.
Nieuchronną konsekwencją wędrówki drogą duchową jest zrozumienie, że esencja jest wszędzie ta sama, i w Bogu, i w człowieku, nie należy więc zbyt wiele uwagi poświęcać formie, aby nie przesłoniła słodyczy tego, co przynosi sama treść.
Temat religii jest bardzo obszerny i co pewien czas będzie powracał w naszych rozmowach w różnych aspektach. Na razie chcę, abyś wiedział, że każda religia jest dziełem człowieka, płodem ograniczonego, ludzkiego umysłu usiłującego pojąć i wyjaśnić Nieskończoność. Na pewnym etapie nie warto żadnej z nich poświęcać uwagi, kierując się wprost ku Istocie. To samo dotyczy wszelkich nauk duchowych, dawnych i teraźniejszych.
Miej ufność w Moje słowo i nim się kieruj, a nie intelektualnym odbiorem czyichś dzieł, chociażby były uznawane przez ludzi za najświętsze. Większość i tak jedynie czci je, a nie stosuje, bo nie jest w stanie ich pojąć, dosięgnąć sobą ich poziomu. Kiedy już masz owoc w dłoni, po co wspinać się na drzewo?

Baba, powiedziałeś, że Kriszna, Rama, Sai - tak, zaś Budda i Jezus - nie, dlaczego?

O, jest wiele powodów. Jeśli chcesz mieć wierny obraz, musisz patrzeć w czyste zwierciadło, prawda?
Bóg jest mądrością i miłością, lecz też wielką, niepojętą szczęśliwością, samą esencją radości istnienia. Sai, Rama, Kriszna - kierując swą myśl ku tym przejawom Boskości, łączysz się właśnie z tymi emanacjami. Kierując ku innym - obciążasz niepotrzebnym zwracaniem uwagi na cierpienie za rzekome grzechy świata.
Z Buddą sprawa jest inna, tradycja czci go jako wielkiego i oświeconego nauczyciela, lecz nie jest to postać, podobnie jak i Jezus, formatu Awatara.

Przed laty w Jerozolimie w Bazylice Grobu, tuż obok Anastasis, ujrzałem wizję Jezusa, obraz, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Stał w lśniącobłękitnej, oblamowanej złotem szacie, spod kopuły spływał na niego strumień jasnego, subtelnego światła. Miał przymknięte oczy, a cała twarz wyrażała niesłychane szczęście, odwrócenie od świata, pogrążenie w boskiej głębi. To było cudowne, przez chwilę dane mi było odczuć to, co czuł.
Po drugiej stronie nawy stałeś jako Baba i z uśmiechem patrzyłeś mi prosto w oczy. Co to znaczyło?

Jezus większość swego życia uczył się, potem nauczał innych. Walczył ze swą ludzką naturą i nieobce mu były człowiecze rozterki. Niektórzy twierdzą, że był przez to bardziej ludzki, tak jakby wątpliwości i wahania mogły prowadzić do czegoś dobrego.
Te wizje były ci wtedy potrzebne chociażby dla zwrócenia uwagi na te jakże pomijane i zapomniane aspekty boskiego istnienia - szczęśliwość i radość.
Ja nie muszę trwać w kontemplacji, medytować o szczęściu czy specjalnie odrywać od spraw tego świata, kontakt z nim mi nie szkodzi i zawsze jestem taki sam - szczęśliwy, że nie masz pojęcia. Po prostu taki jestem i gdybym nie był tym, kim jestem, to powiedziałbym, że się taki już urodziłem.

Ale zaraz, skoro już o tym mowa, chcę Ci zadać pytanie lżejszego kalibru, z gatunku tzw. głupich. My się rodzimy, a Ty skąd się wziąłeś?

Istniałem zawsze. To słowo oznacza, że zanim jeszcze powstał ten wszechświat, zanim została powołana do życia materia, z którego on się składa - byłem. Byłem, jestem i będę, i tak po prostu jest, te trzy czasowniki nie są odrębnymi stanami, lecz jednym wyrazem Istnienia.
Czas jest ograniczeniem w świecie materii. Im "wyżej", tym trwanie i jego odczucie bardziej stabilne, aż do poziomu, gdzie czas przestaje istnieć i pozostają jedynie miłość, radość, szczęście - prawdziwie Boski Byt.
Przeszłość, czas, przyszłość to jedynie wydarzenia bez istotnego związku z rzeczywistym życiem i jego pełnią, którą jest miłość Stwórcy.

Czy to znaczy, że masz swobodny dostęp do przeszłości i też możesz ją swobodnie modelować, wpływając np. na wydarzenia teraźniejsze?

Jesteś przyzwyczajony do myślenia kategoriami przyczynowo - skutkowymi, tymczasem istota wszelkich procesów leży w tym, że to Bóg decyduje o przebiegu wszystkich wydarzeń, i tylko umysłowi wychowanemu na naukowych baśniach wydaje się, że jest inaczej.
Wszystkim kieruje miłość. To Bóg tworzy świat wciąż na nowo, w każdej chwili utrzymując jego istnienie. Część z tego ludzie zwą przeszłością, część przyszłością, ale tak naprawdę jest to wielka boska zabawa. Swój los pozostaw więc miłości, a ona ułoży wszelkie sprawy dla twego ponadczasowego dobra i uczyni to doskonale.
Pojęcia czasu, przestrzeni, obecności "ja" osobowego rozwiążą się same w stosownym dla tego czasie, wtedy pojmiesz te zagadnienia z łatwością, a dziś nie pomogą żadne tłumaczenia. Bawi mnie odpowiadanie na twoje pytania i czynię to z ochotą. Czy masz coś jeszcze na dzisiaj?

Ty znasz przyszłość, prawda? Nie żebym chciał ją poznać, ale powiedz, jak ją tworzysz?

Na to składa się wiele czynników, mam coś niby klocki, to są wydarzenia, które prędzej czy później nastąpią. Podrzucam to wszystko do góry, a jak spadną, to patrzę, jak się ułożyły. To cała tajemnica.
Moim celem jest ludzkie szczęście. Tak układam wydarzenia, aby doprowadzić doń każdego człowieka jak najkrótszą drogą. Czasem wiedzie ona przez ból i cierpienie, czasem jest usłana różami. Będąc miłością, nie mogę postępować inaczej, a ludzki umysł nie pojmuje Mnie zupełnie.

Mam wyraźne wrażenie, że oba tematy poruszane poprzednio - religię oraz ten dowcipny opis Ciebie - dzieli wielka przepaść. Rozmowa o religii jest obarczona ciężką gatunkowo energią, czego nie ma zupełnie, kiedy mówisz o Sobie. Wprost przeciwnie, jest gorąco duchowe, Twój żar energii, radość i uniesienie.

