www.astraldynamics.pl - portal - forum
niedziela, 29 listopada 2020
» Strona główna   » Działy   » Odsyłacze   » Do pobrania   » Czat   » Szukaj  
Newsletter

E-mail:





Losowy cytat:

Dobrze pisać, to znaczy czynić myśl widzialną.

» Ambrose Bierce



Uzdrawianie Duchem - uzdrrawianie Światłem
Jesteś w: Działy » Rozwój duchowy » Artykuły starego portalu

Uzdrawianie Duchem - uzdrawianie Światłem

autor: RAFAEL

Moje spotkanie z Uzdrawianiem Duchowym zaczęło się trzy lata temu i stało się uwieńczeniem moich poszukiwań złotego środka. Ukoiło uczucie, jakie towarzyszyło mi przy różnych terapiach, praktykach duchowych i różnego rodzaju technikach, z jakimi pracowałem z samym sobą, a z czasem i z ludźmi, którzy przychodzili do mnie i prosili o pomoc.

Uczucie to zawsze gdzieś w głębi mej istoty podpowiadało mi, że to, co do tej pory poznałem, to jeszcze nie to, że gdzieś jest dla mnie coś jeszcze pełniejszego, mniej inwazyjnego i doskonalszego, a zarazem czystego duchowo - pełnego Miłości, Prostoty i Prawdy.

To uczucie prowadziło mnie do wciąż nowych poszukiwań i poszerzania świadomości, w końcu napełniło się radością przy spotkaniu z "Uzdrawianiem Duchowym".

A przynajmniej jest tak do teraz :)), gdyż zawsze towarzyszy mi jeszcze jedna, stała i niezmienna "świadomość", napełniająca mnie dreszczykiem emocji i pasją odkrywcy - od zawsze, bez względu na czas i miejsce, w jakim się znajdowałem, i bez względu na to, co nowego odkrywałem, pojawiała się ta sama myśl, ta sama świadomość - "To dopiero początek!". Tak też jest i teraz...

Wszystko, co napisałem poniżej, jest moim osobistym zdaniem i pewnym subiektywnym punktem widzenia i postrzegania, w którym za rok albo dwa z pewnością wiele ulegnie zmianie - miejcie to na uwadze. Pewną trudność sprawiło mi zamknięcie w słowie pisanym często bardzo subtelnych przeżyć i energii. Bardzo często miałem wrażenie, że opisując coś, czego doświadczyłem, zabijam to, określając to jakimś słowem, które tylko minimalnie opisuje daną rzecz.

UZDRAWIANIE Z POZIOMU EGO

Poziom Uzdrawiania Ego pojawia się, gdy uzdrowiciel sam ocenia, co i jak uzdrowić, na podstawie wyuczonej wiedzy, a nie wiedzy choćby odebranej z duchowego pola informacyjnego roztaczającego się wokół klienta, na podstawie której spokojnie można przeprowadzić analizę i diagnozę. Diagnoza zostaje oparta na wyuczonej wiedzy o problemie i stosowaniu technik postępowania adekwatnych do zauważalnych objawów. Dochodzi do sytuacji, w której klient z bólem fizycznym bądź emocjonalnym przychodzi po pomoc. W ciele energetycznym widać u niego zaburzenia, odbarwienia aury, braki energii itp. Uzdrowiciel, zgodnie z posiadaną wiedzą, ładuje energię tam, gdzie jej brakuje. Nie obchodzi go przyczyna zaistnienia takiego stanu. On po prostu zabiera się za łatanie dziur w aurze, doładowuje czakramy, ustawia energię człowieka tak, jak myśli, że powinno być, robiąc różne inne tego typu zabiegi, mające na celu doprowadzić ośrodki energetyczne w ciele i aurze do stanu według niego "naturalnego". Przyczyna nie zostaje uzdrowiona, więc z reguły na długo takie doenergetyzowanie nie wystarcza. Tak mniej więcej przebiega zabieg uzdrawiania u potencjalnego uzdrowiciela.

CIEMNA STRONA MOCY... (widziana z poziomu EGO)

Jak wszem i wobec wiadomo, form uzdrawiania jest tyle, co grzybów po deszczu, a z każdym rokiem jeszcze ich przybywa. Nie wspominając już o samych uzdrowicielach. Wystarczy zrobić kurs jakiejkolwiek formy bioenergoterapii - i mamy kolejnego uzdrowiciela.

W momencie kiedy zdolności bioenergoterapeutyczne nie wynikają z poziomu rozwoju duchowego, a z weekendowego kursu jakiejś tam bioenergoterapii, "uzdrowiciel" nakładający ręce, ładujący i przesyłający w chore i zbolałe miejsca energię ze swojego ciała do ciała osoby "chorej" jest w stanie "pomóc" przeważnie tylko na krótki czas i tylko tym, którzy mają niższą energię od niego samego. W bardzo wielu przypadkach energia, która jest przesyłana, bazuje na czerwonej, niskiej energii z różnorakimi zabarwieniami mentalnymi, wielorakimi myślokształtami, dążeniami i oczekiwaniami EGO oraz nie zawsze czystymi intencjami, nie wspominając już o materiale, jaki zalega w podświadomości, a który często jest również aplikowany nieświadomie osobie potrzebującej. W wielu przypadkach, nawet jeżeli intencje są szczere, dany bioenergoterapeuta nie zdaje sobie sprawy z tego, co kryje jego podświadomość, i nieświadomie dzieli się jej zawartością z osobą przychodzącą po pomoc. Mało kiedy również zdaje sobie sprawę z różnych swoich własnych nieświadomych podłączeń do różnych "bocznych" kanałów i sfer astralnych, skąd czerpie energię.