No i masz odpowiedź, jaka jest różnica pomiędzy Boskością a jej ziemskim odbiciem.
Każda religia jest płodem ludzkiego umysłu i chociaż jej wizje Boga są obdarzone pewną siłą wyrazu, to jednak są jak obrazy na ekranie - pełne kolorów, lecz nierealne. Dlatego musicie nauczyć się patrzeć na to, co jest poza zasłoną zarzucaną przez ludzkie umysły.
Bóg przychodzi do człowieka w swej oryginalnej postaci i kiedy to następuje, na ogół nie ma wątpliwości, z kim ma się do czynienia.

Na chwilę chciałbym powrócić do przeszłości, do tych nauczycieli duchowych, których miałem wcześniej. Niektórzy wywarli na mnie głębokie wrażenie. Teraz pozostałeś wyłącznie Ty, z czego zresztą bardzo się cieszę. Ale jak mam spojrzeć na swą przeszłość?

Traktuj to wszystko jako wielką łaskę od Boga, nie ugrzęzłeś w materii, nauce, dorabianiu się. Wiele wydarzeń cię poruszyło, z wieloma nie mogłeś się pogodzić, lecz bez nich nie byłoby dnia dzisiejszego.
Teraz już nie musisz wisieć u niczyjej klamki, licząc na łaskawe słowo mistrza. Masz mnie.

Chętnie będę więc wisiał u Twojej klamki.

To niepotrzebne, moje drzwi są zawsze otwarte, nawet nie musisz pukać.

Awatar i Mistrz

Baba, dziś rano jasno pokazałeś mi, że po pierwsze Budda wcale nie sięgnął szczytów samorealizacji, a po drugie nie była mu dostępna najwyższa mądrość, i jego osiągnięcia, jak wielkie by nie były, są jedynie cząstkowe.

To prawda. Urodziwszy się w ludzkim ciele, trudno jest zerwać łańcuch łączący z materią. Co innego Awatar, ów przychodzi niejako z drugiej strony, wolny od więzów z samej swej natury.
Ludzie tacy jak Siddhartha dążą ku szczytom, a tutaj szczyt szczytów sam zstępuje pomiędzy ludzi, ze swego wyboru żyje jak człowiek. Budda nie zgłębił prawdy absolutnej, jedynie ujrzał jeden z jej aspektów, zdobył wielki rozgłos jako jeden z wielkich nauczycieli ludzkości. Dzisiaj istnieją inne, prostsze ścieżki wyzwolenia.

Ma to związek z Twoim przyjściem tutaj.

Tak, ja nie przyszedłem z pustymi rękami.

Baba, a przed laty, kiedy interesowałem się buddyzmem tybetańskim, miałem sen, w którym ujrzałem wirującą mandalę z postaciami joginów i bóstw, a za nią bezkresną, jasną przestrzeń, i usłyszałem słowa: "manifestacja natury umysłu". Co to znaczy?

To inicjacja prowadząca do realizacji pewnych aspektów umysłu, nie przywiązuj do tego wagi.

Naszły mnie dziś refleksje, że Twoje przyjście zapoczątkowało zupełnie nową epokę w dziejach tej planety. Nawet Krishnę, poprzedniego Awatara, znało jedynie kilku najbliższych uczniów. Ciebie zna już kilkadziesiąt milionów. Może powinniśmy zacząć liczyć lata nowej ery - od dnia Twych narodzin.

Na to nie liczę ani tego nie potrzebuję. Przyszedłem, aby dać ludziom miłość, pokazać drzwi do światła, o których już niemal zapomnieli. A szukam miłości do Boga, czułości, ciepłych uczuć, uśmiechów, spojrzeń kierowanych wzwyż.
Sława, znaczenie - to głupstwa, którymi mami się ten świat, mnie są niepotrzebne.

[...]

Powróćmy jeszcze na chwilę do buddyzmu. W młodości wskutek medytacji Zen miałem wspaniałe doświadczenia wielkiej miłości, radości, braku "ja" osobowego. Niedawno zetknąłem się z buddyzmem tybetańskim linii Karmapy i lamą z Danii uczącym chyba jakiejś skautowskiej jego odmiany.
Te kilka minut - kiedy już pojawił się na sali, a jeszcze nic nie mówił - było bardzo miłych, napływała miła, ciepła energia. Gdy zaczął wykład, czar prysł. Cóż, drogi lama musi się jeszcze wiele nauczyć. Hasło wywoławcze - buddyzm.

W przeszłości, tj. w poprzednich inkarnacjach, miałeś z nim kontakt, stąd te zainteresowania. Nie jest on drogą dla ciebie chociażby dlatego, że nie ma w okolicy dobrych nauczycieli, którzy naprawdę rozumieją, o co w nim chodzi.
Buddyzm jest drogą błędną, o ile nie ma się na uwadze tego podstawowego celu istnienia, jakim jest zjednoczenie w miłości ze Stwórcą, jakkolwiek by się Go nie nazwało.
Pomijać aspekt miłości, właściwie nie aspekt, a esencję istnienia, to jak zjadać skórkę, a wyrzucać pomarańczę. Niektórzy pojmują to instynktownie i łatwo przechodzą ponad rafami fałszywej duchowości, inni całe życie chodzą w mnisich szatach, bucząc mantry, i nie widać w nich żadnych pozytywnych zmian.
Podobnie jest ze wszystkimi religiami, tworami ludzkiego umysłu, dobrymi, o ile rozumie się, że każda jest jedynie drogowskazem prowadzącym jak najdalej w Nieznane, gdzie nie ma już ludzkich dróg.
Kiedy zrozumiesz to w pełni, nie będziesz więcej pytał o sprawy religii i pozostawisz na zawsze ten umysłowy bałagan. Religia to produkt ludzkiej myśli skażonej żądzą władzy, bogactwa, pożądaniem, pychą, jest fałszywym światłem na drogę życia, dając mnóstwo scenografii, zamiast wskazywać na Źródło Istnienia i uczyć z Nim kontaktu. Na tym, jeśli pozwolisz, chciałbym zakończyć rozważania o istocie i wartości religii ziemskich...

[...]

Wczoraj pytałem Cię o buddyzm tybetański. Jest sporo mnichów, którzy potrafią rzeczy niezwykłe: pokonywać olbrzymie odległości, stawać się niewidzialnymi, przenosić przedmioty bez dotykania etc. W nocy śniło mi się, że publicznie lewitowałem. Było mi trochę głupio, bo czułem w tym jakieś nadużycie.
Do trójki obserwujących mnie dzieci skierowałem nieco dziwne pytanie: "wiecie, co to jest?", mając na myśli unoszenie się w powietrzu. Po chwili jedno z nich odpowiedziało: "głupota", a ja pojąłem, że to dobra odpowiedź.