W sytuacji, kiedy do bioenergoterapeuty przychodzi osoba o wyższej energii, zostaje ona podładowana i zaburzona, jej stan na krótką chwilę częściowo się poprawia, by później diametralnie się pogorszyć.

Wielu tego typu uzdrowicieli ma bardzo poważne problemy zdrowotne i emocjonalne. Podczas zabiegów szybko się meczą, gdyż nie dość, że dosłownie "wypruwają" się ze swojej własnej energii, to zdarza się często, iż mają zakodowane w podświadomości ślubowania "Bodhisatvy".

Ślubowania "Bodhisatvy" polegają na świadomym tudzież często nieświadomym, wyraźnym ściąganiu z człowieka (i nie tylko) wszelkich czarnych i syfiastych energii do czakramu serca, w celu dokonania (z wielkim wysiłkiem) urojonej transformacji czarnej, ciężkiej energii na miłość (transformacja oczywiście nigdy nie następuje). Odbija się to bardzo mocno na zdrowiu klienta i nieświadomego uzdrowiciela. Osoby ze ślubowaniami "Bodhisatvy" są bardzo wyczulone na niskie emocje i energie, często również posiadają trudną do opanowania chęć niesienia pomocy innym.

Zdarza się, iż można przy bioenergoterapeutach znaleźć mniejszą lub większą grupkę duchów opętujących i różne inne tego rodzaju paskudztwa, przejęte od swoich pacjentów. Czasami można spotkać duchy, które pomagają takiemu uzdrowicielowi "uzdrawiać", z czego ten jest bardzo zadowolony i czuje się wyróżniony, nieświadom ogromnej ceny, jaką za to płaci, w postaci utraty dość sporej energii na utrzymanie takiego chowanka, jak również zamkniętej drogi do dalszego rozwoju, gdyż taki chowanek karmi się energiami niższego rzędu i dlatego hamuje i nie pozwala swojemu żywicielowi tak łatwo podnieść się w wibracjach i rozwoju.

Spotkałem się również z przypadkiem, kiedy jedna z "poważniejszych" uzdrowicielek polskich, szczycąca się wielkim szacunkiem i sukcesami, miała problem z synem, który mdlał co pewien czas bez żadnej przyczyny. Mimo sukcesów w swej branży była bezsilna, tak samo jak lekarze. Po głębszym zbadaniu sprawy okazało się, że sukcesy swe zawdzięczała również energii swego syna, której używała nieświadomie do uzdrawiania innych. Straszne, ale prawdziwe...

Większość różnorakich uzdrowicieli nastawiona jest, tak samo jak dzisiejsza medycyna, na usuwanie dolegliwości, a nie ich przyczyn. Manipulują energiami na czakramach, ładują i rozczesują aurę. Przypomina to remont mieszkania, zaczynając od tynku ze strony podwórka, zapominając o wnętrzu i duszy. Zapomina się o tak ważnych rzeczach jak uszanowanie wolnej woli drogi duszy i działanie tylko i wyłącznie zgodnie z najwyższym dobrem danej istoty i planem Boskim, a tego nie zna nasze "EGO", tylko nasze "Wyższe JA".

Niektórzy uzdrowiciele robią większe szkody niż niejeden lekarz. Przypomina to narzucenie na osobę potrzebującą pomocy gotowego mentalnego szablonu - wyuczonych pojęć i książkowych zagadnień, mówiących mu, gdzie jest problem i jak powinno wyglądać uzdrowienie - i na podstawie tego szablonu obcina on wszystko, co do niego nie pasuje. Proces uzdrawiania w takim przypadku przypomina bardziej gwałt i próbę zmiany człowieka z punktu widzenia własnego EGO i jego widzimisię. To, co miało być uzdrowieniem, staje się zwykłym gwałtem i manipulacją energetyczną na czakramach, polegającą na wrzuceniu mentalnych presji i programów działania, by doprowadzić stan aury, czakramów i ciała do zdrowia, a przecież stan aury, poszczególnych czakramów, jak i zdrowia zależy głównie i przede wszystkim od stanu ducha i rozwoju danej istoty. Od jej stopnia zharmonizowania z planem Boskim, własną drogą i duszą. Czakramy i aura są tylko odbiciem tego, co naprawdę jest w naszym duchu, są bezpośrednio związane z energetyką ciała, zmieniają się wraz z naszym osobistym, wewnętrznym rozwojem duchowym oraz stanem psychicznym i emocjonalnym. Same! Bez naszej jakiejkolwiek ingerencji. Nasza aura i czakramy zmieniają zabarwienie tysiące razy w ciągu dnia, są odbiciem naszego samopoczucia i duchowego poznania.

Spotykam czasami osoby, które mają bardzo "ładne" czakramy i aurę tylko dlatego, iż poświęcają swojej energetyce i jej wyglądowi więcej czasu niż swojemu wnętrzu i duchowi. Niektórzy są aż tak przewrażliwieni na tym punkcie, że poprzez wizualizacje i mentalne swoje własne presje tworzą coś w rodzaju "kalki astralnej", która jest tworem mentalnym ich wyobrażeń na temat swojej aury, "świetlistych" czakramów i wysokiego stopnia własnego rozwoju. Kalka ta przysłania prawdziwy obraz czakramów. Wystarczy jednak, by taka osoba spotkała np. swojego byłego męża i w jednej chwili wszystko leży w gruzach. Życie zawsze pokazuje prawdę...

Spotyka się również "silne duchowo dusze", które specjalnie wybierają sobie trudne warunki i okoliczności narodzin i życia, gdyż ciągu jednego wcielenia są w stanie dokonać transformacji tego, co większość rozkłada sobie na dziesiątki wcieleń. Widząc takiego człowieka, możemy zobaczyć, iż stan jego aury i czakramów wcale nie świadczy o tym, że ta osoba coś sobą znaczy "duchowo" lub jest na wysokim stopniu rozwoju duchowego. Dopiero kiedy spojrzymy duchowym wzrokiem na jego istotę duchową, na niego jako całość, a nie tylko na jego psychoenergetykę, to może się okazać, iż jest to potężna Istota Duchowa.

"Mało kiedy ci wielcy rzucają się w oczy wielu.

Jeszcze rzadziej ci, którzy są wielcy dla wielu, są wielcy i w duchu".

CIEMNA STRONA MOCY... (widziana z poziomu światła)

Jak wszem i wobec wiadomo, wszystko jest doskonałe i wszystko służy najwyższemu dobru :)) Nie ma zła, a wszelka ciemność, ból i cierpienie, jakie ludzie sobie fundują, pochodzi z zawężenia świadomości i przez to błędnego postrzegania, kim naprawdę jesteśmy i jaki jest prawdziwy nasz wymiar i cel tego wszystkiego.

Niekompetentni uzdrowiciele są niczym innym jak kreacją samych klientów, którzy potrzebują takiego doświadczenia, żeby móc sobie coś uświadomić i uzdrowić, albo zaszkodzić. Jest to spowodowane jakością i rodzajem naszych intencji wobec nas samych, świata, życia, rozwoju duchowego - wszystkiego. Każdą praktykę duchową można użyć tak, by przynosiła korzyści i oświecała, lub sprowadzała na manowce i zakłamywała. To, jak nam idzie, zależy od naszych prawdziwych, świadomych i podświadomych, intencji. Jedynym wyjątkiem w tej sprawie jest poddanie się opiece Wyższej Instancji, która wie, jak nas poprowadzić, byśmy wyszli na swoje, nawet jeżeli siedzimy w najgłębszym bagnie, gdzie światło nigdy nie dociera.

Kiedy mamy czyste intencje wobec siebie, nawet najgorszy terapeuta czy uzdrowiciel jest w stanie nam pomóc. Nasze czyste intencje ochronią nas przed każdą szkodliwą energią.

A uzdrowiciel działający z poziomu EGO, czy nawet wampir energetyczny, będzie bezsilny, jeżeli mamy wobec siebie czyste intencje. Po prostu, jeżeli się ma czyste intencje wobec siebie, życia i rozwoju duchowego, na naszej drodze nigdy nie spotkamy czegoś, co mogłoby nam zaszkodzić. Człowiek z nieczystymi intencjami, np. "z pragnieniem zniszczenia siebie", wykorzysta wszystkie drogi i możliwości, nawet najdoskonalsze techniki rozwoju duchowego, by wypełnić swój cel, zwłaszcza jeżeli intencja ta jest nieuświadomiona. Będzie potrafił tak zmanipulować wszystko i wszystkich, iż dostanie to, czego szukał. Z tego samego powodu jest również dużo szumu wobec regresingu (niehipnotycznego). Jest to potężne narzędzie do pracy z najcięższymi wzorcami i skrzywieniami umysłu i ducha. Tam, gdzie medycyna i psychiatria już dawno postawiła krzyżyk na człowieku, regresing często robi cuda, wszystko zależy od intencji klienta. Spotkałem też kilka osób, które użyły regresingu tylko i wyłącznie po to, by przypomnieć i odnowić sobie dawne, chore, niszczące zapędy, broniąc się rękami i nogami, często nawet raniąc swego regresera, by ten nie uwalniał ich od cennych dla nich urojeń, tak dalece były one dla nich prawdziwe, atrakcyjne i ważne, iż chcieli je świadomie kontynuować w obecnym życiu.

Nasze intencje wobec siebie determinują, czy dany uzdrowiciel nam pomoże, czy zaszkodzi. Człowiek, który ma intencje samozniszczenia, tak zmanipuluje podświadomie swego uzdrowiciela, iż ten, choćby nie wiem jak był dobry w swym fachu, da mu tylko taką energię, którą będzie mógł wykorzystać do zniszczenia siebie. Będzie jednak bezsilny tylko wobec jednego rodzaju uzdrowicieli, tych, którzy działają na wyższych planach duchowych i pod opieką Boga, tam bowiem podświadome manipulacje, urojenia i astralne "moce" nie mają żadnej mocy. Światło zawsze rozświetla mrok...