Wciąż jeszcze mylisz osiągnięcia płynące z praktyki medytacji typu "cudownych zdolności" z głębokim duchowym zrozumieniem rzeczywistości, które przychodzi wyłącznie przez rozpoznanie podstawy wszystkich zjawisk, którą jest Boska Miłość - i życie z Nią.
Te zdolności, jakkolwiek cudowne i robiące wrażenie by nie były, to głupoty - doskonała odpowiedź w ustach niewinnego dziecka. One wcale nie służą rozwojowi i nauce miłości, a co więcej, stanowią wielką przeszkodę na drodze ku wyzwoleniu.
Nie należy zatem dążyć do ich wypracowania, a uzyskany czas skierować na rzeczy wartościowe, na skierowanie się całym sobą ku Bogu.
Reszta to po prostu głupoty i nowe kajdany nakładane na człowieka.
Miłość się liczy i tylko ona, bo jedynie owo słodkie, wznoszące ku Bogu uczucie jest motorem każdej prawdziwej, dobrej zmiany w człowieku. Ono przynosi oczyszczenie z błędów i skalań przeszłości, chroni, tuli i wznosi istotę ludzką ku wyzwoleniu.

Chciałbym Cię prosić, abyś był stale obecny w moim myśleniu, bo widzę, jak osobowość odwraca uwagę od Ciebie i kieruje ją ku utartym ścieżkom. Pomóż mi zerwać z przeszłością, tradycją i tym osobowym schematem istnienia i kieruj ku swej cudownej radości i dobroci.

Życie Sai Baby w Indiach

Opowiedz mi Baba o swoim życiu w Indiach, jak Ci tam jest? O co chciałbyś, żeby ludzie Cię prosili? Co Ty sam chciałbyś im dać?

Mam dla nich wszystko, również dobro najwyższego rzędu, czyli siebie samego. Wielu prosi o sprawy materialne i część z nich otrzymuje to, czego pragnie.
Inni proszą o dobra duchowe, miłość, krok w kierunku Boga, i te prośby są Mi szczególnie miłe.
Ale największą radością są ci, którzy proszą o Mnie samego, o stopienie z Moim Bytem na zawsze. Nazywają to wyzwoleniem, pragną go, przeczuwając wielką, nieziemską słodycz uniesienia i zjednoczenia w miłości z Boskością. Ci są pod moją szczególną opieką, sprawiam, że stają się świadomi Mej obecności, Mego głosu, Mojego kierownictwa w każdej chwili swego życia, ich umysły stopniowo odwracają się od świata i kierują ku Mnie.
Ekspansja jest mym życiem, ekspansja od wewnątrz, z ludzkiego serca w świat.
A co do Indii, cóż, kraj jest piękny i dobrze mi się w nim żyje. Jest wielu ludzi naprawdę kochających i oddanych, więc mam wiele radości. Ale wiedz, że żadne wydarzenia ani warunki zewnętrzne nigdy nie mają wpływu na mój stan wewnętrzny, jakże mogłoby być inaczej. Stale jestem szczęśliwy, pełen miłości i radości, bo po prostu tym jestem. Tak, jestem Bogiem na Ziemi. Przyszedłem, by przynieść światło dla potrzebujących mnie serc i jest to jedyny powód mej inkarnacji.
Miłość dojrzewa, rozwija się w ludzkich sercach i duszach. Nadszedł czas, by wspomóc ją z zewnątrz, umocnić to, co dobre, dla naszego wspólnego dobra, bo przecież mieszkam w sercu każdej istoty.

Baba, jeśli opublikuję te notatki, oskarżą mnie o herezję albo i o szaleństwo. Jak można rozmawiać z Bogiem?

Co się przejmujesz, wszystko, co się wydarza, i tak jest boską decyzją. Rozumiejąc to, można śmiać się i cieszyć ze wszystkiego. Szydercy szydzą, bo taką mają rolę, niedowiarkowie grzęzną w wątpliwościach, bojaźliwi się wahają, kilkoro, garstka widzi światło i za nim podąża, a reszta jest obojętna - i to wszystko jest dobre.
Nie dzieje się nic, co nie byłoby wolą boską. W każdym, nawet najdrobniejszym wydarzeniu kryje się czar boskiego udziału i koncepcji. Śmiej się więc razem ze mną, ciesz się, bo to jest teatr, a ty już znasz autora!
Wszystko jest radością, miłością i szczęściem, bo nie ma miejsca, gdzie nie byłoby Boga!
Bawmy się razem, to życie jest właśnie po to!

Energie religii

Dlaczego, jeśli skierować uwagę ku religii, napływa tak ciężka energia, przecież jeśli ten ruch ma związek z Tobą, powinien raczej unosić duchowo, dawać wzlot i radość. Czemu jest inaczej?

Zasadnicza przyczyna to ludzie i ich mentalność. Od pierwszych lat studiów wszczepia się przyszłym duchownym, że są solą tej ziemi, czymś lepszym od pozostałych, powołanymi i wybranymi, by nauczać i prowadzić. To wiedzie do rozbudowy ja osobowego i samo jest wielkim obciążeniem.
Ci, którzy mieli służyć, zaczynają rządzić, czując się poza i ponad ludzkim prawem. Cóż, jest to jedynie pewna forma arogancji, nic więcej.
Jeśli pragniesz władzy nad innymi, rządu dusz, lub chcesz uwić sobie ciepłe gniazdko na resztę życia, to twoje drogi zupełnie, ale to zupełnie rozmijają się z boskimi.
Jak można twierdzić, że hierarchowie są równi książętom krwi, a najwyższy kapłan stoi ponad królami tej ziemi? To przerost formy nad treścią, chytra próba zajęcia najlepszego w ziemskim mniemaniu miejsca.
Duże pieniądze dają osobowości ludzkiej poczucie władzy i pewności siebie. To wpływ subtelny, lecz przemożny, odcinający od żywego źródła, które bije wewnątrz.
Jeśli jesteś władczy i wyniosły, to nie chcesz słuchać; jeśli uważasz się za mądrego, to nie chcesz się uczyć; jeśli myślisz, że stoisz ponad innymi, jest to sytuacja wygodna i nie chcesz tego zmieniać. Próżność, wysokie mniemanie o swych zaletach, pragnienie władzy nad drugim, przekonanie, że jest się wybranym przez Boga i posiada uprzywilejowany dostęp do prawdy absolutnej, błędny stosunek do dóbr materialnych - oto niektóre powody, dla których religia dnia dzisiejszego przeżywa ostry kryzys. Jak widzisz, jej stan jest związany z ludzką osobowością, która próbuje przejąć kontrolę i zdobyć wyłączność w sprawach boskich. Jest to niemożliwe, a im system dogmatów i tak zwanych prawd wiary bardziej rozbudowany, tym wyższe i trudniejsze do pokonania mury twierdzy. Trudniejsze do przejścia - z obu stron.