POZIOM EGO I POZIOM ŚWIATŁA

Żyjemy w dualnej rzeczywistości: miłość i lęk, światło i ciemność, dobro i zło, życie i śmierć, Bóg i EGO. Między jednym i drugim istnieje wolny wybór, którego dokonujemy myślą, mową i czynem.

Z dotychczasowych moich doświadczeń wynika, iż można przebywać tylko w jednym stanie, nie można czuć miłości i lęku jednocześnie, być w świetle i doświadczać ciemności, być w Bogu i żyć w iluzji EGO.

Nasza świadomość oddzielenia, EGO, to nasza własna, zawężona boska świadomość. Przez brak widzenia całości, przez brak dostrzegania prawdy, z powodu poczucia oddzielenia od całości, nasza zawężona świadomość zaczyna oceniać i kierować się szczątkowym poznaniem, uznając szczątkowe i zatarte fragmenty prawdy za całość i ostateczną rzeczywistość. Bazując na pamięci pokoleń, a nie na własnym teraźniejszym poznaniu i doświadczaniu, kieruje się głównie wiedzą "innych", również zawężonych świadomości.

Ego nie zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń. Wierzy tylko i wyłącznie w to, czego dotknie i doświadczy, reszty nie ma, bo jej nie widać. Na podstawie tych szczątkowych informacji buduje swój świat zachowań, wierzeń i reakcji, zawężając swoją świadomość jeszcze bardziej. Kiedy pojawia się coś spoza jego zamkniętej sfery tylko sobie "znanego" świata, coś, czego nie zna i nie rozumie, ocenia jako obce (co odczuwacie, jak słyszycie, że coś jest obce i nieznane?). Wszystko, co odbieramy jako obce, rodzi strach, a to, czego się boimy, spychamy do podświadomości i uznajemy jako ZŁE!!! Tak powstała legenda o złu tego świata, o Szatanie, mocach ciemności i piekle. Wszelkie zło tego świata pochodzi z naszej zawężonej świadomości i niezrozumienia prawdy, iż wszystko jest Dobrem. Iż wszystko jest doskonałe, gdyż wszystko, co jest, to my sami. Jak byśmy się zachowywali, gdybyśmy nagle stracili pamięć i świadomość posiadania rąk? Budzimy się i nagle zdajemy sobie sprawę, że po obu stronach znanego nam ciała wiszą jakieś straszne odrosty. Pierwszą naszą reakcją byłoby, że się nam coś stało - coś nam wyrosło lub coś się do nas przyczepiło, coś wczepiło, lub nawet wgryzło się... Wasza podświadomość podałaby wam zaraz długa listę nieznanych rzeczy, których się boi, o których słyszała, że są niebezpieczne i śmiertelne.

To, czego się boimy, rządzi nami. To, co sobie uświadamiamy, nie ma już nad nami takiej mocy. To, co poznajemy, staje się naszym sprzymierzeńcem...

Poznając zawartość podświadomości, okazuje się, iż cała jest wypełniona różnymi podzielonymi osobowościami i podosobowościami. Są to jakby zagubione kawałki nas samych, wyparte, stłumione przez błędne postrzeganie i rozumienie rzeczywistości gdzieś po drodze życia. Wszystkie razem tworzą naszą iluzję, EGO.

Za każdym razem, kiedy doświadczenie, które w danym momencie stawało się naszym poznaniem, nie było przez nas rozumiane, odkładaliśmy tę "nie rozumiejącą" część nas na "dolną półkę", tworząc tym samym nasz kolejny wzorzec, gdyż od tego momentu zaczynamy kontrolować nasze życie, bojąc się, by już nigdy się nie powtórzył.

Poznanie daje wolność...

Jest dużo szumu wobec karmy i jej obciążającej mocy. Regresing (niehipnotyczny) dał mi bardzo czysty i świadomy wgląd w prawo karmy, jej przyczyny i skutki. Okazało się, iż karma powstaje (gromadzi się) w momencie, kiedy błędnie odbieramy, rozumiemy i postrzegamy boską rzeczywistość, a co się z tym wiąże, i doświadczenie, jakie ona ze sobą niesie. Karma znika w momencie zrozumienia "błędu" w postrzeganiu i w taki sposób nic nie tracimy z doświadczenia rzeczywistości. Doświadczenie daje "poznanie". Dzięki doświadczeniu poznajemy głębiej siebie i ostateczną prawdę. Karma to taki worek, do którego na Ziemi wkładamy nasze Wielkie Skarby, których na danym etapie doświadczenia i poznania nie byliśmy w stanie dostrzec i zrozumieć. Gromadzimy karmę, by żadne doświadczenie i szczęście płynące z poznania prawdy nigdy nas nie ominęło.

Kiedy patrzy się na wszystko z "Poziomu Światła", wszystko we wszechświecie jest doskonałe. Początkiem wszystkiego, każdego działania, zaistniałej sytuacji i ruchu we wszystkim, jest Boska Istota - "Prazasada", która jest wszystkim, co jest. Dlatego każde doświadczenie jest doskonałe i wnosi coś niepowtarzalnego i bardzo istotnego dla nas. Mamy wolną wole, która jest niezbędna do tego, by poznać siebie, by wybrać siebie. Każdy wybór jest doskonały, jest prawidłowy, jest konieczny, byśmy poznali siebie.