Baba, czy możemy już zakończyć ten temat, ciężko mi się to pisze. Wolę coś, co daje więcej radości, nie chcę już grzebać się w tym błocie. Pożartujmy...

Jeszcze tylko zakończę myśl. Jeśli chcesz zakosztować boskiej miłości, musisz zaufać Bogu całkowicie i zdecydowanie odłożyć na bok wszelkie wierzenia i religie, czyli wszystko, przy czym majstrowały ludzkie umysły. A potem po prostu czekać z ufnością w Mądrość i Moc, która stworzyła ten świat.

Co znaczył sen, który miałem dzisiejszej nocy? Śniło mi się, że jeden z dawnych znajomych potraktował mnie wręcz skandalicznie i to jeszcze w zamian za wielką grzeczność, którą mu wyświadczyłem. Byłem tak wzburzony, że chciałem go zaraz obić, aż się obudziłem.

W podświadomości nosisz ukryte energie przywiązań, tych nabytych sympatii i niechęci, i czy chcesz tego, czy nie, mają one kolosalny wpływ na twój odbiór rzeczywistości. Darzyłeś go tak wielką sympatią, że zaciemniało to właściwe widzenie tego, co się z nim działo. Wolny od tego związku będziesz mógł spojrzeć na rzecz z dystansu, Moimi oczami, nie troszcząc się o jego byt, wiedząc, że to działa Moja miłość, która nie pozwala zbytnio brykać naturze ludzkiej. To dla jego dobra, aby nie popadł w prawdziwe kłopoty, będzie się działo wiele, bowiem on wiele dostał ode Mnie.
Mądrość i doświadczenie życiowe musi czasem przyjść przez trudy i cierpienia natury niższej. Porzuć więc te związki i zwróć umysł ku Mojej Miłości, a wkrótce ujrzysz ją wszędzie.

[...]

Już chyba trzeci raz dzisiaj usłyszałem od Ciebie, że religia katolicka zabija duszę, czy możemy o tym porozmawiać?

Możemy porozmawiać o wszystkim.

Dla wielu ludzi to, co przeczytają, będzie szokiem.

Jestem specjalistą od burzenia obrazów, szczególnie zaś tych, co przesłaniają Światło. Dlatego z całą mocą powtórzę - katolicyzm dziś jest religią, która nie zasługuje na to miano. Jego wpływ na duchowość człowieka, rozumianą jako zbliżanie się ku Bogu, jest negatywny. Rozpowszechnia błędną doktrynę, a obraz Boga, jaki stworzył, jest fałszywy. Skutek jest taki, że niszczy ludzkie dusze, zamiast je wspomagać na drodze ku Bogu. Taki jest skutek poszukiwań władzy nad ludźmi, a nie Boga.

To bardzo ostre słowa.

Mój drogi, zadałeś Mi pytanie, a Ja udzieliłem odpowiedzi. Co zrobisz lub zrobicie z tą wiedzą, to już wasza sprawa. Dajecie się zwodzić na manowce, ulegacie słabościom ziemskim, a wasza "religia" pokazuje wam, że tak być powinno, jest to właściwe. Bóg czy kościół, miłość czy lęk, pokora czy autorytet, oddanie Bogu czy władza nad innymi? Wybór jak zawsze należy do was, nie musicie przecież Mnie słuchać. Jedynie cierpienie, które wywołujecie działaniami opartymi na błędnym widzeniu rzeczy, może kiedyś da wam do myślenia.

Tysiące ludzi nie uwierzy w to, co powiedziałeś.

Ależ wcale nie musi! Tysiące ludzi ma tu jeszcze do spełnienia wiele dzieł związanych ze światem materialnym i czekają ich jeszcze liczne wcielenia ziemskie. Taką wybrali drogę i Ja to szanuję. Jest jednak garść tych, którzy umieją patrzeć i widzieć rzeczy, jakimi są, nie dając się ogłupić.

Ostre słowa.

Pytasz, a Ja odpowiadam tak, jak uważam za stosowne. Ty skupiasz się na słowach, a Ja widzę rzeczywistość tej "religii" i co ona czyni z człowiekiem, jak odbiera mu światło i niszczy miłość do Boga w sercu. Daj Mi więc wypowiedzieć się swobodnie, bo dziś godzi się powiedzieć prawdę.

Mam wątpliwości co do jakiegoś efektu, jaki wyniknie z czytania tej książki, to są przecież też tylko słowa.

Moje słowa mają moc, która dociera do serc przygotowanych ludzi i przygotowuje ich na następny krok ku rzeczywistości, ku miłości, i to jest sens tej książki. Zmiany są niewidoczne, niedotykalne, ale bardzo głębokie. Nawet jeśli ludzie nic nie wprowadzą w życie, to ono i tak się już zmieni, i to z wielu powodów. Widząc Moją relację z tobą, pomyślą, że skoro ty mogłeś, to i oni również mogą znaleźć Mnie, i to już będzie wielki krok naprzód. Bo w końcu dlaczego nie? Wielu przyjmie naturalne, wyrażone tu prawdy jako wskazówkę dla siebie samych i będzie im się żyło lżej, lepiej, pogodniej, radośniej, szczęśliwiej. I o to właśnie Mi chodzi. Przecież o nic innego, tylko o wasze dobro.

[...]

Jakiś czas temu, nagle, bez myślenia o tym ani udziału woli, znalazłem się w pokoju obok papieża. Wizja była bardzo realistyczna. Wspaniale się czułem - otulony i unoszony na falach Twej miłości. Byłeś tuż obok, z serca płynęła słodycz, subtelna energia, która kierowała się ku klęczącej, zatopionej w modlitwie postaci w bieli.
Modlił się wtedy za świat, wiem, że do Matki Boskiej. Widziałem, jak jest drogi Twemu sercu, a jednak jak trudno mu jest wznieść się w górę.