Wszystko ma sens i prowadzi do doświadczenia prawdy o sobie i do jej odkrycia. Nic nie jest bez znaczenia i z przypadku. Wszystko jest poznaniem. Wszystko jest Bogiem w działaniu.

Nie doświadczamy tego, gdyż, otoczeni iluzją zawężonej świadomości, jesteśmy w procesie poznawania. Cierpimy, gdyż nie dostrzegamy prawdy. Życie na Ziemi to tylko krótka chwilka naszego nieśmiertelnego, wiecznego życia duchowego.

Każdy problem na tej planecie wynika z braku połączenia ze źródłem. Braku istnienia w jedności ze swą duszą i Bogiem poprzez zagubienie w iluzji fałszywej osobowości, czyli EGO. Nigdy dotąd w dziejach ludzkości nie było tego widać jak teraz i nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko przejrzenia "iluzji oddzielenia"...

Światło i Miłość - baza wszystkiego - przenika nas bezustannie, wszystko w około promieniuje i bazuje na ich energii, jesteśmy bezustannie, od prapoczątków zanurzeni w Bogu. Istniejemy i żyjemy w Nim. Nie jesteśmy oddzieleni od Niego, gdyż poza Nim nic innego nie istnieje. Wszechświat materialny jest Jego ciałem, jedną z form przejawiania się. Wszechświat duchowy jest Jego duchem, formą doświadczania go.

W rzeczywistości istnieje tylko jedna energia, której poprzez ocenę nadajemy wibrację, zabarwienie i formę. Sama energia się nie zmienia, zmienia się forma, w jakiej się ona przejawia, i nasza uwarunkowana reakcja na nią.

Wszystko, co nas spotyka, ma za zadanie nas wzmocnić i przebudzić.

W momencie kiedy zostaje przywrócone połączenie (które de facto nigdy nie zostało przerwane), samoistnie, naturalnie następuje uzdrowienie i powrót wszystkiego do doskonałości. Życie samo zaczyna się troszczyć o nas i o wszelkie nasze potrzeby.

UZDRAWIANIE DUCHOWE

Uzdrawianie Duchowe nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek formą bioenergoterapii czy inną formą przekazywania energii z ciała uzdrowiciela do ciała osoby uzdrawianej.

Uzdrawianie Duchowe wymaga osiągnięcia pewnego stanu ducha, który inicjuje cały proces uzdrawiania.

Uzdrawianie Duchowe nie ma nic wspólnego z żadną religią czy wyznaniem. Jest czystym kontaktem z Istotą, którą wszyscy umownie nazywają Bogiem, w stanie wiary i jedności z "Tym, Który Jest", gdzie główną i jedyną Istotą uzdrawiającą i działającą jest STWÓRCA, a wszystko, co się dzieje, dzieje się tylko i wyłącznie za Jego sprawą i mocą.

UZDRAWIANIE - PIERWSZE PRÓBY I BŁĘDY

Pierwsza zasada, której musiałem się nauczyć, a raczej oduczyć, brzmiała: "Przestań robić cokolwiek, przestań uzdrawiać, przestań chcieć uzdrowić kogokolwiek i cokolwiek, a naucz się oddawać i pozwalać Bogu, by to robił. Ty tylko prosisz o to w stanie wiary i patrzysz, co się dzieje - nic więcej".

I to było na początku najtrudniejsze dla mnie. Wiele osób, ze mną na czele, automatycznie działało z drugiej czakry i posyłało prośbę gdzieś tam w astral (do swojego mentalnego wyobrażenia Boga) z chęcią (pragnienie = działanie EGO) uzdrowienia danej osoby, wysyłając swoją energię nieświadomie zabarwioną różnymi myślokształtami oraz wyobrażeniami, jak powinien wyglądać i jak przebiegać cały proces uzdrawiania. Niektórzy nieświadomie próbowali astralnymi rękami naprawiać chore organy (tzw. operacje fantomowe). Wizualizowaliśmy światło, tworząc w ostateczności tylko myślokształt (obraz) światła - iluzję, co jest niepożądanym wytworem mentalnym w Uzdrawianiu Duchowym. Inni wysyłali energię swoim wyobrażeniom o danej istocie, powodując, iż tylko myślokształt o tej osobie dostawał energię. Inni uderzali tak silną i ciężką energią, że niektórzy momentalnie doświadczali zawrotów i bólów głowy oraz innych dolegliwości w ciele, pomimo tego, iż byli paroletnimi, doświadczonymi bioenergoterapeutami. Na szczęście nasz nauczyciel wszystko to widział i od razu harmonizował przykre skutki uboczne naszych praktyk, korygując nasze błędy.

Zasada druga: "Im bardziej poddajesz się i pozwalasz działać "Bogu" i istotom duchowym - które wszystkie na wyższych poziomach są zestrojone z Bogiem i działają tylko i wyłącznie na energii i wibracjach Boskiej Bezwarunkowej Miłości - a mniej działasz sam z siebie i mniej chcesz uzdrawiać z poziomu EGO, tym bardziej to działa i jest skuteczne w swym delikatnym i nieinwazyjnym działaniu, bez jakichkolwiek skutków ubocznych". Im bardziej wierzysz i ufasz, że to się dzieje, tym bardziej się to dzieje, jeżeli tylko wiara płynie z serca i z autentycznej wiary, a nie z wyobrażenia o niej. Tam, gdzie jest wiara, nie ma pytań, lęku i wątpliwości, a jest bycie i doświadczanie, które mówi samo za siebie.

Im więcej się starałem, tym bardziej mi nie wychodziło. Po paru godzinach różnych ćwiczeń, coraz bardziej zaawansowanych, dużo osób już osiągało pierwsze efekty, a mi coraz trudniej było zrobić cokolwiek. Powoli pogrążałem się w swoich ograniczeniach, których nie rozumiałem, gdyż stan jedności z Bogiem, który jest stanem wyjściowym do "Uzdrawiania Duchowego", był dla mnie czymś tak mistycznym i magicznym, niemal równającym się z samym oświeceniem, pełnym fajerwerków i głosów anielskich, iż uległem iluzji, że jest to dla mnie jeszcze nieosiągalne od tak. Powoli zauważałem iluzje, w których tkwię po same uszy. Pod koniec dnia byłem już tak przybity, że na nic nie miałem siły, nic nie rozumiałem, nic nie wiedziałem i już nic nie pojmowałem, miałem wszystkiego dość... Jedyne, na co się zdobyłem, to była wewnętrzna prośba do Boga o pomoc i zrozumienie tego wszystkiego, bo ja już nic nie rozumiałem. Takie szczere pragnienie zmęczonego już tym wszystkim człowieka. Już od dawna nie czułem się tak zagubiony i bezradny.

Zaczęły się kończące ten dzień ćwiczenia w parach. Nie byłem w stanie uzdrawiać kogokolwiek. Bałem się, że mogę zrobić komuś krzywdę w tym stanie, więc służyłem tylko za obiekt uzdrawiany. Parę osób pod czujnym okiem wykładowcy ćwiczyło na mnie (w świecie ducha nie ma ćwiczeń, wszystko dzieje się naprawdę). Kiedy "kończyła" mnie już czwarta osoba, coś się zmieniło, przez chwilę jakby zasłabłem ze świadomością: niech się dzieje wola Twoja. Doświadczyłem nagle stanu tak diametralnie różnego od wszystkiego innego, co do tej pory poznałem, iż czułem się, jakbym chodził we śnie - wszystkie doznania płynące z ciała, umysłu, EGO i ducha były jakby zwolnione i wyostrzone, mogłem swobodnie przypatrzeć się każdemu z osobna i miałem na to wystarczająco dużo czasu, by poznać każde doznanie dogłębnie, niemal przejrzeć na wylot jego źródło i odczytać jego esencję i znaczenie.

W tym samym momencie wszystko stało się jasne i przejrzyste. Zrozumiałem, dlaczego działo się tak, jak się działo. Jest tylko Bóg, reszta to iluzja stworzona na potrzeby tego poznania.

Padło pytanie, gdzieś spoza mnie, z dołu, z osobowości, która wierzy, że jest Rafałem, człowiekiem, ojcem i mężem... ciałem: "Dlaczego więc tego nie doświadczam? Dlaczego jest to tylko moją wiedzą, a nie doświadczeniem?". Wiem tylko, że Bóg jest wszystkim, lecz nie doświadczam tego. Wiem, że odkąd powstał czas, jestem zanurzony w Stwórcy, lecz nie doświadczam tego. Jestem w jedności z Nim przez cały czas, dlaczego nie doświadczam tego?

Padła odpowiedź (ze strumienia światła nade mną, które się rozszerzało, obejmując mnie całego): "Bo jest to poza twoją świadomością i tym samym poza twoim poznaniem i doświadczeniem..."

(Światło było wszystkim, co było, przenikało wszystko. Na jego bazie wszystko powstało, było też mną... w każdej komórce mego ciała. Znało mnie lepiej niż ja sam siebie, znało wszystko lepiej niż ktokolwiek inny. Miało wiedzę i świadomość o wszystkim, gdyż doświadczało wszystkiego TERAZ. Było i Jest Prawdą...)

Rafał zapytał ponownie: "Co mogę zrobić, by zacząć tego doświadczać?". Światło, które jest obecne podczas każdego naszego ruchu i działania, które powoduje, że serca nasze same biją, a płuca same oddychają, z którego wszyscy i wszystko jest stworzone, a którego w ogóle nie dostrzegłem nigdy wcześniej, odpowiedziało: "Doświadczasz tego, gdyż wierzysz w to, czego doświadczasz. Doświadczasz iluzji oddzielenia, bo wierzysz, że jesteś oddzielony. Wierzysz bardziej w oddzielenie, bo wydaje ci się ono bardziej rzeczywiste od połączenia, które z powodu wielu iluzji nakładających się na siebie jest dla ciebie niewidoczne i tym samym nierzeczywiste, choć prawdą ono tylko jest".

Rafał: "Co mogę zrobić, by zacząć doświadczać prawdy?".

Światło: "Nic nie możesz zrobić, gdyż sama potrzeba robienia czegoś, by osiągnąć coś, czego nie masz, pochodzi z iluzji braku, w którą wierzysz. Przejrzyj iluzje. Każdą iluzję. I zacznij wierzyć w prawdę. Jesteś tym, który jest. Jest tylko jedna świadomość. Doświadczacie iluzji oddzielenia, dlatego wydaje się wam, że jest was więcej niż tylko Jeden. Iluzja jest tylko iluzją. Prawda przenika wszystko i jest jedną istotą. Tym samym masz dostęp do wszystkiego, czego pragniesz, więc dlaczego pragniesz, skoro wszystkim, co pragniesz, tym jesteś? Ani ty, ani nikt inny nie jest w stanie przeszkodzić sobie w zbliżeniu się do prawdy".