To wychowanie i wykształcenie księży sprawia, że kurczowo trzymają się doktryn i litery, bojąc się opuścić znany teren i dać swobodnie unieść w boskich objęciach.
Lęk jest bardzo trudną barierą do pokonania. Pewną ulgę przynoszą niektóre kontemplacje, lecz wkrótce i tak myślenie powraca na stare tory. Umysł lubi dużo mówić, ale nie lubi słuchać. Trzeba nauczyć się wsłuchiwać w ciche szepty boskości, którą każdy nosi w swym sercu.
Mężczyzna, o którym wspomniałeś, jest mi bardzo drogi, z wielkim, szczerym bólem patrzy na losy świata i gorąco modli się o jego pomyślność. Tym samym w ukryty sposób stwierdza, że Bóg się myli, dając światu rzeczy niepotrzebne i bezwartościowe. Właściwa modlitwa powinna dotyczyć indywidualnego kierowania na boskie ścieżki, bo ich zrozumienie daje wolność od cierpień.
Nie trzeba też prosić o wypełnienie się zamiarów boskich, bo przecież stale się one wypełniają.
Nie należy prosić, aby wygrała wybory ta czy inna partia, bo i tak wygrają ci, którzy mają wygrać, i nie ma w tym błędu. Jeśli już, to można zanosić prośby o oczyszczenie i uspokojenie umysłów oraz oświecenie dla wszystkich.
Błędem, i to wielkim, jest mieszanie się do polityki, szczególnie w sposób ukryty i zawoalowany, jak to ma miejsce obecnie.
Błędem jest nauczanie innych, jeśli samemu nie żyje się prawdami, które się głosi. Błędem jest walka o władzę, wpływy, majątki i dobra materialne. W tej walce prowadzonej w przekonaniu, że zdobędzie się zasługę w boskich lub ludzkich oczach, kryje się ziarno zdrady zasad, które leżą u podstaw duchowości.
"Panie, daj mi to, co Ty uważasz, że jest mi potrzebne, abym nie musiał w nic poza Tobą się angażować. Udziel swej łaski odwrócenia od świata i jego problemów, abyś mógł skierować mnie ku Tobie. Usuń z mej wiary, spal w ogniu Twej miłości to, co błędne i niepotrzebne, mimo iż mi może wydawać się święte". Oto są słowa, które chciałby na pewno usłyszeć Bóg od ludzi, którzy są mu prawdziwie oddani, nie tylko zawodowo.

Pokazujesz mi rzeczy i wprowadzasz w sprawy, które są wielkie, uczysz głębokiego zrozumienia życia i, co najważniejsze, głębokiego odbierania Ciebie. Pytanie tylko, czy mogę to wszystko przedstawić ludziom i opublikować, tak jak to powiedziałeś wcześniej. Pal sześć, że uznają mnie za pomylonego, bo wielu nie dorosło do zrozumienia tego, co mówisz, ale czy nie jest to forma iluzji ego? Upublicznianie czegoś, co powinno pozostać prywatne, bo ujawnienie tych rozmów przyniesie mi duchową szkodę.

Nie jesteś już zainteresowany tym światem i wiesz już, że wszelki z nim kontakt przynosi raczej upadki niż wzloty.

Boję się jednak, że stracę Ciebie i sprzeniewierzę się, idąc za głosem może pragnienia pokazania czegoś... sam nie wiem, jak to nazwać.

Nie zajmuj się swoimi motywami, one są nieszkodliwe i na dzisiaj w porządku, kieruj się ku Mnie, to jest wartość prawdziwa.
To prawda, że publikacja tych naszych rozmów może być i będzie dużym wstrząsem, ale nalegam, abyś to uczynił. Zrób to dla Mnie i miłości, którą chcę objąć wielu ludzi w świecie zewnętrznym.
Ta praca przyniesie wiele pożytku, zmieni wiele umysłów, kilkorgu dojrzałym do tego wskaże dalszą drogę.
Oto jej cel - nieść radość, miłość, szczęście i usuwać im z drogi wszystkie przeszkody.
Niech zwyciężą Miłość, Radość i Szczęście!

Współ - czucie

Dziękuję Ci Baba, że tak zmieniasz muzykę, której słucham. Słyszę w niej i czuję, jak płynie Twoja miłość albo jak śpiewający cieszą się. Nie ma tego zupełnie, gdy słucham tych samych utworów poza domem.

Naturą człowieka jest szczęście, nie to płynące z pomyślnych wydarzeń życiowych, lecz wewnętrzne, niezależne zupełnie od spraw materialnych, a przy tym daleko potężniejsze, wszechobejmujące, wieczne. Odrzucać je na rzecz cierpień i żalów, to odwracać się od Boga.
Porzuć wszelkie przywiązanie do spraw tego świata i daj mi się unieść poza jego obręb. Będziemy bardzo szczęśliwi oboje, a raczej ty będziesz tak szczęśliwy, jak Ja jestem stale.

Różne doktryny duchowe uczą o konieczności współczucia innym ludziom w cierpieniu, niektórzy twierdzą nawet, że jest ono najwyższą ścieżką, motywując do bezinteresownych działań. Jak jest naprawdę?

Tak, istnieje taki pogląd, taka wiara. Prawda jest jednak nieco inna. Najwyższą drogą jest miłość, nie współczucie czy cierpienia. Jedyne współ-czucie warte polecenia to wsłuchanie się w boski głos płynący z serca, ów słodki dźwięk odczuć, współ-odczuwanie nastrojone nie na tony ziemskie, lecz wprost przeciwnie, odwrócone od świata i skierowane ku Bogu. To wespół-czucie jako jedyne unosi, a każde inne obniża loty albo wręcz pogrąża.

Czy to znaczy, że nie należy współczuć bliźnim w ich cierpieniach i nieszczęściach?

Tak, to dokładnie to znaczy. Jeśli możesz, a jednocześnie czujesz boski impuls, to winieneś nie współczuć, a pomóc w usunięciu cierpienia i jego przyczyn. Ale swe odczuwanie masz kierować wciąż wzwyż, ku Bogu, nie ku energiom ludzkim.
Ludzie cierpią z wielu powodów. Jedni chorują, inni potracili majątki, domy bliskich, jeszcze inni nie potrafią lub nie mogą ułożyć sobie życia tak, jakby tego chcieli, i cierpią. Czy będziesz im współczuł? A jeśli tak, to co to tobie i Mnie da?
Często cierpienia wynikają z głupoty, ciemnoty albo nienasyconych pragnień. W ten sposób ludzie uczą się wartościować to, co ich spotyka. Na sobie samych przekonują się, jak ziemska miłość przeradza się w zazdrość czy gorzką nienawiść, ambicja rujnuje to, co w człowieku najwartościowsze, żądza sprawia, że ślepną i popełniają głupstwa.

Mam wrażenie, że pokazujesz tylko jedną stronę rzeczy.

Tak, bo za tym wszystkim kryje się Boska Miłość i upadając dwadzieścia razy, za dwudziestym pierwszym podnosisz się i idziesz dalej, i to jest wielka radość.
Współczucie rozumiane na sposób ludzki kieruje twój umysł ku ziemi, to nie jest dobre. Czy myślisz, że Bóg nie wie, iż ludzie cierpią, a co więcej, że tak naprawdę nie jest to Jego decyzja, która czemuś służy? Wiesz, jak jest naprawdę, więc nie przesadzajmy z tym przydawaniem znaczenia cierpieniu, bo tam go po prostu nie ma.
Nie trzeba wcale cierpieć, by być dobrym człowiekiem, iść do Boga i rozwijać się duchowo. Wprost przeciwnie, są lepsze i prostsze drogi, wśród nich ta najprostsza - słodkiej miłości. Poza tym najpierw należy pomóc sobie, a potem brać się za usuwanie cierpień innych. W zrozumieniu praw duchowych i podążaniu drogą ku Bogu kryje się wolność od wszystkich cierpień - dla wszystkich.
Zbliżcie się wszyscy i zacznijcie współ-odczuwać wraz ze Mną. Niech Miłość prostuje wasze ścieżki.

Aborcja

Przepraszam Baba za zmianę tematu, ale jaki jest Twój pogląd na sprawę aborcji?

Człowiek nie stworzył życia i samowolnie nie powinien go odbierać. Są jednak czynniki przemawiające za koniecznością takich zabiegów, czynniki społeczne, medyczne i psychologiczne.
Co do samego zabiegu, to ostateczny głos powinien należeć do kobiety, bo to ona bierze na siebie główny ciężar przyszłego wychowania potomstwa lub też ciężar psychiczny związany z przeprowadzonym zabiegiem.
Nie można generalizować i dopuszczać zabiegów zawsze lub też ograniczyć je do zera. Praktyka nie zaślepiona żadnym fanatyzmem pozwoli zawsze znaleźć złoty środek.
To nieprawda, że życie embrionu jest święte już od chwili poczęcia, człowiek to coś więcej niż tylko ciało.
Człowiek skierowany wewnętrznie ku Bogu będzie wiedział, co powinien uczynić w takiej sytuacji. Trzeba prosić Najwyższego, aby w jasny sposób przekazał swoją wskazówkę.
Życie cielesne nie ma wartości absolutnej i to dotyczy również eutanazji. Czasem lepiej jest skrócić cierpienia i jest to całkowicie zgodne z działaniem miłości.
Nie są to sprawy, które dałyby się łatwo skodyfikować, ludzie boją się wielu nadużyć.

Baba, mówisz o tych sprawach, a wciąż mam wrażenie, coś niby słaby blask, że to i tak Ty decydujesz o wszystkim, o chwili narodzin i śmierci.

To prawda, dlatego ciężar dyskusji powinien być raczej przeniesiony na to, jak poznać boską wolę odnośnie tych spraw oraz jak dostosować życie do prawdy, że to nie człowiek decyduje o początku i końcu. Stąd powinna wynikać postawa spokojnej rezygnacji z wysiłku wpływania na bieg zdarzeń, obserwacji ich przebiegu z umysłem skierowanym ku Bogu. Taka postawa rozwiązuje łańcuch przyczynowo-skutkowy i niweczy skutki tak zwanych błędnych decyzji.
Ludzi dręczą wyrzuty sumienia i zaszczepione poczucie winy, tymczasem, przeciwnie niż sądzą, mają nikły, ba, żaden wpływ na bieg wydarzeń.

Baba, stąd więc wynika, że to Ty jesteś także przyczyną ludzkich cierpień i nieszczęść, czyż nie tak? Jednym dajesz miłość i wolność, innym kajdany i ciemność.

Nikt nie dostaje czegoś, co nie byłoby mu w głębokim sensie tego słowa potrzebne i na co by się wewnętrznie nie godził. Cierpienia i nieszczęścia są skutkiem tak wielu czynników, ale zgoda, że muszę to zaakceptować i odmierzyć każdemu, co się należy. Ale gdyby nie bolesna operacja chirurgiczna, wielu pacjentów by nie przeżyło.
Pomyśl o tym także, że jestem w każdej istocie jej cząstką żywą i czującą, więc udzielam tego wszystkiego również sobie samemu. Jednak czy dziecko nie jest warte męki porodu?

Wciąż nie potrafię zrozumieć, czemu to robisz, przecież może być inaczej.

Właśnie ci to tłumaczę, patrzysz na te sprawy jedynie z bardzo wąskiego punktu widzenia. Widzisz tylko materialne skutki, ale nie dostrzegasz wcześniejszych przyczyn, które dziś w ten właśnie sposób przynoszą owoce żądz, pragnień, ambicji, nienawiści, okrucieństwa, fanatyzmu i konieczności spalenia tego w boskim ogniu miłości.

W tym wszystkim, co mówisz, widzę i czuję płomień Twojej miłości, nawet w tak skrajnych zjawiskach jak fanatyzm religijny czy nacjonalizm.

Bo ona tam jest, jednak nie w postaci czystej, taka może istnieć tylko poza światem form. Dobrym przykładem jest woda, podstawa życia, zmieszana z ziemią, materią, daje błoto.
Stare przysłowie mówi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja wszędzie widzę miłość, radość, szczęście, i ty, zbliżywszy się do mnie, będziesz widział to samo.
To twój wychowany na innych poziomach bytu umysł nie może pojąć nieuchronnej konieczności pewnych wydarzeń i związanych z nimi cierpień. Ale większość z nich wynika wyłącznie z niezrozumienia praw życia i chęci osobowego urządzenia się, życia według reguł, które ten świat uznaje za słuszne, wbrew prawom boskim.
Patrząc na cierpienia wynikłe z utraty własności i związków, których kurczowo się trzymamy, możemy powiedzieć, że są one błogosławieństwem lub, inaczej, skutkiem korzystnego dla nas, jako całości istoty ludzkiej, obrotu losu.
Kataklizmy i nieszczęścia, naświetlane przez media jako tragiczne, zmuszają ludzi do zmiany systemu wartości i innego spojrzenia na życie, wyrywają z rutyny i zastoju, spalają wiele przywiązań i negatywnych skłonności.
Jak widzisz, mają więc swój aspekt pozytywny i są potrzebne. Bez nich - uwierz mi - ten świat byłby nie do zniesienia, opanowany do cna przez pewne siebie i uparte ludzkie osobowości.
Patrząc na sprawę globalnie, są dobrem, stanowiąc niezbędny element realizacji boskich zamiarów. Dzisiaj to stwierdzenie może być zbyt szokujące, lecz wynika to jedynie z ciężaru ludzkiej zasłony ignorancji. Po latach, niektórzy dziesiątkach, inni może setkach lat, spojrzą wstecz i zobaczą wyłącznie wielką radość i ogromne szczęście we wszystkich bez wyjątku kolejach swego losu.
Ostatecznym celem wszystkich przemian jest pełny wyraz boskiej miłości przez tę ludzkość. Wszystko, co temu służy, jest dobre i pochodzi ode Mnie.

Prostym wnioskiem stąd może być, że rozmyślne przysparzanie cierpień innym jest czynnikiem sprzyjającym ich wyzwoleniu.

Dodaj, że wnioskiem idioty. Chęć zaszkodzenia komukolwiek przyniesie negatywne owoce przede wszystkim tobie. Negatywne to znaczy niemiłe wydarzenia w tym lub kolejnych żywotach.