Przez resztę dnia chodziłem w iluzji, zauważając ją po raz pierwszy w realu :). W 99% wszystkie uczucia, doznania i emocje, jakie pojawiały się w mojej świadomości, pochodziły z podświadomości lub nieświadomości zbiorowej. Byłem naprawdę zdrowo zaskoczony ogromem nieświadomości, w jakiej istnieję i w jaką wierzę. Poczułem się bardzo malutki - malutki, ale świadomy. Pomyślałem: "to dobry stan, by zacząć wszystko od nowa..." - to też okazało się iluzją :)).

STAN WIARY

To było chyba najtrudniejsze dla mnie i w sumie jeszcze się często zdarza, że sprawia mi dużą trudność, gdyż człowiek nie jest nigdy dobry w czymś na tyle, by nie mógł być jeszcze lepszy. Innymi słowy zawsze spotka jakąś iluzję, do której się bardzo przyzwyczaił, na której zbudował całe swoje życie, i jest mu ona tak bliska, normalna, oczywista, atrakcyjna i wyrazista, iż trudno uwierzyć, że jest nierzeczywista... Dopiero kiedy runie, kiedy obróci się w pył, co EGO widzi jako tragedię, porażkę i śmierć, tam budzi się święty duch i rodzi się szansa... święta chwila... na przejrzenie iluzji, zanim zabarykadujemy się nią ponownie i nastanie ciemność...

...słowa umysłu są tylko cieniem prawdziwej istoty doświadczenia, które przemawia wprost do serca.

Poprzez ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia, polegające na odpuszczaniu chcenia i przeszkadzającego pragnienia niesienia pomocy ze świadomości EGO, powoli odpuszczając, niektórzy z nas, ze mną na końcu, zaczęli osiągać stan "WIARY". Stan, w którym przestajesz się starać "wysyłać" (gdzieś tam daleko, do jakiegoś urojonego Boga) prośbę, przestajesz robić cokolwiek, gdyż realnie doświadczasz obecności we wszystkim "Światła" i po prostu zwracasz się do niego z prośbą o uzdrowienie danej osoby.

W stanie współistnienia w Wielkiej, Bezwarunkowej Miłości z "TYM" WIESZ!!!, iż "TO" doskonale wie, po co tu jesteś i z czym przychodzisz, wie wszystko i jeszcze więcej. Wie DOSKONALE!!!, jak pomóc danej istocie i tobie w tym stanie w sposób perfekcyjny, jak przejrzeć iluzje w sposób łagodny i nieinwazyjny, zachowując jednocześnie nietykalność i świętość wolnej woli i przestrzeni osobistej, przemawiając wprost do konkretnej zagubionej jaźni i pomagając jej zrozumieć to, co zostało źle zrozumiane i wykrzywione - tym samym w pełny sposób jednocząc ją z prawdą. Jest to stan, w którym słowa "O cokolwiek prosić będziecie, będzie wam dane, zanim o to poprosicie" nabierają niewyobrażalnego znaczenia.

Jest to stan, w którym nagle zdałem sobie sprawę, że cokolwiek z poziomu EGO bym wymyślił swym ograniczonym umysłem, będzie to płytkie, puste i martwe w porównaniu z żywą bezgranicznością i doskonałością tego, co strasznie ograniczamy płytkim słowem - "Bóg".

Dopiero będąc w tym stanie, doświadczyłem niewyobrażalnej różnicy stanu istnienia w świadomości (ego), a stanu - nie wiem jak to nazwać - istnienia poza EGO, w "swej prawdziwej istocie duchowej". Zobaczyłem, jak "ślepa" jest myśl z poziomu EGO, że mogę i umiem pomóc komukolwiek. Przecież nie znam jego drogi, nie znam drogi jego duszy i tak naprawdę nie mam pojęcia, co jest przyczyną jego problemów. Nie znam przecież jego karmy i zamierzeń jego duszy na to życie, nie znam jego doświadczeń, jakie przeżył i jakie jeszcze mu przyjdzie w przyszłości przeżyć, nie ogarniam tego swoim umysłem, rozumem, wiedzą i gadżetami w postaci różnych zdolności parapsychicznych. Przecież w większości przypadków to właśnie te problemy i dolegliwości nakierowały nas samych na drogę ducha i rozwoju. A każda istota jest jedyna i niepowtarzalna i kroczy własną drogą, którą zna jedynie dusza i "Wszechistotność". Zrozumiałem, iż to, co w większości wydaje mi się być dobre dla mnie i innych, z punktu widzenia duchowego często wygląda wręcz odwrotnie.

Poczułem pokorę... Pokorę wynikającą ze zrozumienia wielu aspektów życia, a nie z lęku czy winy... Poczułem, jaki jestem malutki w świecie ducha i jak bardzo osadzony w iluzji. I jak dobrze choć na chwilkę przejrzeć na oczy.