Gdzie zatem jest klucz - różnica pomiędzy dobrym a złym działaniem wyzwalającym bądź niszczącym, bo przecież jesteśmy ludźmi, podejmujemy różne decyzje i nie mamy zbyt wielu możliwości wyboru.

Różnica leży w intencjach czynu oraz w świadomości, która cię do niego popycha. Jeśli jesteś blisko Mnie i słuchasz uważnie, to działasz na Mój sposób i twój umysł nie wprowadza ograniczeń.
Te same czyny mogą być motywowane niskimi instynktami, zazdrością, odwetem, i tutaj prędzej czy później otrzymasz rachunek do zapłacenia i wewnętrznie będziesz obserwował całą tę grę ze zrozumieniem, że to żywa Boskość poucza cię w taki oto sposób.
To z kolei da impuls do kierowania się ku czynom korzystniejszym dla ciebie, a później do nauki bardziej harmonijnego współdziałania z wolą wyższą, opanowania pragnień i żądz, skupienia na wartościach duchowych.
W ten sposób zmierzasz wewnętrznie ku coraz większej świadomości Boskości i pełniejszego z Nią stopienia, aż do poziomu, gdy nie ma już dwojga, a staje się Jedno.

Jednak uparcie jak osioł wrócę znów do oskarżania Ciebie, jak mogłeś dopuścić do tego, aby było tak wiele głodu, cierpień i wojen.

Posłuchaj mnie uważnie. Radość z huśtania na huśtawce polega na wysokim wychyleniu z punktu równowagi, do którego jednak siłą rzeczy musisz powrócić. Siła rzeczy oznacza tu prawa, które rządzą tym wszechświatem, tą Ziemią, człowiekiem.
Każdy cień wskazuje kierunek światła, a tym bardziej potrafisz je docenić, im dłużej żyłeś w ciemnym lochu.
Ta Ziemia i wszystko, co się na niej dzieje, jest wciąż piękna i pełna uroku, pełne uroku i radości jest ludzkie życie, a pod jego podszewką dzieją się tajemnicze i cudowne wydarzenia inspirowane przez kochającego Stwórcę. Jak możesz patrzeć tylko na ciemną stronę? To życie jest przecież piękne, sam to dobrze wiesz, więc nie przesadzaj z tymi ponurymi tonami, za dużo naoglądałeś się telewizji.

To prawda, muszę przyznać, że nie mam powodów do narzekań, przeciwnie, bardzo się cieszę, że żyję tutaj, teraz, że spotkałem Ciebie i dajesz mi kosztować swej jakże słodkiej miłości. Czasem tylko jeszcze odbije mi się starym sposobem myślenia.

To dobrze, że już to dostrzegasz. Siła przemian leży w utrzymaniu wysokiego stanu ducha i umiejętnym kierowaniu się pośród wydarzeń ku Boskiej Miłości oraz zgłębianiu Jej praw.
Wyrzucaj z umysłu niepotrzebne myśli. Jeśli nie masz od razu odpowiedzi na swe pytania, to po prostu je zostaw. Czasem muszę ci jeszcze wiele wyjaśnić dodatkowo i zainspirować nowe przemyślenia, byś mógł zbliżyć się bardziej do właściwej perspektywy.
Nauka i wznoszenie trwają bez ustanku i muszę ci wyjaśnić jeszcze wiele rzeczy. To, że nie boisz się pytać nawet w sposób obcesowy, to bardzo dobrze, przecież robisz to z pewnej przekory, bez złośliwości, a raczej dla zabawy. Dzięki temu pewne treści mogą się uwolnić, zostać dostrzeżone i wyjaśnione, a całość skierowana na nowe tory. Tak czyń dalej.

[...]

W nagłej wizji kilka dni temu pokazałeś mi, że musisz ofiarować pewnemu młodemu mężczyźnie cierpienie, wskutek tego że zmuszał swą żonę do zabiegu aborcji. Proszę Cię, wytłumacz to szerzej.

Zmuszanie do zabiegu powodowane egoizmem, troską o własne plany i interesy, a nie o życie, zdrowie czy przyszłość partnerki, jest naruszeniem boskich praw ofiarowanych jednostce.
To kobieta powinna sama zdecydować, o czym ci już wspominałem.
Miłość zna wszystkie intencje, sądzi sprawiedliwie i właściwie odmierza skutki. Tego mężczyznę czeka seria niemiłych wydarzeń.

Ale pozwolę sobie zauważyć, że ten człowiek nie wie dokładnie, co czyni.

A, tu cię boli. Gdyby był świadomy, co czyni, i tak postąpił, to skutki odczułby daleko mocniej.
Człowiek powinien słuchać swego wnętrza i prosić Boga w swym sercu, aby wyjawił mu swój zamiar i dał siłę, by iść za nim.

Ludzie są nieświadomi, toteż cierpią.

Tak, cierpienie uczy, leczy i oczyszcza. Owoc tych przejść nosisz w sobie wewnątrz jako zrozumienie, charakter i skłonności.

Czy wszyscy, którzy zmuszają innych do postępowania wbrew sobie, muszą cierpieć?

Tak, takie jest prawo.

Ale na ten przykład księża, przynajmniej niektórzy, wierzą święcie, że zakaz aborcji jest dobrem.

Jest wiele sposobów, aby się przekonać, jakie są boskie zamiary w tej i każdej innej sprawie.
Błędna wiara nie chroni przed cierpieniem, ona właśnie je powoduje. Takie są skutki, gdy ludzie chcą być mądrzejsi od Boga.

Ale nawet gdy Twoje słowa wyjdą drukiem, to też niewiele zmieni.

Mój drogi, pozostaw innych i ich naprawę Mnie. Jeśli nie chcą słuchać tego, co mówię, to niech szukają swojej drogi, przecież nikt im tego nie broni.
Ale niech wiedzą, że zbyt sztywne trzymanie się litery niszczy i zagłusza Ducha. To On jest ważny, reszta to tony zadrukowanego papieru i niepotrzebnie zniszczone hektary lasu. To też przynosi negatywne skutki.
Człowiek myśli, że posiada Ziemię, że wie, co jest dobre, sądzi, że niektóre księgi są święte i mądre. Wynika z tego tylko wiele bólu i cierpień zamiast miłości, szczęścia i radości. To ku nim jednak zmierza wszystko i w końcu wszystko roztopi się w Świetle.

Gdzie więc leży wolność od cierpień?

W prawym postępowaniu.

Tak, ale cóż to znaczy? Mówisz raczej o Twoich prawach, nie o ludzkich.

Tak, te prawa są dla każdej jednostki trochę inne, w zależności od jej poziomu, uwarunkowań i potrzeb.

Jak więc można rozpoznać, co jest właściwe, a co nie?

Pomocna jest znajomość zasad ogólnych, lecz rozstrzygające jest słowo, które człowiek słyszy w swym wnętrzu.

Większość ludzi jednak go nie słyszy.

Słyszą wszyscy - wewnątrz, jednak zewnętrznie myślą, że wiedzą lepiej. Kiedy porzucą swe błędne przekonania i w ciszy zwrócą się ku Ojcu z pytaniem - On odpowie...
Poza tym, to nie wolność od cierpień jest najważniejsza, ale miłość. Zniknięcie cierpień jest skutkiem ubocznym kroczenia po drodze miłości do Stwórcy. Jest to Jego dar dla oddanych i kochających Go ludzi.
Właściwe postępowanie wynika głównie z oddania się Bogu i powierzenia Mu wszelkich spraw, z prośbą, aby to On nimi pokierował na swój sposób, nie tak jak nam się podoba.
Druga sprawa to fakt, że niepotrzebnie przejmujesz się innymi, to i tak nic nie wnosi - większość te słowa i tak potraktuje jak kolejną bzdurę.

Tak, rzeczywiście wszystko jest dobre i doskonałe, po co poprawiać to, co jest.

Ta książka niesie wielki ferment, godząc w chore i zaśniedziałe podstawy myślenia jednostkowego i społecznego.
Jest jak policzek wymierzony opinii społecznej, policzek siarczysty, więc kilkoro ma szansę się ocknąć. Kilkoro, bo reszta jest tak zajęta konsumpcją i śpi tak głęboko, że nie zbudzi ich nawet mocne uderzenie w twarz. Najwyżej bekną sobie i odwrócą się na drugi bok. Zatem niech śpią dalej snem kamieni, aż kiedyś przyjdzie ich czas, bo przyjdzie na pewno.
Istota przemian leży w świadomości Boga i życiu w Jego miłości.
Wtedy rozumiesz, że ten świat jest rajem, bo to właśnie tutaj mieszka Bóg. Nie gdzieś daleko, ale tutaj i teraz jest Królestwo Niebieskie.
Wtedy umiesz spojrzeć na życie z Jego punktu widzenia i wszędzie widzisz to, co On - miłość, radość i szczęście.
Tak zwane nieszczęścia są nieuchronnymi skutkami wcześniejszych działań, lecz niosą również element nauki duchowej i nadzieję zmiany na lepsze. Cieszysz się więc również i z cierpień, widząc w nich oznaki działania boskiej Mądrości, która ingeruje w ludzki los i prostuje swoje ścieżki.
Ten świat jest rajem, cudownym miejscem do życia, kochania i śmiechu aż do ostatnich łez.

Dziękuję Ci, Baba, za Twoje doskonałe wyjaśnienia.

[...]

Czuję, że wciąż powraca mi temat aborcji i spraw z nią związanych, chcę Ci więc zadać kilka pytań. Czy możemy porozmawiać?

Tak, jestem gotów. Jestem stale gotów do rozmowy, pracy, wymiany myśli, uczestnictwa w twoim i każdym innym życiu, więc mów bez skrępowania.

Dlaczego czuję, że ten temat jest istotny?

Dlatego, że poruszył cię wewnętrznie i muszę ci teraz wyjaśnić, jak się sprawy mają, abyś nie trwał uczepiony jakiegoś szczegółu.
Dobre działanie przynosi dobre skutki, błędne decyzje niosą cierpienie, a jedne i drugie są elementami drogi rozwoju, którą kroczą ludzie.
Każdy działa stosownie do swych skłonności i przekonań, jednak jedni mają większą władzę niż inni i czasem chcą jej nadużywać. Powiedziałem czasem, choć raczej jest to regułą. Podobnie jest i ze sprawą aborcji, religią w szkole, stopniami na świadectwach itd.
Kościół uważa, że właściwym sposobem prowadzenia działalności na rzecz wartości boskich jest polityka faktów dokonanych i nieustannego nacisku na władzę rzekomo w imię ludzi wierzących. Nie rozumiem, dlaczego tak odwołują się do praw tych ludzi, a nie do boskiej inspiracji - gdzieś tu zupełnie zatracili zrozumienie. Czy Ja, gdybym chciał, nie mógłbym wprowadzić Moich porządków w jednej chwili?
Pojawia się pytanie: czy nawracanie na siłę może wzbudzić w kimkolwiek miłość do Boga, tę najwyższą wartość, istotę wszystkich religii? Odpowiedź jest prosta: nie może, nie ma takich przypadków.
Trzeba to dobrze zrozumieć, że Bóg nie potrzebuje tutaj swoich adwokatów i nie musi z nikim walczyć o wpływy na rząd czy parlament. Duchowni, jako przynajmniej w teorii oddani Bogu, najlepiej powinni rozumieć, że Ojciec może wszystko i wcale nie trzeba Go poprawiać.
Decyzje, które zostały podjęte, ograniczające dopuszczalność zabiegów, są błędne, podobnie jak zbędna jest religia w szkołach. Właściwą drogą jest pozostawienie człowiekowi swobody wyboru w zgodzie z tym, co czuje on wewnątrz.
Pozytywnym efektem tych decyzji będzie odwrócenie się wielu istnień od kościelnej polityki a zwrócenie ku Bogu. Dziś zbyt wielu wierzy bardziej w kościół niż mądrość i opiekę boską.
Ludzie dostali to, czego chcieli, może nie wszyscy, ale na pewno ci, którzy mieli władzę.
Droga takiej nauki jest trudna i bolesna i wiedzie przez liczne upadki i cierpienia, i jest to droga nie jedyna, a jedynie uciążliwa.
Decyzje naruszają wolność jednostki i przysparzają cierpień. Ich skutki spadną na tych, którzy je wydali. Wyobraź sobie, że np. jeden z obecnych biskupów narodzi się ponownie jako kobieta i wskutek zakazu aborcji będzie musiał urodzić kalekie dziecko. Tak oto miłość będzie przebijała się wśród trudów i nędzy ludzkiego bytowania.
Ty mnie pytasz: czy jest to sprawiedliwe? Tak, to jest sprawiedliwość, która każe zbierać owoce swych uczynków. A przecież są i inne drogi, łatwiejsze i prostsze, ale kto chce ich szukać, ludzie są mądrzy i dziś wszystko wiedzą lepiej. Ja zaś jak zwykle pozostaję na uboczu, z dala od zgiełku. Poszukuję ludzi kochających Mnie ponad sprawy tego świata.


ˆˆˆ góra


Copyright © 2001-2013 Portal AstralDynamics, Wszelkie prawa zastrzeżone
Uwaga: Redakcja AD nie ponosi odpowiedzialności za opinie użytkowników przedstawione na forum.
Mapa strony, Ostatnio szukane, Powered by Vegan CMS, Pozycjonowanie stron, Design by halley
Liczba osób na czacie: - Wejdź na czat