W JEDNOŚCI ZE ŚWIATŁEM

Jest to stan, który pojawia się, jak tylko przyjmujemy pewną postawę duchową wynikającą z przejrzenia iluzji i poznania rzeczywistości, iż wszystko jest "JEDNYM". W świadomości prawdy, w swej istocie duchowej, w zrozumieniu powoli stapiasz się z "JEDNYM - WSZYSTKIM", a dzieje się tak, gdyż rozszerza się świadomość o aspekt naszej własnej nieskalanej istoty, która jest wszystkim i wszędzie. Ma się wrażenie, jakby się rosło, jakby zza pleców coś nam wyrastało, rozszerzając się. Świadomość powoli przenosi się do rozszerzającej się istoty duchowej, ale jest to iluzja, gdyż tak naprawdę nic się nie rozszerza, a tylko obejmujemy świadomością coraz więcej siebie, coraz to większy plan naszego ducha, powoli zanika rozum i EGO. Przestajemy wiedzieć, oceniać, analizować i rozumieć na podstawie pamięci, a zaczynamy doświadczać i być. Gdyż do tej pory to właśnie EGO (w moim przypadku to, co rozumiem pod aspektem mej istoty, jaką jest Rafał), które przez cały czas podejmowało próbę zrozumienia i poznania, i to ono żyje w iluzji oddzielenia, to ono próbuje się rozwijać, oczyszczać itp. Wierzy, że jest tylko tym, bo tylko tego doświadcza.

Na początku stan jedności jest stanem, który w symbolicznym znaczeniu przypomina wejście w takie magiczne miejsce wewnątrz nas, które jest wszędzie i nigdzie. Stojąc w nim z wiarą, spokojem i zaufaniem, powoli zaczyna spływać wodospad światła, radości i łagodności, niesamowity w swej delikatności i subtelności. Ma się wrażenie unoszenia. Powoli rozum i EGO odpływa, zamieniając się miejscem z doznaniem duszy - niesamowitą radością, która powoduje rzekę łez, pojawia się niezwykła lekkość, błogość i miłość. To, co było wcześniej puste i martwe, teraz napełnia się życiem. Wszelkie rany rozpuszczają się. Tam, gdzie była tęsknota, ból i samotność, tryska teraz głębokie spełnienie, radosna błogość i szczęście... Powoli zaczyna wszystko tętnić życiem, odczuwa się wielką głębię w jedności z "TYM" i z Prawdą na bardzo osobistym, niezwykle subtelnym, wewnętrznym poziomie - poziomie ducha i duszy, tam, gdzie rozum i EGO nie istnieje.

Opisując to łopatologicznie, sformułowaniami umysłu (co aż boli), następuje połączenie podświadomości, świadomości i nadświadomości. Tworzy się wtedy jedna duchowa istota, jedna świadomość, rozum i EGO znika, aspekt męski i żeński w człowieku łączy się w jedno, otwierając bramę do wszelkiego poznania i rozumienia. Całą naszą istotę zalewa potężne światło, które wypełnia wszystko, wraz z naszą karmą, wszelkimi blokami i ograniczeniami. Cała zawartość podświadomości i nieświadomości zbiorowej, która miała na nas wpływ, zostaje rozświetlona... a przynajmniej jest taka możliwość, gdyż podświadomie nie zawsze jesteśmy w stanie na tym poziomie zrobić od razu tak potężny skok w jedność z "TYM". Z czasem coraz łatwiej wybierać nam we wszystkim Boga i uwalniać się od iluzji. Coraz łatwiej poddawać wszystko z zaufaniem Bogu i zaufać z całkowitą wiarą i oddaniem, że Bóg wszystko doskonale poprowadzi. Tam, gdzie jest wiara, nie ma pytań, lęku i wątpliwości, a jest Bycie i doświadczenie, które mówi samo za siebie.

Dla Stwórcy święta jest nasza wolność - wybór należy do nas: ON czy iluzja, bezwarunkowa miłość czy cierpienie w samotności, wieczne życie w Świetle czy ciemność i śmierć w iluzji. Wybór należy do nas...

Wiedziałem, że Bóg jest Miłością, ale nie miałem pojęcia, że On naprawdę jest Potężną, Bezgraniczną Miłością, dopóki realnie i bezgranicznie nie doświadczyłem Jego miłości, dobroci, opieki i troski.

Wiedziałem, że Bóg jest Bezgraniczny, ale nie miałem pojęcia, że On naprawdę był zawsze przy mnie, dopóki z każdym dniem nie zacząłem doświadczać Jego obecności we wszystkim i wszędzie.

Wiedziałem, że Bóg jest Wszystkim, ale nie miałem pojęcia, co to oznacza, dopóki w jedności z Nim nie zaistniałem.

Wiedziałem, że wierzę w Boga, ale nie miałem pojęcia, że wiary we mnie w ogóle nie było, dopóki nie przyszło mi z wiarą poddać się i zaufać Mu we wszystkim.



ˆˆˆ góra


Copyright © 2001-2013 Portal AstralDynamics, Wszelkie prawa zastrzeżone
Uwaga: Redakcja AD nie ponosi odpowiedzialności za opinie użytkowników przedstawione na forum.
Mapa strony, Ostatnio szukane, Powered by Vegan CMS, Pozycjonowanie stron, Design by halley
Liczba osób na czacie: - Wejdź na czat